Mam w natalu Słońce trine Księżyc i od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy ten aspekt naprawdę daje tę słynną wewnętrzną harmonię, o której wszędzie się czyta. Moja teza jest taka, że może on raczej wygładzać pewne rzeczy tak bardzo, że człowiek przestaje w ogóle reagować na sygnały z zewnątrz - trochę jakby emocje i wola działały na autopilocie. Czy ktoś zna kogoś albo sam ma ten aspekt i wie, jak to wygląda w praktyce?
To ciekawe ujęcie, bo większość opisów tego aspektu skupia się na tym, że trine to błogosławieństwo i koniec. Ale ja się z tym nie zgadzam w stu procentach. Harmonijny aspekt między Słońcem a Księżycem rzeczywiście daje spójność - ego i emocje nie walczą ze sobą tak jak przy kwadraturze albo opozycji - ale to nie znaczy, że taka osoba jest automatycznie równoważna psychicznie. Zależy jeszcze od tego, w jakich znakach to wypada i jakie inne aspekty na to wpływają. Masz może opozycje do tych planet z czegoś innego?
To co opisujesz Teodorze brzmi jak klasyczna pułapka harmonijnych aspektów. Łatwość niekoniecznie oznacza głębię. Przy trudnych aspektach Słońce-Księżyc człowiek jest zmuszony te dwie energie jakoś uzgodnić, często przez lata pracy nad sobą - i często wychodzi z tego ktoś bardziej świadomy. Przy trine ta praca po prostu... nie jest wymagana. Pytanie czy to naprawdę lepsza pozycja, czy tylko wygodniejsza.
Ale jak ktoś ma ten aspekt, to znaczy że mu po prostu idzie łatwiej przez życie? Bo czytałem że trine to aspekt sukcesu.
Właśnie to mnie zawsze zastanawia w tym aspekcie - skoro harmonia przychodzi naturalnie, to czy osoby z trine Słońce-Księżyc mają w ogóle motywację do pracy nad sobą? Igorek, napisałeś że trudne aspekty zmuszają do świadomości - ale czy to nie jest trochę idealizowanie bólu? Znam kilka osób z trudnymi aspektami Słońce-Księżyc i niekoniecznie są bardziej świadome, często są po prostu bardziej nieszczęśliwe.
To co opisuje Teodor to jest właśnie cień harmonijnych aspektów, o którym rzadko się mówi. Każdy aspekt ma swój cień - przy kwadraturze to konflikt, przy trine to może być właśnie ta stagnacja albo brak impulsu do zmiany. Nie bez powodu niektórzy astrolodzy twierdzą, że osoby z samymi trykami w mapie mają trudniej z mobilizacją niż te z opozycjami czy kwadraturami. Czy Teodor ma może inne napięciowe aspekty w mapie, które go z tego wyrywają?
A jak w ogóle sprawdzić czy mam ten aspekt? Chodzi o to że muszę mieć dokładną godzinę urodzenia żeby to zobaczyć?
Wracając do sedna tematu - ten autopilot który Teodor opisuje to jest coś, o czym Carl Meuss pisał jako o 'darze nieświadomym'. Trine działa bez wysiłku, dlatego nie jest rejestrowany świadomie. Ktoś z kwadraturą Słońce-Księżyc wie kiedy ma kryzys tożsamości, bo go boli. Osoba z trine może nie wiedzieć, że w ogóle jakieś uzgodnienie nastąpiło, bo nastąpiło samoczynnie. To nie jest zły stan - ale rzeczywiście wymaga innego rodzaju uważności.
A nie wystarczy po prostu poczekać na pełnię księżyca? Bo pełnia aktywuje wszystkie aspekty do Księżyca i wtedy człowiek wszystko poczuje bardziej. Zawsze tak mówią.
Wracam jeszcze do jednej kwestii bo mi to siedzi w głowie - Teodor napisał, że 'wszystko mu się samo układa' i że go to niepokoi. Ale zastanawiam się, czy to niepokój jest może produktem zewnętrznych przekonań, że coś trzeba wypracować przez ból, żeby było wartościowe? Bo w tradycji wedyjskiej na przykład harmonijne aspekty są zwykłym błogosławieństwem z poprzednich żyć i nie traktuje się ich jako czegoś podejrzanego.
To jest naprawdę dobre pytanie i myślę, że nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale chciałbym się upewnić, czy dobrze rozumiem co Teodor opisuje - czy chodzi o to, że brak konfliktu wewnętrznego sprawia, że nie wiesz czego chcesz, czy raczej że wiesz czego chcesz, ale nie wiesz czy to autentyczne?
A może ta weryfikacja po prostu wygląda inaczej niż konflikt? Słońce trine Księżyc to nie brak dialogu między ego a emocjami, to dialog który odbywa się cicho. Pytanie brzmi: czy cisza musi być podejrzana?
