Zastanawiam się nad czymś, co długo odkładałam. Mam w horoskopie urodzeniowym prawie zero żywiołu ziemi - ani jednej planety, no może Chiron, ale to nie planeta. Za to ogień i powietrze mam mocno obsadzony. I przez lata myślałam, że to normalne, każdy ma jakiś układ. Ale zawodowo to czuć dosłownie na skórze. Pracuję w branży, gdzie trzeba być zorganizowaną, systematyczną, trzymać terminy - i za każdym razem jak zaczyna się nowy cykl zawodowy, jakiś projekt, nowy kontrakt, to jest ten sam schemat. Rozgoryczenie, chaos, za dużo pomysłów na raz, a potem wypalenie. Ktoś z was analizował kiedyś brak konkretnego żywiołu pod kątem pracy?
Też mam słaby żywioł ziemi, ale nigdy nie myślałem o tym przez pryzmat zawodowy, raczej przez pryzmat relacji. Ciekawe, ze wlasnie praca tak u ciebie wychodzi. A jak to wygląda z progresją albo z tranzytami - czy próbowałaś sprawdzić, czy w tych trudnych cyklach masz jakiś tranzyty Saturn wchodzący w kontakt z osobistymi planetami? Saturn to jednak ziemia z definicji.
Dobry temat. Słyszałem kiedyś, ze brak żywiołu w horoskopie to tak jakbyś nie miała naturalnego dostępu do jego energii - nie że ona nie istnieje, tylko że musisz ją zdobywać wysiłkiem, zamiast mieć ją z automatu. ale czy to się na prawde przekłada na zawód, czy to może być zbieżność? Bo można mieć słabą ziemię i być świetnym project managerem, jeśli inne elementy horoskopie na to wskazują.
Czytam tę dyskusję i myślę, że trochę mieszacie dwie rzeczy. Brak żywiołu a dominacja innego to nie to samo. U mnie jest dominacja wody i ognia, ziemia i powietrze praktycznie nie istnieją - i to rzeczywiście daje się odczuć w tym że działam bardzo impulsywnie, decyzje zawodowe podejmuję sercem, nie głową. Kilka razy weszłam we współpracę, bo "czułam energię" - i się przejechałam. Ale nie powiedziałabym, że jestem "skazana", tylko że muszę kompensować to świadomie.
Ale czy w takim razie ludzie z jednym brakującym żywiołem mają ciężej niż ci, którym brakuje dwóch? Chryzoberyl73, mówiłaś że masz ziemię słabą - ale czy masz w ogóle coś z ziemi czy naprawdę zero? Bo to chyba jednak różnica.
Czytam to i myślę, ze temat żywiołów w astrologii jest podobny do tego, jak mówi się o żywiołach w pracy z energią ciała. Też jest czwórka - ogień, woda, ziemia, powietrze - i nierównowaga jednego zawsze gdzieś wychodzi. W praktyce medytacyjnej brak uziemienia, czyli tego, co odpowiada ziemi, objawia się dosłownie - trudno skupić myśli, ciało nie jest zakorzenione, decyzje są "w głowie" a nie w ciele. Zastanawiam się, czy Chryzoberyl73 nie odczuwa czegoś podobnego fizycznie, nie tylko zawodowo.
Właśnie to pytanie jest, moim zdaniem, kluczowe dla całego tematu. Czy astrologia opisuje coś realnego w człowieku, czy nakłada siatkę na to, co i tak by tam było? Sam nie mam odpowiedzi, ale przy pracy z oddechem i czakrami te wzorce, które opisujesz, są bardzo rozpoznawalne. Tylko że systemy to inaczej nazywają.
Ja mam pytanie bardziej podstawowe, bo nie do końca rozumiem tytuł wątku. Cztery żywioły to ogień, woda, ziemia, powietrze - a skąd te trzy? Chodzi o to, że ktoś ma trzy zamiast czterech? Czy jest jakis system, gdzie jest ich tylko trzy?
A czy ktoś wie, czy da się to jakoś "naprawić" przez transyty? Czyli jak Saturn wchodzi do jakiegoś brakującego żywiołu, to ten czas jest trudny, ale tez może być momentem, gdzie uczysz się właśnie tego, czego ci brakuje? Bo mam wrażenie, że astrolodzy różnie to interpretują.
No więc pytam poważnie - czy ktoś ma doświadczenie z tym, że konkretny tranzyt Saturna albo Jowisza przez brakujący żywioł cos zmieniał? Bo czytałam różne opinie i jedni mówią że to szansa, inni że tylko boli bardziej. Chciałabym wiedzieć jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.
Mnie też to interesuje, ale mam pytanie wcześniejsze - czy żeby śledzić transyty, to muszę mieć pełny horoskop urodzeniowy, czy da się jakoś bez tego? Bo nie mam pewności co do dokładnej godziny urodzenia i nie wiem czy to w ogóle ma sens.
To porównanie z pisaniem niedom. ręką jest bardzo trafne. Mam pytanie - czy po tym tranzycie Saturna coś zostało? Czyli czy nauczyłaś się czegoś trwałego z tej ziemi, czy jak Saturn poszedł, to wróciłaś do poprzedniego trybu?
