Zastanawiam się ostantio nad czymś co wyczytałam przy okazji przegladania swojego horoskopu urodzeniowego. mam bardzo duzo planet w znakach Ziemi i prawie nic w Ogniu astrolozka, korej materialy ogladalam, mowila że to może byc cos co przez lata tłumiłam i co teraz wychodzi na powierzchnie. Troche mnie to uderzyło bo faktycznie zawsze byłam taaką osoba ktora wszystko kontroluje planuje, nigdy nic na spontanie. Ale czy to naprawde zywil może cos takiego robic? Że jakbby zdominowany ułkad sprawia że cos w sobie chowasz?
No dobra, o, wlasnie o to chodzi w tych dominacjach żywołów! Ja mam podobnie, tyle że u mnie jest duzo Wody i mało Powietrza. przez lata mialam problem z tym że nie umiałm jasno powieedzieć co mysle, wszystko czulam ale slowa gdzies uciekały. i dopiero jak sie nad tym zastanowiłam przez pryzmat mapy urodzeniowej, to kliknelo. Pytanie czy to jesst problem czy po prostu jaka jestes?
Bardzo ciekawy temat, dzieekuje ze ktoś to poruszył! Ja mam zdominowana Woodę i Moon w Skorpionie do tego wiec rozumiem o czym mówicie. Ale zastanawiam się, czy ta dominacja to jest coś stałego na cale życie czy można to jakoś... przepracować? Czy astrologia w ogóle daje na to odpowiedź?
To zależy co rozumiecie przez przepracowanie. Bo mapa urodzeniowa sie nie zmienia, planety stały tam gdzie stały w chwili urodzenia. Ale to nie znaczy że jesteś skazana na powtarzanie tych samych schematów. Tyle że zanim ktoś powie, że da sie to przelamac, warto zapytać: czy zdominowany żywioł to naprawdę cos, co ukrywamy świadomie? Czy raczej coś, czego po prostu nie mamy w zasobach?
Ja słyszałam, ze jak masz brak jakiegos żywiołu w natalu to mozesz nawet mocniej za nim tesknic albo szukać go w partnerach. że niby to nieswiadome. Czy ktos ma doświadczenie z czyms takim? Bo to by tlumaczylo dlaczego zawsze ciągnie mnie do takich ognistych, spontanicznych ludzi, a sama jestem raczej spokojna i Ziemia dominuje.
Ehh czytam i mysle że u mnie jest chyba problem z Powietrzem bo zawsze mnie mówili że za bardzo w głowie siedzę ale jednoczesnie nie umiem sie komunikowac z ludźmi normalnie. Może za duzo Powietrza zamiast za mało? Czy dominacja żywiołu też moze byc problemem tak samo jak jego brak?
No proszę, to już całkiem sporo Powietrza, dziekuje ze to napisałaś bo ja właśnie ucze sie jak to liczyć! Słyszałem że żeby mowic o prawdziwej dominacji, to trzeba liczyć nie tylko Slonce ale tez wszystkie planety osobiste. Czy jest na to jaakiś prosty wzor czy to trzeba siedzić nad całą mapą?
Wlasnie ja to robilam na jakiejś stronie internetowej co sama liczy i pokazuje procenty zywiolow i tam mi wyszlo 60% Ziemi reszta rozlozona po trochu. Ale zastanawiam sie, czy samo liczenie planet to wystarczy? Bo chyba Ascendent i Midheavencos tez znaczą?
Ascendent na pewno duzo mówi o tym jak wchodzisz w świat więc chyba powinien być liczony. Ale Midheaven to już bardziej o karierze nie wiem czy do żywiołów pasuje tak samo. Ktoś wie?
Różne szkoły różnie do tego podchodzą. Niektórzy liczą tylko planety, inni dodają Ascendent i wierzchołki domów. Nie ma jednej zasady. Ale wracając do sedna tego wątku, bo trochę odeszliśmy, mnie bardziej interesuje pytanie co się dzieje kiedy ta dominacja zaczyna wychodzic. Bo Cyrknka pisała na początku ze ta astrolozka mówiła o tym że to odkrywa co ukrywałaś. Czy to jest coś z czym miałaś konkretne doświadczenie? 😉
Ojejku, szczerze? Tak. ostatnio przeszlam przez cos bardzo trudnego calkowicie rozleciały mi sie plany życiowe i nagle poczułam ze ta moja kontrola i planowanie to byla taka... skorupa. I gdzieś pod spodem jest cos co bardzo chcialo wybuchnac. Moze to i jest ten brakujacy Ogień? Nie wiem ale to uczucie bło nowe.
To co opisujesz bardzo mi to przypomina cos co sama przeżyłam parę lat temu. Tranzyt Saturna przez kluczowe punkty mapy potrafił mi doslownie zrywać te warstwy ochronne jedna po drugiej. I właśnie wtedy wychodzi to, czego nie znałaś u siebie, bo nie miałaś szansy tego zobaczyć. Jak to ty to nazwałaś skorupa, to bardzo trafne słowo.
Śledzę tę rozmowę i mam pytanie, może naiwne. czy astrologia zaklada że ta dominacja jest czyms danym i tyle czy że człowiek może świadomie rozwijać brakujace żywioły? Bo to drugie brzmi już bardzije jak praca z psychologiem niż z horoskopem.
