Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Oboje z partnerem mamy wsteczny Merkury w kartach urodzenia. Ja mam go w Bliźniętach, on w Skorpionie. I zastanawiam się, czy to właśnie przez to tak ciężko nam się dogadać w sprawach codziennych, albo czy wręcz odwrotnie - może rozumiemy się jakoś inaczej niż "normalne" pary? Czytałam różne rzeczy, jedne mówią że to przekleństwo w komunikacji, inne że to wręcz głębsze porozumienie. Ktoś ma doświadczenie z takim układem?
To ciekawe zestawienie, bo Merkury wsteczny w Bliźniętach to zupełnie inna dynamika niż w Skorpionie. Zanim zacznę cokolwiek analizować - powiedz mi, czy te problemy z komunikacją polegają raczej na tym, że mówicie do siebie i jakby dźwięki dochodzą, ale sens gdzieś umyka? Bo to byłoby typowe dla tego układu. Albo jest inaczej?
A to nie jest przypadkiem problem większości par, bez względu na Merkurego? Serio pytam, bo zawsze mam wątpliwość - skąd wiadomo, że to akurat od Merkurego, a nie po prostu różne style komunikacji wynikające z osobowości?
Ja też mam Merkurego wstecznego, w Pannie, i od zawsze miałam problem z wyrażaniem tego co mam na myśli. Ludzie mówią że jestem niekonkretna albo że skaczę po tematach. Ale partnera z wstecznym Merkurym nie miałam, więc nie mogę porównać. Zastanawia mnie czy jak oboje go macie, to te same "błędy" komunikacyjne się po prostu znoszą czy wzmacniają?
Wtrącę się bo mam na ten temat trochę przemyśleń. Sama mam Merkurego wstecznego i przez lata uważałam to za wadę. Dopiero jak zaczęłam głębiej wchodzić w temat natalny, zrozumiałam że to inny, nie gorszy, sposób przetwarzania. Pytanie do Karii - czy zauważasz, że z partnerem czasem rozumiecie się bez słów lepiej niż przy próbie wyjaśnienia czegoś wprost?
Słucham tej rozmowy i chcę zapytać - czy ten wsteczny Merkury w urodzeniu to tak samo działa jak ten wsteczny Merkury który jest teraz na niebie i o którym wszyscy piszą że psuje komunikację? Bo ja zawsze myślałam że to jedno i to samo tylko jedno trwa dłużej.
Dobra, ale wracając do pary z dwoma wstecznymi - czy jest w astrologii cokolwiek co mówi wprost, że taki układ jest korzystny czy niekorzystny? Bo jak słucham tej rozmowy to mam wrażenie, że to zależy od zbyt wielu zmiennych żeby powiedzieć coś ogólnego.
Dorzucę coś z własnego kąta. Mam partnerkę z Merkurym wstecznym, sam mam prostego, i powiem wam że nasze nieporozumienia są o wiele poważniejsze niż to co opisuje Karia. Ona mówi jedno, ja słyszę drugie i nie ma między nami tego "rozumienia bez słów" o którym mówi Simma. Zastanawiam się czy para dwóch wstecznych faktycznie ma łatwiej pod tym kątem niż mieszana.
Ale chwila, bo nie rozumiem jednego. Jak para ma ten sam "błąd" w komunikacji to jak oni w ogóle rozwiązują konflikty? Bo u mnie z partnerem jest tak, że jak się pokłócimy to potrzebujemy porozmawiać żeby wyjaśnić co kto miał na myśli. A tu jakby rozmowa jest problemem sama w sobie.
Nie znam się na astrologii prawie wcale, ale czytam i mam pytanie - czy jak się wie o tym Merkurym wstecznym u siebie i partnera, to jakoś pomaga? Czy to tylko tłumaczenie czegoś co i tak się dzieje?
Dokładnie to samo myślałam na początku. Ale powiem ci jak to u mnie wygląda - nie mówię mu tego w środku kłótni, bo wtedy i tak nikt nic nie słyszy. To raczej po fakcie, kiedy oboje się uspokoimy. Siadamy i dosłownie pytamy się nawzajem co każde z nas rozumiało jako główny problem tej rozmowy. I często wychodzi że to były dwa różne problemy.
Ale czy wy to robicie specjalnie bo wyczytałaś o tym Merkurym, czy to wyszło samo? Bo to co opisujesz brzmi jak coś co powinni robić wszyscy ludzie w parach, nie tylko ci z wstecznym Merkurym.
To jest właśnie to o czym mówiłem wcześniej - ta asymetria. U mnie z partnerką ta technika "siadania i pytania co kto rozumiał" nie działa, bo ona z reguły i tak uważa że rozumie doskonale co powiedziałam i że to ja przekręciłem. Nie ma tego momentu wzajemnego przyznania że może oboje widzieliśmy to inaczej.
