Mam takie pytanie bo ostatnio zaczelam się interesować bioenergoterapią i nurtuje mnie jedna rzecz. Czytałam ze terapeuci pracujący z energią potrafią się strasznie wyczerpac po sesjach, niektórzy podobno muszą potem długo odpoczywać. I zastanawiam się czy to znaczy że energia ma jakis limit, ze można ją „wyczerpac”? Czy to w ogole ma sens? Bo z jednej strony mówi sie że energia jest wszedzie i jest nieskończona, a z drugiej ludzie mowia że sa wypaleni po pracy energetycznej. Jak to jest naprawdę?
To jest jedno z tych pytań gdzie odpowiedź zależy mocno od tego jak rozumiesz samą energię. Bo jeśli bioenergoterapeuta czerpie z własnych zasobów, to tak, może się wyczerpać. To jak z akumulatorem. Ale jeśli pracuje jako kanał, czyli przepuszcza energię przez siebie a nie oddaje własnej, to teoretycznie nie powinien się wykańczać. Problem w tym że nie każdy to potrafi i wielu terapeutów nieświadomie miesza te dwa podejścia.
A skąd wiadomo które podejście stosuje dany terapeuta? Serio pytam bo byłam raz na czymś takim i kobieta wygladala jakby za chwilę zemdlala po sesji. Myślałam że to efekt skupienia ale moze właśnie sie wykanczala swoją własną energią? Nie powiedziała mi nic o tym jak pracuje.
Szczerze? Imo to wyczerpanie po sesji energetycznej to w wiekszosci przypadkow zwykłe zmęczenie psychiczne i fizyczne. Skupianie się przez godzinę, utrzymywanie skupienia, czytanie mowy ciała klienta, to wszystko wyczerpuje normalnie. Nie trzeba od razu tłumaczyć tego „oddawaniem własnej energii”.
Hej przepraszam że się wtrącam, jestem tu nowa w tym temacie ale właśnie to mnie zastanawia. Czy energia „terapeuty” i energia „kosmiczna” czy jak to nazwać to dwie różne rzeczy? Bo jak to jest jedna energia to jak można mieć jej za mało?
celne pytanie , Kazia. Według różnych tradycji to jest właśnie kluczowe rozróżnienie. W qigong mówi się o qi osobistym i qi pierwotnym, tym czerpanym z otoczenia. W reiki zakłada się że terapeuta jest kanałem i nie traci własnego. W praktyce jednak wielu adeptów nie jest wystarczająco wyćwiczonych żeby czysto kanalizować i mieszają źródła. Stąd wyczerpanie. Zapisałem to kiedyś jako jeden z częstszych błędów początkujących, niezależnie od systemu.
w teorii tak. Ale nie znam nikogo kto pracuje intensywnie z klientami i nigdy się nie czuje zmęczony. Nawet najbardziej doświadczeni mówią o potrzebie regeneracji. pytanie czy to wyczerpanie energetyczne czy po prostu ludzka biologia, na to nie mam jednoznacznej odpowiedzi.
Ja bym jeszcze dorzuciła coś do tej rozmowy bo myślę że pomijacie jeden aspekt. Nawet jeśli terapeuta jest kanałem a nie źródłem, to przepuszczanie przez siebie „zablokowanej” czy ciężkiej energii klienta zostawia ślad. Nie traci własnej energii ale zbiera cudze śmieci jeśli nie ma dobrego gruntowania i oczyszczania. I to właśnie najbardziej wykańcza, nie oddawanie energii ale absorbowanie cudzych śmietników.
Ok ale poczekajcie, bo mi to wszystko brzmi coraz bardziej jak nakładanie kolejnej metafory na poprzednia. Energetyczne śmieci, kanały, akumulatory. Nikt tego nie mierzył. Skąd wiadomo że tak to działa a nie inaczej? Pytam serio, nie ironicznie.
No to fajnie że ktoś stawia takie pytania ale ja mam bardzo konkretny problem, byłam u terapeutki i ona mi powiedziała wprost że po sesji musi odpoczywać bo oddała mi część swojej energii. I wzięła za to spore pieniądze. Czy to znaczy że coś ode mnie zabrała zamiast mi dać? Bo to trochę bez sensu brzmi jak tak pomyślę.
Muszę tu wrzucić swoje, bo mam za sobą parę lat praktyki i widzę że ta dyskusja kręci się wokół bardzo ważnego pytania ale trochę mija się z tym co obserwuję u siebie. Jak zaczęłam pracę z energią to rzeczywiście leżałam po sesjach. Z czasem nauczyłam się nie angażować własnej energii i zmęczenie spadło o jakieś 80%. Ale całkowicie nie zniknęło. Więc dla mnie limit istnieje, jest po prostu regulowany przez technikę i doświadczenie 🙂
Interesujące co piszesz, Izoldka. Ale to mnie prowadzi do pytania fundamentalnego czy „limit” o którym mówisz to limit energii czy limit uwagi i koncentracji? bo te dwie rzeczy dają podobne objawy zmęczenia i nie jestem pewien jak je od siebie odróżnić w praktyce.