Celne pytanie i nie mam prostej odpowiedzi. Myślę, ze zależy co się dzieje w środku. Można latami odgrywać spokój i pewnego dnia to spokój zaczyna być prawdziwy. Ale można też latami udawać ogien i nigdy nie poczuć ciepła. Skąd wiesz, że nie tylko naśladujesz?
Ja to chyba wiem po tym, co poczułam ostatnio. ta rozpadnieta stabilność o korej pisalam wczesniej, to nie bylo tylko trudne to bylo dziwnie znajome. jakbym gdzieś znala ten chaos tylko nigdy nie dopuszczalam go do głosu. Moze to jest wlasnie ten brakujacy Ogień?
Ale jak to poczułaś ten chaos jako znajomy? To brzmi troche jak cos co nosilas w sobie caly czas i dopiero przejscie to otworzyło czy masz wrażenie ze gdyby nie ten trudny moment to by dalej siedziało zamknięte?
To co opisujesz jest dla mnie bardzo czytelne i wlasnie to miałam na myśli mówiąc o tranzytach. Nie chodzi o to, ze nagle stajesz się inną osobą. Chodzi o to, że przestajesz mieć siłę trzymać wieko sejfu zamknięte. I to wychodzi. Czy to jest problem czy umiejętność? Ja bym powiedziała, że to jest po prostu moment prawdy.
Ja mam wrażenie ze u mnie nigdy nie bylo zadnego takiego wyraznego momentu, raczej caly czas mam chaos i za duzo powietrza jak Wegalia mowila. ale tez zastanawiam sie czy dominacja to moze byc cos czego sie wstydze? Ze niby za duzo mysle i to jset zle?
Sledze tę rozmowę od dawna i wreszcie musze zapytać bo nie za bardzo rozumiem tego z tym sejfem. Czy chodzi o to że dominujacy żywioł chowa w sobie te inne, czy raczej przykrywa je jak warstwa? Bo to chyba różnica?
Ale ta metafora z głośną osoba jeest ciekawa bo sugeruje, ze te inne żywioły cały czas gdzies są i mowia tylko nie mozna ich uslyszec. To znaczy że w sumie kazdy ma wszystko, tylko nie każdemu wszystko słychać? Czy moje zrozumienie jest poprawne?
Wchodze w tę rozmowę bo to pytanie Novarii jest dla mnie kluczowe. W różnych tradycjach interpretuje się to inaczej. Są szkoły, które mówią że mapa pokazuje tylko potencjał i nie wszystko musi się zrealizowac. I wtedy wlasnie te przejścia kryzysy, zmiany życiowe są momentem gdy potencjał albo się aktywuje albo nie. Brak żywiołu nie musi znaczyć, że go nie ma, tylkko że nigdy nie dostał impulsu.
Możliwe, ale rzadkie. Większość ludzi nie rusza tych warstw dopóki życie samo nie zaczyna naciskać. Nawet jeśli ktos świadomie pracuje z mapą często koncentruje się na tym co już widać, na dominacji, na mocnych punktach. A to co ukryte jest niewidoczne właśnie dlatego ze jest ukryte. Pytanie do was, jak w ogóle rozpoznajecie u siebie to, że cos jest stłumione, a nie po prostu nieobecne?
Ojej, to jest jak lustro! Że zywiol których brakuje odbija sie w reakcjach na innych? nie przyszłoby mi to do glowy samemu, dziękuję bardzo za ten trop, naprawdę niesamowite jak te puzzle zaczyna sie laczyc w tej rozmowie. Ale to znaczy, że zeby poznać swoją mapę lepiej, to trzeba patrzeć na swoje reakcje na ludzi?
To znaczy, że zeby poznać swoją mapę naprawde, to trzeba najpierw obserwowac siebie w reakcjach na innych? Że inni są jak taki pierwszy klucz do tego co w sobie mamy? Bo to jest zupełnie inne podejście niż patrzenie tylko w wykres urodzeniowy i szukanie tam odpowiedzi. Bardzo dziękuję za ten trop naprawdę mi cos kliknęło.
Dobra, ale Nawiązując do tego, co Mistralia mówiła o warstwie, ja dalej nie jestem pewna czy dobrze to rozumiem. Warstwa znaczy ze żywioły są tam ale przykryte? To dlaczego same z siebie sie nie odkrywaja z czasem jak człowiek dojrzewa? Czy musi przyjść cos z zewnątrz? 😉
To jest dokladnie to co czuję. przez lata wszystko dzialalo więc po co miałam grzebać glebiej dopiero kiedy ta ukladanka zaczęła sie sypać, zobaczylam że pod spodem jest cos czego wogole nie znałam. i teraz się zastanawiam czy to jest ulga czy przerazenie bo szczerze mówiąc to jest trocchę i jedno i drugie.
A to poczucie ze to jest znajome, o ktorym pisałas wczesniej, to cały czas masz? Bo mnie ciekawi czy to mija jak człowiek to oswoi czy raczej zostaje i po prostu zmienia swój charakter z nieprzyjemnego na cos innego
