karma to ciekawy trop bo jak to działa z ta radością pola - jeśli ktoś ma ciężką karmę to jego pole jest automatycznie smutniejsze? to by wiele tłumaczyło ale też brzmi trochę jak takie zrzucanie odpowiedzialnosci na „los”
no właśnie, i tu jest pułapka o której warto powiedzieć wprost. Karma jako wyjaśnienie wszystkiego staje się wymówką. Pole może być radosne nawet przy trudnej historii, widziałam to wielokrotnie. To nie jest o tym CO cię spotkało, ale o tym czy masz kontakt z tym czymś głębiej. Jakby radość była niezależna od biografii
przepraszam ze znowu pytam bo może to głupie, ale - to pole człowieka zmienia się w ciągu dnia? jak np rano jestem rozkojarzona a wieczorem spokojna, to to widać jakoś? 😮
Wiciokrzew dobrze to ujęłaś z tą temperaturą. Ja bym dodała że niektóre kamienie mogą pomagać utrzymać to pole w lepszym zakresie, np. ametyst przy chaosie myśli, cytryn przy tej właśnie radości o której piszemy. Nie magicznie, ale wspierająco
kurczę, no ok Ametystia, może zbyt skrótowo to napisałam, ale czy naprawdę te mechanizmy są aż tak rozłączne? bo ja w praktyce używam obu naraz i trudno mi powiedzieć gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie
to że trudno ci powiedzieć gdzie kończy się jedno a drugie nie znaczy że to jest to samo, Sagea. właśnie dlatego warto te rzeczy rozróżniać, zwłaszcza jak ktoś się uczy. Mieszanie wszystkiego razem sprawia że potem nie wiesz co właściwie działa i dlaczego
ok ale ja mam inne pytanie - wracam do tego co Tojadek pisała o „bazowym stanie”. Jeśli radość pola to jest taki stan naturalny, to dlaczego tak niewielu ludzi go odczuwa na co dzień? to by oznaczało że prawie wszyscy chodzą z polem zasłoniętym, co brzmi dosyć ponuro
ponuro? dla mnie to jest raczej… ciekawe 🙂 Właśnie dlatego jest wogóle po co pracować, prawda? Gdyby wszyscy chodzili z otwartym polem to bioenergoterapia nie miałaby sensu. Ten zasłonięty stan to norma współczesnego życia - pośpiech, hałas, nadmiar bodźców. Pole się broni przez kurczenie
czyli to trochę jak mięsień który się napina i nigdy nie rozluźnia? i ta praca energetyczna to jest właśnie uczenie go żeby puścił? bo tak to rozumiem i wydaje mi się to sensowne nawet z czysto fizycznego punktu widzenia, stres powoduje napięcie mięśni, może to jest to samo tylko głębiej
Czcibor to całkiem dobra analogia. Choć powiem że mam mieszane uczucia kiedy próbujemy to za bardzo medykalizować albo fizykalizować, bo wtedy energia staje się tylko metaforą stresu. A to chyba jednak coś więcej, przynajmniej w doświadczeniu
hej, śledzę ten temat od początku, i właściwie cały czas zastanawiam sie nad jedną rzeczą - czy ta „radość pola” którą czujecie to jest zawsze przyjemna? bo radość kojarzy mi sie z euforią a euforia czasem bywa niepokojąca, np. w manii
czy ta radość pola to jest coś co można poczuć u siebie samego czy trzeba żeby ktoś inny to poczuł na tobie? bo czytam i nie wiem czy mam szukać tego u siebie w medytacji czy potrzebna jest bioenergoterapeutka żeby to zobaczyć
dzieki wielkie za ten watek, naprawde! czytam i widze ze energia to jest bardziej zlozone niz myslalem. Chcialem tylko powiedziec ze mnie osobiscie przekonalo to porownanie z lustrem ktore Tojadek pisala, pieknie to ujete i jakos… zostaje
wracam bo Wszemil pytał o to co wrodzone a co nie - powiem tak: w astrologii wrodzone predyspozycje to dopiero materiał do pracy, a nie gotowy wyrok. I dokładnie tak samo bym widziała to pole. Możesz urodzić się z polem które „naturalnie” sklania sie do lekkości albo do cięzkości, ale to co z tym zrobisz to juz twoja sprawa 🙂