Kwadrat Mars-Saturn to chyba jeden z trudniejszych aspektów jeśli chodzi o działanie, nie? Słyszałam ze to jest wlasnie ten aspekt który "hamuje" energię Marsa. Ale nie wiem czy to ma związek z brakującym żywiołem, czy to osobna sprawa.
Wracając do żywiołów, bo trochę uciekliśmy w aspekty - mnie zastanawia coś innego. Czy nie jest tak, ze brakujący żywioł w karcie urodzeniowej to jedno, a to jak żyjemy to drugie? Bo znam osoby, które kompletnie nie pasują do swojego horoskopu.
Myślę że horoskop to raczej mapa predyspozycji niż wyrok. Przynajmniej takie mam rozumienie po tych kilku latach z tym tematem. Ale nie zaprzeczę że jak patrzę na swój brak ziemi i na swoje życie zawodowe - to coś tam gra. Za dużo zgadza się zeby to był przypadek, przynajmniej dla mnie.
Przepraszam ze wchodzę z trochę innym pytaniem ale zastanawia mnie - czy jeśli mamy na przykład dużo ziemi w horoskopie, to znaczy że jesteśmy bardziej stabilni zawodowo? Czy to tak działa, bo mam Słońce i Księżyc w Koziorożcu i wszyscy mi mówią że powinnam być super zorganizowana, a wcale tak nie ma. 😛
Z perspektywy równowagi - bo tym się zajmuję bardziej niż astrologią - nadmiar jednego elementu jest tak samo problemem jak jego brak. To jest coś, co w pracy z czakrami też widać wyraźnie. Czakra korzenia zablokowana to brak uziemienia, ale nadmiernie aktywna to usztywnienie. Pytanie czy astrologia ma podobne rozróżnienie dla żywiołów.
To znaczy że sama lista żywiołów w karcie to za mało żeby ocenić nierównowagę? Trochę mi to komplikuje sprawę, bo miałam wrażenie że policzę planety w żywiołach i już coś wiem o sobie. A tu wychodzi, że to tylko punkt startowy.
Ale czy to znaczy ze astrologia jest bezużyteczna jako sposób samopoznania? Bo jeśli zawsze znajdziemy siebie w opisie, to co to nam daje?
Wracając do zawodowego wątku bo mi się wydaje że trochę odpłynęliśmy - mnie interesuje konkretna sytuacja: jak brak ziemi przekłada się na realne trudności w pracy. Chryzoberyl73 mówiła o swoich doświadczeniach, ja mówiłam o niedokończonych projektach. Czy ktoś inny ma jakieś konkretne przykłady? Nie z książki, tylko z życia.
Przepraszam ze dopytuje, bo jestem nowa w tym temacie - czy ten "brak ziemi" to znaczy że żadna planeta nie jest w znakach ziemskich, czyli w Byku, Pannie, Koziorożcu? Czytam tę dyskusję od początku i chcę sie upewnić że dobrze rozumiem.
Słuchajcie, mam troche inne pytanie do tej dyskusji. Mówimy dużo o tym co brakuje, ale mało o tym co z tym zrobić. Jak ktoś świadomie pracuje nad brakującym żywiołem, to co to właściwie znaczy w praktyce? Bo afirmacje to jedno, ale chyba nie wystarczą.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że kółko się zamyka - każdy dobry nawyk można przypisać "pracy z żywiołem", a każda słabość to "brak żywiołu". Nie mówię że astrologia jest bez sensu, ale może warto zostawić trochę miejsca na to że pewne rzeczy po prostu nie są napisane w gwiazdach, tylko wynikają z wychowania, środowiska, przypadkowych decyzji.
Dobra, ale zatrzymajmy się na chwilę. Bo mam wrażenie że w tej rozmowie zakładamy jako pewnik, że żywioły w karcie bezpośrednio przekładają się na to jak funkcjonujemy zawodowo. czy ktoś ma jakiś konkretny przykład gdzie to połączenie było wyraźne, nieprzypadkowe? Nie opisowe, tylko naprawdę odczuwalne?
Ja mogę podać swój. Mam bardzo mało wody w karcie i przez lata w pracy miałam porblem z tym żeby w ogóle nazwać co czuję w sytuacjach stresowych. szłam na autopilota, reagowałam schematycznie. Dopiero jak zaczęłam się tym zajmować świadomie, zobaczyłam że to wzorzec ktory się powtarza. Czy to "dowód"? Pewnie nie. Ale dla mnie było zbyt dużo zbieżności żeby to zignorować.
Właśnie, i tu wracamy do pytania Kwarcowej o użyteczność. Mnie osobiście bardzo pomogło mieć słowo "deficyt ziemi" bo to nie był wyrok ani diagnoza, tylko opis ktory powiedział mi w którą stronę patrzeć. Wcześniej wiedziałam że coś nie gra zawodowo, ale nie miałam żadnej kategorii do myślenia o tym. Karta dała mi kategorię.
To brzmi sensownie, ale mam pytanie - czy ta kategoria mogłaby być cokolwiek innego i tez by działała? Znaczy, gdybyś zamiast "deficyt ziemi" usłyszała "masz słabo rozwinięty związek z materią" w jakimś innym systemie, efekt byłby taki sam?
