Ostatnio wróciłam do tematu który mnie od jakiegoś czasu nurtuje - mianowicie co się dzieje, gdy mamy planety rozłożone po jednej w każdym żywiole. Ogień, ziemia, woda, powietrze - każdy zajęty, niby równo, niby harmonia. Ale czy to naprawdę równowaga? Bo w praktyce widzę u takich osób coś wręcz odwrotnego - jakby żaden żywioł nie dominował, to żaden też nie daje oparcia. I tu pojawia się pytanie, które mnie najbardziej interesuje: czy taki układ moze osłabiać zdolność do głębokiego kochania? Nie mówię o uczuciach powierzchownych, ale o tej prawdziwej, trwałej więzi. Ciekawa jestem waszych doświadczeń i obserwacji.
Rozumiem, o co pytasz, ale myślę ze trochę za szybko idziesz w stronę wniosku. Równy rozkład po żywiołach to nie to samo co brak dominanty - to może oznaczać, że człowiek po prostu ma dostęp do wszystkich energii. Ja bym raczej patrzył na to które planety konkretnie siedzą w tych żywiołach bo Saturn w ogniu to nie to samo co Wenus w ogniu. Czy masz konkretny przykład horoskopu który cię skłonił do tego pytania?
Ojoj, a czy to aby nie jest tak że jak masz Księżyc w wodzie to własnie powinno byc łatwiej z tymi uczuciami? Zawsze mi mówiono że Księżyc w wodzie to duzo empati i wrażliwości. Może problem leży gdzieś indziej w tym horoskopie?
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie - czy wy mówicie o konkretnym aspekcie astrologicznym, czy raczej o ogólnej obserwacji dotyczącej rozkładu planet? Bo jeśli to ma być cos technicznego, to jak sie to nazywa? Szukałam czegoś takiego i nie trafiałam na konkretną nazwę.
A ja się zastanawiam czy w ogóle ta równowaga żywiołów jest problemem sama w sobie, czy może to po prostu kwestia tego że nie ma żadnego silnego skupienia? Bo jak ktoś ma trzy planety w wodzie, to wiadomo - emocje rządzą. A jak ma po jednej wszędzie, to właściwie co rządzi? Czy to nie jest po prostu brak centrum?
Hm, ale czy nie jest tak, ze jak masz jeden silny żywioł to tez może być problem? Np. sama woda to za duże emocje, sam ogień to za dużo intensywności bez zakorzenienia. Może ta równowaga jednak jest lepsza, tylko my jej nie umiemy czytać?
Ja bym tu dodała że Wenus w ziemi to generalnie bardzo piękne umiejscowienie dla uczuć stabilnych, tak twierdzili chyba wszyscy astrolodzy których czytałam. Byk i Panna rządzą ziemią i to są znaki które potrafią kochać bardzo długo i głęboko. więc moze problem w tym horoskopie nie leży w samej Wenus, tylko właśnie w tym że Mars i Saturn blokują jej wyrażanie?
A co z domami w tym horoskopie? Bo chyba ważne jest tez w którym domu siedzi ta Wenus, nie tylko w jakim znaku? Może ona jest np. w 12 domu i dlatego ta miłość jest jakoś ukryta albo trudna do wyrażenia?
Zastanawiam się, czy ta niemożność kochania to nie jest bardzije kwestia psychologiczna niż astrologiczna. Znaczy - czy astrologia pokazuje przyczynę, czy tylko opis stanu? Bo jeśli ktoś nie umie kochać, to może po prostu tak wychował go dom rodzinny, a horoskop to tylko lustro tego stanu, nie jego przyczyna.
Właśnie to jest pytanie które sama sobie zadaję od kiedy zaczęłam analizować ten układ. Skłaniam sie ku temu, że to nie wyrok, ale pewna naturalna trudność. Mapa mówi "uważaj tu bo teren jest trudny", nie mówi "nie przejdziesz". Ale wróćmy do żywiołów - czy ktoś miał do czynienia z podobnym rozkładem i obserwował jak to działa w praktyce?
Władca jest w trudnych aspektach, dokładnie. I to chyba dopełnia obraz - brak centrum żywiołów plus brak silnego dyrygenta. Ale właśnie o to chodzi - mnie interesuje czy sam ten układ czterech planet w czterech żywiołach ma swój własny wpływ na zdolność do miłości, niezależnie od reszty. Czy to wystarczy żeby mówić o problemie?
Ja się nie zgodzę z tym że samo rozproszenie żywiołów wystarczy żeby mówić o problemie z miłością. Znam osoby z takim rozkładem ktore kochają pięknie i głęboko. Może po prostu kochają inaczej - nie przez jeden kanał a przez cztery jednocześnie? Różnorodność nie musi być wadą.
Słuchajcie, ale to co opisujecie - kochanie wieloma kanałami po trochu - nie brzmi mi jak porblem astrologiczny. Brzmi jak lęk przed bliskością. I nie mowie tego złośliwie. czy przypadkiem ta analiza żywiołów nie służy tu do racjonalizowania czegoś co jest po prostu lękiem?