ok ale wracam do samego pytania z tytułu bo trochę odpłynęliśmy - czy energia ma poczucie humoru. Bo Tojadek pisała że pole jest żywe i reaguje,ale czy to znaczy że może być… no, wesoła? Jak zwierzę które się śmieje? Brzmi dziwnie ale na prawdę nie wiem jak to rozumieć
właśnie o to chodzi i wcale nie brzmi dziwnie jeśli się chwilę przy tym zostanie. Ja bym nie mówiła że energia „ma poczucie humoru” tak jak człowiek ma, ale że pewne pola mają taką jakość… lekkości, która sama w sobie jest rodzajem radości. Czułam to u różnych osób - takie pole które jakby mruga okiem. Nie żartuje, serio
pole które mruga okiem, no to już jest poetyckie mocno. Ale Tojadek, jedno pytanie bo się zgubiłem - czy to jest cecha samego człowieka, jego charakteru, czy tej energii która przez niego przepływa? Bo to dla mnie dwie różne rzeczy
no ale uwazajcie bo tu sie mieszają dwie rzeczy. Jedno to cecha temperamentu, drugie to stan energetyczny. Wesoły człowiek może mieć zablokowane pole, a smutny może mieć pole czyste i drożne. To nie jest to samo co osobowość
ale czy ta lekkość pola o której mówicie nie jest wlaśnie czymś co można pomylić z powierzchowną wesołością? Tzn. znam ludzi którzy są śmieszkowie na codzień ale energie mają ciężkie, jak ołów. I odwrotnie. Więc ta „radość pola” to chyba coś innego niż humor w potocznym sensie
ok, to jest opis zmysłowy i to już coś znaczy. Ciepło, przepływ, pulsowanie - to są rzeczy które można porównać między osobami. To jest lepsza baza do rozmowy niż „wysoka wibracja”
podpisuję sie pod Sagea bo tez to czuję, ta porowatość to świetne słowo. Ale do Nikodem - wrócę do jego pytania bo myślę ze nie dostał odpowiedzi. Moim zdaniem to jest i charakter i energia naraz, bo one sa od siebie nieodłaczne przez całe zycie człowieka. Nie możesz ich postawic obok siebie i porownac
przepraszam ze się tu wtrącam ale mi jest ciekawa ta kwestia z poczuciem humoru. Czy to znaczy że jak pracuje się z kimś bioenergotycznie to pole może zareagować w jakiś nieoczekiwany sposób? Jak niespodziewane uczucie radości podczas sesji?
bernadetka to jest piekne! to zwalnianie przez smiech, nigdy tak o tym nie myslalem. Mnie tez raz podczas medytacji wzial nagly rechot i myslalem ze cos jest nie tak, a tu moze po prostu cos puscilo
o tym co Bernadetka napisała - czytam ten wątek od jakiegoś czasu i własnie to mnie tutaj przyciągnęło. Zastanawiam się, czy ta spontaniczna radość podczas sesji to jest zawsze dobry znak, czy może być też sygnał że pole próbuje jakoś… uciec od trudniejszego miejsca? jak obronny śmiech?
Nashira, dobre pytanie i tak, to się zdarza. O matko, śmiech może być uwalniający ale też może być ucieczką od czegoś co jest trudne do dotknięcia. Doświadczona terapeutka poczuje różnicę - jeden śmiech jest głęboki i coś po nim odpuszcza, drugi jest bardziej gorączkowy i po nim klientka jest jakby bardziej zwarta niż przed
to co Tojadek mówi jest ważne i mam na to z praktyki - obronny śmiech ma inną jakość napięcia w ciele. Jak uważnie obserwujesz twarz i bark klientki przy tym śmiechu to jest różnica. Ale żeby to zobaczyć trzeba naprawdę dużo sesji za sobą
hej, czytam was i mam pytanie może głupie - czy jak ktoś jest z natury raczej poważnym człowiekiem, mało się śmieje, to czy jego pole może mimo to mieć tą „radość” o której piszecie? Tzn. czy można być poważnym na co dzień ale mieć lekkie pole
