No cóż, wracam do tego co Tojadek pisała o dwóch rodzajach śmiechu podczas sesji, bo to mi chodzi po głowie. Skoro jeden jest głęboki i coś po nim odpuszcza, a drugi gorączkowy i ucieczkowy, to czy to znaczy że terapeutka powinna wtedy jakoś inaczej poprowadzić sesję? Tzn. zatrzymać ten śmiech czy iść za nim?
Nashira, no i tu właśnie jest sedno pracy. Jak czujesz że śmiech jest uwalniający, to nie przerywasz, dajesz mu się rozlać, bo pole samo wie co robi. Ale jak to jest ten gorączkowy, napięty - to wtedy właśnie trzeba zwolnić, wrócić do oddechu, często do samego ciała, nie do głowy. Pole ma w sobie coś co bym nazwała przytomnoscia, i kiedy naprawdę słuchasz, to ono ci podpowie co dalej. To jest właśnie ta chwila kiedy praca przestaje byc technika a staje sie rozmową
