Mam wrażenie, że ta rozmowa coraz bardziej łączy różne systemy i zaraz skończymy na tym, że wszystko potwierdza wszystko. Wenus w Drugim, czakra splotu, samoocena, relacje - to są tematy, które dotyczą każdego w pewnym wieku. Jak szukamy potwierdzenia, to je znajdziemy.
przepraszam że się wtrącam ale mam pytanie może trochę z boku - czy jak ktoś nie zna swojej godziny urodzenia, to może w ogóle sensownie liczyć progresje? Domy są wtedy niepewne i nie wiem, czy to ma sens.
Dobra, czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie trochę nurtuje. Goździkaa napisała, że nie wiedziała dokładnej daty wejścia Wenus do Drugiego Domu, a to był płynny proces. Ale jak wy w ogóle rozpoznajecie, że progresja zaczęła działać? Bo skoro nie ma jednego konkretnego dnia, to skąd wiadomo, że to właśnie to, a nie po prostu naturalne dojrzewanie?
Sprawdziłam w końcu w programie. Wenus weszła do mojego Drugiego Domu progresją mniej więcej cztery lata temu. Kiedy to zobaczyłam, dosłownie się zatrzymałam, bo to pokrywa się z tym, o czym mówiłam wcześniej. Dokładnie wtedy zaczęło się to narastanie, o którym pisałam. Nie wiem, co z tym zrobić metodologicznie, ale na poziomie osobistym to jest trochę niesamowite.
Goździkaa, a pamiętasz, w jakim znaku jest twoja Wenus natalna i w jakim znaku jest cusp Drugiego Domu? To by mogło dużo powiedzieć o tym, jak ta progresja się u ciebie wyraziła. Czy to był płynny wjazd, czy raczej coś wymagającego?
to ma spore znaczenie. Wenus w Skorpionie w progresji wchodzi do domu rządzonego przez Strzelca - to jest trochę jak przejście od bardzo intensywnego, kontrolowanego poczucia wartości do czegoś bardziej ekspansywnego, otwartego. Możliwe, że dlatego ten proces u ciebie brzmiał jak 'narastanie', a nie nagłe przebudzenie.
Czekajcie, ja gubię się trochę. Goździkaa ma Wenus w Skorpionie natalnie, ale w progresji Wenus przemieszcza się do innego znaku, tak? Więc jaki znak ma teraz ta progresowana Wenus?
Wracając do pytania Azalii, bo uważam, że zostało trochę zbyte. Ona ma rację. Jeśli obserwujemy po fakcie, to mechanizm potwierdzenia działa zawsze. Nikt tutaj nie powiedział: 'mam aktywną progresję Wenus do Drugiego Domu, zobaczmy co się stanie'. Wszyscy patrzą wstecz. To jest fundamentalny problem z tym, jak ta rozmowa jest prowadzona.
Wracam do Goździkaa, bo mnie bardzo ciekawi ten wątek że Skorpionem. Bo ja mam zupełnie inną Wenus natalną i moja progresja do Drugiego Domu wyglądała inaczej. U mnie było bardziej gwałtownie i wyraźnie. Zastanawiam się, czy to znak natalny Wenus faktycznie wpływa na to, jak to przejście wygląda jakościowo.
Wenus w Baranku. I tak - to przejście do Drugiego Domu było u mnie bardziej nagłe, bardziej zdecydowane. Jedna decyzja, jeden moment, kiedy poczułam, że coś się przestawiło. Może Baran tak działa - szybciej i ostrzej.
To jest bardzo ciekawe porównanie. Goździkaa że Skorpionem opisuje powolne narastanie, Apolonia z Barankiem mówi o nagłym przełomie. Czy to naprawdę może wynikać że znaku Wenus, czy może to po prostu różne osobowości i różne okoliczności życiowe?
Dobra, ja chyba jestem tu jedyną osobą, która totalnie nie rozumie technikaliów. Czyli ta progresja Wenus do Drugiego Domu - to trwa latami? Czy to jednorazowe przejście, które trwa chwilę? Bo z tego co czytam, Goździkaa mówi o czterech latach i jeszcze trwa, a Apolonia mówi o jednym momencie. Jak to właściwie działa?
Właśnie, u mnie nie było żadnego wyraźnego momentu. Zastanawiam się teraz, czy to wynika z tego Skorpiona, czy może z czegoś zupełnie innego w moim horoskopie. Czy są jakieś inne punkty, które mogłyby wygłuszać albo wzmacniać to przejście?
tak, aspekty do progresowanej Wenus robią dużo. Jeśli masz np. Saturna natywnego w jakimś twardym aspekcie do miejsca, gdzie Wenus teraz jest w progresji, to cały temat samooceny i wartości może być bardziej skomplikowany, bardziej powolny. A Skorpion sam w sobie nie lubi jawnych przełomów - woli, żeby zmiany zachodziły pod powierzchnią.