Jedno kryterium które stosuję to obserwacja tego jak dana osoba rozumie swoje własne słowa po czasie. Osoby z wstecznym Merkurym często wracają do czegoś co powiedziały i mówią "właściwie miałam na myśli coś innego". To nie zmiana zdania, to dokończenie procesu który podczas mówienia był jeszcze w toku. Widzisz to u siebie Keijla?
To jest dla mnie nowe spojrzenie na to. Bo ja zawsze myślałam że jak ktoś zmienia zdanie po rozmowie to znaczy że jest nieszczery albo nie przemyślał sprawy. A tu wychodzi że to może być po prostu inny rytm myślenia?
Mój partner to mi właśnie zarzucał przez długi czas, że jestem niestabilna bo mówię A a potem wracam z B. A ja naprawdę nie czułam tego jako zmiany - dla mnie to było uzupełnienie. Teraz rozumiem dlaczego on to tak odbierał, ale dalej nie mamy dobrego sposobu żeby to przepracować na bieżąco, nie tylko w analizie po fakcie.
To co Karia pisze o tym "uzupełnieniu" versus "zmianie zdania" - czy ktoś ma jakiś sposób żeby to w ogóle wytłumaczyć partnerowi w czasie rzeczywistym? Znaczy, nie po fakcie kiedy już jest awantura, tylko zanim dojdzie do tego że on czuje się oszukany?
Dobre pytanie, tylko zastanawiam się czy to w ogóle da się wytłumaczyć słowami komuś kto tego nie doświadcza. To tak jakbyś opisywała synestezję komuś kto jej nie ma. Możesz powiedzieć "słyszę kolor" ale on i tak przetworzy to przez swój filtr.
ale jak ty to w ogóle wynegocjowałaś? Bo wyobrażam sobie że zanim doszłaś do "wersja 1.1" to było parę rund gdzie on reagował defensywnie. Co go w końcu przekonało?
Próbowałem czegoś podobnego. U mnie nie zadziałało, bo partnerka uznała że "skoro już wtedy wiedziałeś co chciałeś powiedzieć, to dlaczego tego nie powiedziałeś". Dla niej to był dowód że się waham, nie że przetwarzam inaczej.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy wy kiedy to analizujecie przez pryzmat astrologiczny, to wam to realnie pomaga w codziennych sytuacjach? Czy raczej to pomaga "po" kiedy już opadną emocje?
Ciekawe czy to nie jest kwestia tego że wiedza astrologiczna zmienia coś w nas dopiero na poziomie interpretacji, a nie reakcji. Czyli zmienia narrację o sobie, nie odruch. Karia - ty masz wrażenie że w trakcie konfliktu to w ogóle pamiętasz o tym Merkurym?
Rzadko. Ale mam takie jedno zdanie które mi pomaga, właściwie bardziej fizyczne - zatrzymuję się i mówię sobie "on to słyszał inaczej niż ja to mówiłam". I to nie musi być astrologia, to może być po prostu uważność. Ale astrologia mi dała powód żeby w ogóle zacząć to stosować.
To jest uczciwa odpowiedź. Więc w sumie mechanizm jest neutralny, astrologia jest tylko uzasadnieniem żeby go spróbować? Nie mówię tego złośliwie, autentycznie zastanawiam się jak to działa psychologicznie.
Dobra, weszłam na astro.com i wygenerowałam natal. Merkury mam w Bliźniętach i nie ma przy nim R. Więc prosty. Ale i tak ta rozmowa bardzo mi dała do myślenia, bo zachowuję się jak opisywana osoba z wstecznym - przetwarzam późno, wracam do tematów. Czy to może być jakaś inna pozycja w natalu, która to tłumaczy?
To jest bardzo dobre pytanie, bo ja miałem dokładnie ten sam dylemat. Partnerka jest sceptyczna, więc nauczyłem się mówić to samo co rozumiem przez pryzmat astrologiczny, ale bez etykietek. Zamiast "mój Merkury retrogradny potrzebuje czasu" mówię "ja potrzebuję chwili żeby przetworzyć, czy możemy wrócić do tego za piętnaście minut". I to przechodzi dużo łatwiej.
Dokładnie to samo odkryłam. Astrologia jest dla mnie, nie dla partnera. On nie musi wiedzieć skąd mam ten opis siebie, wystarczy że rozumie sam opis. I paradoksalnie to jest chyba najzdrowsze podejście, bo nie wchodzisz w pozycję "muszę go nawrócić".