No dokładnie tu to jest chyba sedno całej tej rozmowy. izoldka mówi że czuje różnicę między jednym a drugim zmęczeniem, ale jak to opisać komuś z zewnątrz? jak powiedzieć „to nie jest zwykłe zmęczenie” bez żeby nie zabrzmiało jak wishful thinking? sam mam podobne odczucia po głębszej medytacji, ale daleki jestem od twierdzeń że to dowód na cokolwiek energetycznego
chcę tu wrzucić jeden fakt bo myślę że wiele osób go pomija. Barbara Brennan w „Hands of Light” opisuje dokładnie to wyczerpanie terapeuty i rozróżnia dwa mechanizmy - jeden przez bezpośrednie oddawanie energii własnej, drugi przez brak „uszczelnienia” kanału. ale to jest model teoretyczny, nie badanie kliniczne. traktuję go jako użyteczną mapę a nie opis rzeczywistości. mapa nie jest terenem, no nie?
ojej Marlenka, a ta książka jest po polsku? bo troche bym chciała poczytać zamiast opierać się tylko na tym co piszą na forach
to że ktoś napisał książkę nie czyni z modelu faktu, marlenka. brennan to były pracownik nasa który zmienil branżę, ok, ale jej system to ciągle niesprawdzone twierdzenia. mapa to dobre słowo. ale ludzie często mylą mape z terenem i to jest mój problem z tymi rozmowami
hmm właściwie ta roznica miedzy faktem a interpretacją ktora robi wahadelka to jest cos co do mnie trafia. bo jak patrzę na to całe pytanie które postawilam, to czy energia może sie zmęczyć, to może pytam zle. moze lepsze pytanie to: czy moje zasoby na prace z ludźmi są ograniczone? i wtedy odpowiedź jest chyba zawsze tak, niezaleznie od tego czy to energetyczne czy psychiczne czy fizyczne
cisowa dobrze to ujęła. w tradycjach taoistycznych jest wręcz powiedzenie że ten kto twierdzi że nigdy się nie wyczerpuje albo kłamie albo nie pracuje wystarczająco głęboko. limit nie jest błędem systemu, jest jego naturalną częścią. regeneracja jest wbudowana w cykl jako konieczność, nie jako awaria
ok to jeszcze jedno pytanie bo ciągle nie rozumiem jednej rzeczy. jak ktoś jest „kanałem” to energia przez niego przepływa ale do niego nie należy, tak? to po co ona wogóle ma wchodzić przez człowieka zamiast działać bezpośrednio? to brzmi jak niepotrzebny pośrednik
Wiecie co a wróćmy na chwilę do tej terapeutki o której pisałam. ona powiedziała mi że po naszej sesji idzie spać bo potrzebuje trzech godzin regeneracji. i teraz jak to czytam to mi wychodzi że albo ona zrobiła to „źle” metodologicznie bo brała z siebie zamiast być kanałem, albo że poprostu mnie przestraszała. i nie wiem która opcja jest gorsza
wchodzę tu z innej strony bo ta rozmowa poruszyła we mnie coś ważnego. czy ktoś z was pracuje regularnie z klientami i ma jakiś wypracowany rytm regeneracji? czyli co konkretnie robisz po sesji żeby się „naładować” jak to ktoś wcześniej pisał? mnie interesuje praktyka, nie teoria
iga, ja po ciezkich sesjach to nawet zmieniam ubranie zanim wejde do domu, brzmi dziwnie ale dla mnie to taki symboliczny reset. plus te sol i wizualizacja co juz pisalam. ale w ogole uwazam ze najważniejsza jest intencja zamkniecia sesji, dokladne powiedzenie sobie ze ta praca jest skonczona. jak tego nie robie to cos za mna chodzi 🙂
o matko tego nie wiedziałem że aż tak rozbudowane są te rytuały po sesji. a jak ktoś dopiero zaczyna i nie wie że to potrzebne, to co, po prostu zbiera te „śmieci” o których witchling pisała i nic? bo chyba większość ludzi zaczyna bez żadnej wiedzy o tym
właśnie i tu jest jeden z powodów dla których wyczerpanie u początkujących terapeutów jest tak częste. nikt ich nie uczy higieny energetycznej na początku, uczą się metody ale nie uczą się jak dbać o siebie po. to jest moim zdaniem poważna luka w większości szkoleń i ma bardzo bezpośredni związek z pytaniem cisowej o limity. limity istnieją, ale można pracować w ich ramach jeśli się wie jak
no to właśnie to mnie uderzyło co perzyna napisała, że uczą metody ale nie uczą higieny po. to jest jakby uczyć kogoś spawać ale nie mówić że trzeba mieć maskę ochronną. i potem taki człowiek idzie na pierwszą sesję, daje z siebie wszystko, wraca do domu i nie rozumie czemu leży przez dwa dni. a myśli że jest super bo „pomógł”. to chyba jest właśnie ten moment kiedy wyczerpanie jest największe bo nie ma żadnego bufora
szczerze to jak pisałam pytanie to mialam na mysli bardziej to czy sama energia jako taka ma swoje limity czy jest jakims nieskończonym zasobem. ale ta rozmowa zaprowadziła mnie w zupełnie inne miejsce i teraz mam wrażenie ze pytałam o złą rzecz. może wazniejsze jest wlasnie to, ze to nie energia się wyczerpuje, tylko nasze połączenie z nią albo zdolność do kanalowania. czy to ma sens?
cisowa, to ma sens i to jest moim zdaniem najdojrzalsze sformułowanie tego problemu jakie tu padło. energia jako taka, w sensie tej źródłowej, to raczej nie jest coś co można wycisnąć do sucha. ale interfejs między człowiekiem a tym źródłem, czyli wlaśnie ten „kanał”, owszem. i ten interfejs się zużywa, potrzebuje przerw, czyszczenia, czasem naprawy. to jak różnica między rzeką a rurą przez którą rzeka płynie