Znowu wchodzimy w pętlę interpretacyjną. Każde doświadczenie da się wyjaśnić przez jakiś aspekt albo cechę znaku. Jeśli było nagłe - to Baran. Jeśli powolne - to Skorpion albo Saturn. Co by nie było, zawsze jest pasujące wyjaśnienie.
Tymek trafnie to rozgranicza. Ale Dominisia zadała wcześniej pytanie, które mi nie daje spokoju - czy te dwie rzeczy muszą się wykluczać? Można powiedzieć: system jest niefalsyfikowalny empirycznie, ale jego używanie zmienia coś w sposobie myślenia o sobie. I to drugie jest sprawdzalne - na poziomie subiektywnym, ale jednak.
Właśnie, praca z symbolem to zupełnie inna kategoria niż placebo. Kiedy używam tarota albo astrologicznych progresji, nie oczekuję, że coś zewnętrznego zmieni mój stan - pytam, co ten symbol mówi o tym, co już jest. To jest raczej jak metafora niż lek.
To jest pytanie, które sama sobie zadawałam. I szczerze - nie mam na nie odpowiedzi. Ale pamiętam, że kiedy zobaczyłam, że Wenus weszła do Drugiego Domu cztery lata temu, nie pomyślałam od razu: 'ojej, to dlatego czuję się lepiej'. Najpierw byłam zaskoczona samą datą, a potem zaczęłam łączyć kropki. Nie szukałam potwierdzenia - przynajmniej tak to czułam.
Goździkaa, ale czy to wystarczy, żeby powiedzieć, że to nie jest efekt potwierdzenia? Mam wrażenie, że zawsze po fakcie czujemy, że nie szukaliśmy potwierdzenia. Ja na przykład kilka razy byłam pewna, że interpretuję uczciwie, a potem ktoś mi pokazał, że dopasowałam datę z błędem o kilka miesięcy i nadal mi 'pasowało'.
Wróćmy na chwilę do sedna tematu, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Tytuł pyta o samoocenę przy Wenus w Drugim w progresji. Apolonia i Goździkaa opisały dwa różne sposoby, w jakie to się objawiło. Ciekawi mnie jeszcze wymiar praktyczny: czy ta zmiana w poczuciu wartości przekładała się u was na konkretne decyzje? Finansowe, zawodowe, relacyjne?
ja też mam pytanie, bo czytam ten wątek od jakiegoś czasu - czy ta progresja dotyczy też mężczyzn tak samo? bo tu dużo kobiet pisze i zastanawiam sie czy samoocena i wenus w domu finansów działa tak samo u faceta
Wracając do tego, co mówiła Apolonia o negocjacjach i wynagrodzeniu - to jest bardzo konkretny przejaw, który mnie zastanawia. Czy to, że ktoś powiedział jasno ile chce zarabiać, wynika z wyższej samooceny, czy z jakiegoś zewnętrznego impulsu, który tylko zbiegł się z progresją? Jak w ogóle to rozróżnić?
Goździkaa, właśnie tego nie wiem i chyba nie będę wiedzieć na pewno. Ale mogę powiedzieć co wtedy czułam - nie było to poczucie 'teraz muszę być odważna', tylko jakieś spokojniejsze przekonanie, że moja wycena siebie jest po prostu uczciwa. Nie bezczelna, nie zajęcza. Uczciwa. Czy to jest samoocena? Chyba tak.
Czytam tę dyskusję i zastanawiam się nad swoim przypadkiem. Miałam Wenus w progresji przez Drugi Dom jakieś sześć lat temu i wtedy kompletnie nie wiedziałam, że to się dzieje. Dopiero niedawno sprawdziłam daty i się zdziwiłam, bo to był czas, kiedy po raz pierwszy od bardzo dawna zaczęłam wydawać pieniądze na siebie bez wyrzutów sumienia. Nie wiem czy to coś znaczy, ale pasuje do tego, o czym tu mówicie.
ja sprawdzałem ostatnio swój horoskop progresowany po raz pierwszy i nie widziałem wcześniej żadnych materiałów o Wenus w Drigim Domu, i faktycznie mam teraz tę progresję od jakiś dwóch lat. I zastanawiam się bo ostatnio zacząłem bardziej dbać o to co kupuję, wybieram jakość a nie cenę. Czy to jest ta zmiana o której mówicie?