Właśnie o to chodzi i to jest moim zdaniem największa pułapka tego aspektu. Przy kwadraturze masz sygnał - coś boli, coś skrzypi. Przy trine sygnały są subtelne i łatwo je zignorować bo nie bolą. Teodorze, czy masz jakieś momenty gdzie jednak coś cię zaskoczyło emocjonalnie wbrew oczekiwaniom?
To co opisujesz to jest bardzo typowe dla trine - emocje są obecne, ale nie naciskają. Wychodzą dopiero kiedy sytuacja zewnętrzna stworzy przestrzeń. To nie jest wypieranie, to raczej kwestia progu. Ale Jemiolka ma rację, że od wewnątrz trudno to rozróżnić bez jakiegoś punktu odniesienia.
A może po prostu te osoby są po prostu szczęśliwsze i nie ma sensu szukać dziury w całym? Nie wszystko musi być problemem.
Zresztą 'szczęście' to bardzo różna kategoria niż 'świadomość'. Można być spokojnym i jednocześnie nie wiedzieć dlaczego się jest spokojnym. I to drugie jest ważne jeśli chcesz na przykład rozumieć swoje reakcje w relacjach z innymi.
Dołączam do rozmowy bo mnie to dotyczy - mam seksyl Słońce-Księżyc, nie trine, ale podobna energia. I to co Teodor opisuje, ta 'podejrzana zgodność', znam to uczucie. Dopiero kiedy zaczęłam bardziej świadomie pracować z tranzytami zobaczyłam, że ta cisza nie jest pusta, tylko subtelna. Pytanie czy Teodor kiedykolwiek śledził co się u niego dzieje przy tranzytach przez Księżyc?
Moim zdaniem seksyl wymaga trochę więcej świadomego uruchomienia - harmonia jest, ale nie aż tak automatyczna. Przy trine to naprawdę leci samo, co może właśnie powodować ten efekt o którym mówisz. Ale to moje obserwacje, nie teoria.
Ciekawe zestawienie. Seid, jak oceniasz różnicę między trine a seksylem w kontekście tej 'automatyczności'? Bo Onyksa sugeruje że seksyl jest bardziej świadomy, ale czy to wynika z samej natury aspektu, czy z żywiołu?
To wszystko jest spójne z tym co pisałam wcześniej o żywiołach. Teodorze, Słońce Lew Księżyc Strzelec to jednak bardzo Yang-owa kombinacja, dużo ekspansji, dużo zewnętrznego wyrazu. Czy masz w mapie cokolwiek co daje bardziej wewnętrzną, introwertyczną energię? Bo to mogłoby być właśnie to co kompensuje.
Saturn w Skorpionie przy trine Słońce-Księżyc w ogniu to jest ciekawa kombinacja i myślę, że to może być właśnie klucz do tej rozmowy. Saturn w Skorpionie lubi docierać do dna, pracuje przez głębię, przez kryzys. Być może to on daje Teodorowi ten niepokój o autentyczność, a nie sam trine.
I właśnie dlatego pytam o ten Saturn - bo jeśli masz Saturn w Skorpionie, to masz w mapie coś co nie lubi powierzchni. Skorpion zawsze chce wiedzieć co jest pod spodem, a Saturn w tym miejscu to wzmacnia przez presję, przez konieczność. Więc Teodorze, czy to nie jest tak, że ten niepokój o autentyczność harmonii, który tu opisujesz, to nie trine mówi, tylko Saturn?
To by miało sens, szczerze. Saturn w Skorpionie jakoś zawsze mi dawał ten głód weryfikacji, potrzebę żeby sprawdzić czy coś jest prawdziwe. Może więc trine spokojnie sobie płynie, a to Saturn stoi z boku i pyta 'ale czy na pewno?'
to jest dobra intuicja i myślę, że blisko sedna. Trine Słońce-Księżyc daje przepływ, ale mapa to całość. Saturn w Skorpionie to jeden z tych placów które potrafią przebudować interpretację całego wzorca. Pytanie jest teraz inne - czy czujesz że ten Saturnowy głód weryfikacji pomaga ci czy przeszkadza?
Słuchajcie, ale to co teraz robimy to interesujące - zaczynaliśmy od pytania czy trine Słońce-Księżyc daje prawdziwą harmonię, a teraz okazuje się że odpowiedź być może leży w zupełnie innym miejscu mapy. Czy to nie jest właśnie argument za tym, że samego trine nie można oceniać w oderwaniu od reszty?
Właśnie o to chodzi - trine to potencjał, nie wynik. To drzwi otwarte, ale czy przejdziesz i co po drugiej stronie, to już zależy od reszty mapy. Gwarantuje przepływ energii między Słońcem a Księżycem, ale co z tym przepływem zrobisz, to już twoja sprawa i kwestia innych konfiguracji.
Dobra, ale nie za bardzo komplikujecie? Człowiek pyta o jeden aspekt, a wy już mu rozkładacie całą mapę i każecie patrzeć na Saturna, Wenus i żywioły. Gdzie tu prosta odpowiedź?