Czytam od początku i mam jedno pytanie do Paulinki - czy ta osoba, o której rozmawiamy, w ogóle czuje że ma porblem z miłością? Czy to jest wasza zewnętrzna obserwacja, czy ona sama to przeżywa jako trudność?
Dobre pytanie i celne. Tak, ona sama to czuje i to bardzo wyraźnie. Mówi że chce kochać, ale jakby coś jej nie pozwala na to oddanie sie, o którym pisałam wcześniej. Traktuje to jako własną bolączkę, nie jako coś co inni jej przypisują. I wlasnie dlatego szukam czy w żywiołach jest jakiś mechanizm który by to tłumaczył.
A może poza żywiołami warto spojrzeć na aspekty między tymi czterema planetami? Bo jeśli np. Mars kwadruje Wenus, to niezależnie od żywiołów mamy napięcie między popędem a uczuciem. To mogłoby tłumaczyć tę trudność bardziej bezpośrednio.
Tak, dokładnie ten zestaw - Wenus, Mars, Księżyc, Słońce. To cztery planety które w astrologii mówią najwięcej o tym jak kochamy, czego potrzebujemy, jak wyrażamy uczucia i skąd czerpiemy energię do związku. I każda z nich jest w innym żywiole. To jest właśnie sedno tej analizy.
A mogłabyś powiedzieć dokładnie który żywioł odpowiada której planecie w tym konkretnym horoskopie? Bo czytam i wyobrażam sobie różne warianty i nie wiem czy myślimy o tym samym. Księżyc w ogniu to zupełnie coś innego niż Księżyc w powietrzu.
Rozumiem dlaczego pytasz ale celowo nie podaję szczegółów zeby nie przekierować rozmowy na konkretną osobę. Zależy mi na mechanizmie ogólnym. Przyjmijcie że jest to wariant w którym żaden z żywiołów nie jest dominujący i żaden nie powtarza sie.
Ale to właśnie jest problem z tą rozmową. Mechanizm ogólny w astrologii prawie nie istnieje - wszystko zależy od konfiguracji. Wenus w ziemi z Księżycem w wodzie to zupełnie inna dynamika niż Wenus w wodzie z Księżycem w ziemi. Mówię to nie żeby blokować dyskusję, tylko żeby zaznaczyć ze wnioski mogą być bardzo rozne zależnie od wariantu.
Właśnie, bo mnie to nadal zastanawia. Skoro jedni mówią brak centrum a drudzy mówią kompletność, to na jakiej podstawie w ogóle rozstrzygamy co jest prawdą dla konkretnego człowieka? czy jest jakiś inny wskaźnik w horoskopie ktory by to rozróżniał?
Ale skąd założenie ze kochanie "pełnią" wymaga jednorodności żywiołów? To brzmi jakbyśmy mówili że ktoś z jednym dominującym żywiołem kocha lepiej. A znam wiele osób z bardzo silnym jednym żywiołem które kochają kompulsywnie, obsesyjnie albo zimno i z dystansem. Nie wydaje mi się żeby dominacja była tu zaletą.
I właśnie tu wracam do tej osoby którą znam. Ona nie ma problemu z intensywnością uczucia - ona ma problem z kierunkiem. Jakby nie wiedziała gdzie to uczucie skierować albo jak je wyrazić zeby było prawdziwe. I zastanawiam się czy to jest właśnie ten efekt o którym Paulinka mówi.
To jest chyba najważniejsze pytanie w tej całej rozmowie. I moja odpowiedź jest taka - mapa nie jest wyrokiem. Układ żywiołów pokazuje tendencje, ale świadomość tych tendencji juz zmienia dynamikę. Problem pojawia się kiedy człowiek nie wie że ta wielogłosowość istnieje i próbuje ją wyciszyć zamiast z nią pracować.
Widziałam horoskopy gdzie cos takiego było przepracowane - ale szczerze mówiąc, ciężko mi powiedzieć co konkretnie pomogło, bo każdy przypadek był inny. W jednym wyraźnie zadziałała długoterminowa terapia, w innym - świadoma praca z ciałem, bo ten żywioł ziemi był kompletnie odcięty. Nie mam jednej recepty. Mam raczej wrażenie ze kluczem jest znalezienie tego żywiołu który w danym człowieku jest najciszej i danie mu przestrzeni. 😉
Powiem wam jedno - z mojego doświadczenia czytania horoskopów wynika że ten układ czterech planet w czterech żywiołach jest o wiele częstszy niż się wydaje, i wcale nie widać żeby te osoby miały jakis specyficzny problem z miłością. Może po prostu przeceniamy wpływ tego jednego wzorca?
Może właśnie dlatego trudno to zmierzyć - bo te osoby rzadko same identyfikują problem jako "nie wiem co czuję". Częściej mówią ze mają trudności w związkach albo ze żaden związek nie trwa długo, ale nie łączą tego z żywiołami.
