Siedzę ostatnio nad wykresami kilku osób urodzonych w latach 60. i coraz bardziej mnie to zastanawia - ci z kwadratury Urana z Plutonem (1960-1972 mniej więcej) mają w natalu coś, co na poziomie pokoleniowym wygląda jak zakodowany przymus burzenia starych struktur. Ale pytanie, czy to czyni ich faktycznymi rewolucjonistami, czy tylko ludźmi, którzy czują wewnętrzny niepokój i nie rozumieją skąd. Ktoś z was ma to w natalu i rozpoznaje ten wzorzec u siebie?
Mam kwadrat Uran-Pluton w natalu i szczerze, przez długi czas nie wiedziałam jak to nazwać. Ciągłe poczucie, że 'tak być nie powinno', że trzeba coś zmieniać, że zastany porządek jest do obalenia. Tylko że - i tu mam wątpliwość do tego co napisałaś - czy to faktycznie aspekt który nas CZYNI rewolucjonistami, czy raczej ujawnia pewien potencjał, który większość ludzi nigdy nie aktywuje?
Uran-Pluton to jest aspekt, który moim zdaniem kompletnie przebudowuje całe pokolenie od środka. Urodzeni z tą kwadratą to agenci zmiany - po prostu tacy zostali stworzeni, żeby burzyć i tworzyć od nowa. Myślę, że nie ma tu przypadku, że właśnie to pokolenie dorasta teraz do pełni sił w momencie gdy system pęka.
Przepraszam, że się wtrącam, ale mam pytanie - czy ten aspekt to tylko kwadratura, czy też inne aspekty Urana z Plutonem wchodzą w grę? Bo czytałam gdzieś o koniunkcji z lat 60., a teraz piszecie o kwadracie. To są chyba różne pokolenia?
Mam koniunkcję Uran-Pluton w szóstym domu, w Pannie. I co tu dużo mówić - całe życie mam obsesję na punkcie reform systemowych, głównie w obszarze zdrowia i pracy. Nie burzę barier na barykadach, ale przez lata zmieniałem struktury od środka, w miejscach gdzie pracowałem. Może o to chodzi - rewolucja niekoniecznie wygląda jak Che Guevara.
Czytam to z uwagą bo moja mama ma tą koniunkcję i ona nigdy nie była żadnym rewolucjonistą w oczywistym sensie. Ale jej życie to była seria radykalnych, nieodwracalnych zerwań - z rodziną, z pracą, z miejscem zamieszkania. Jakby Pluton-Uran działał przez nagłe cięcia a nie przez świadome budowanie zmian. Czy to też jest 'bycie agentem zmian'?
Zastanawiam się nad czymś co Miroslawa napisała - te nagłe zerwania. Czy to nie jest trochę straszne, żyć z takim aspektem? Pytam serio, bo brzmi to jak coś co dzieje się człowiekowi, nie co człowiek wybiera.
Przepraszam, mam może głupie pytanie, ale jeśli ktoś urodził się w 1966 to teraz ma prawie 60 lat. Czy aspekt pokoleniowy 'aktywuje się' w jakimś konkretnym momencie życia czy działa cały czas? Bo czytam i zastanawiam się czy ci ludzie są rewolucjonistami od urodzenia czy dopiero coś ich włącza.
To pytanie Helenki jest według mnie kluczowe dla całego wątku. Bo jeśli aspekt działa niezależnie od świadomości, to jesteśmy tylko narzędziami - przepraszam, chciałem powiedzieć: mariontetkami kosmosu. Ale jeśli świadomość coś zmienia, to może właśnie o to chodzi - że 'agenci zmian' to ci, którzy WIEDZĄ co w nich gra i decydują jak to skierować. Reszta też zmienia świat, ale przypadkowo, często niszcząc po drodze siebie i innych.
Przepraszam że wtrącę taki osobisty akcent, ale mama która wspominałam - ona nigdy nie słyszała o astrologi w tym sensie. I wiem że te jej zerwania zostawiły w niej i w nas dużo bólu. Zastanawiam sie teraz po tej rozmowie, czy gdyby ktoś jej powiedział 'słuchaj, masz Plutona i Urana złączone i to będzie działać w określony sposób' - to czy cokolwiek by się zmieniło. Szczerze? Nie wiem.
Odpowiem na pytanie Idalki, bo mnie bezpośrednio dotyczy. Mam koniunkcję w szóstym domu i pracuję z wykresem od ponad dwudziestu lat. Co się zmieniło? Przestałam się bać własnej intensywności. Wcześniej gasił mnie ten aspekt, bo czułam że moje potrzeby zmian są 'zbyt dużo' dla otoczenia. Teraz wiem że to po prostu moja natura i przestałam przepraszać za to. Czy Pluton i Uran przestały działać? Nie. Ale przestałam im się szarpać.
No właśnie! I dlatego mówiłam o 'stworzonych do burzenia' - nie że nie mają wyboru, ale że ta energia i tak znajdzie ujście. Tylko kwestia czy robisz to świadomie jako rewolucjonista czy nieświadomie jako ktoś komu ciągle się coś sypie w życiu. Chyba o to chodzi w tej całej dyskusji o byciu 'agentem zmian'?
Właśnie chciałam zapytać o to co Helenka mówi. Jak to sprawdzić w praktyce? Czyli patrzę na swój wykres i widzę tę koniunkcję - od czego zacząć żeby ocenić jak ona działa akurat u mnie? Na jakie elementy wykresu patrzyć w pierwszej kolejności?
Wracając do pytania Idalki sprzed chwili - bo myślę że to jest serce tej dyskusji. Czy jesteśmy 'agentami apokaliptycznych zmian' jak w tytule wątku? Coraz bardziej myślę, że 'apokaliptycznych' to jest kluczowe słowo. Apokalipsa w sensie dosłownym to odkrycie, odsłonięcie - nie zagłada. Może rola tego pokolenia to właśnie odsłanianie tego co ukryte, nie burzenie dla samego burzenia?
Achatka, śmieję sie bo to jest tak prawdziwe pytanie. Bo łatwo pisać o pokoleniowych rewolucjach, ale co to znaczy w poniedziałek rano jak trzeba wstać do roboty. Chyba właśnie dlatego wolę myśleć o tym aspekcie na poziomie osobistym - co on znaczy dla konkretnego człowieka, nie dla Historii przez duże H.
Idalka podchodzi do tego od strony jungowskiej trochę i mnie to pociąga, ale chcę podważyć jedno założenie. Czy to jest specyficzne dla tego pokolenia? Bo każde pokolenie ma jakiś aspekt zbiorowy który je kształtuje. Co takiego wyróżnia Uran-Pluton że mielibyśmy tu mówić o szczególnej roli? Nie ma w tym trochę astrologicznego narcyzmu?
A co jeśli ktoś z tego pokolenia kompletnie nie czuje żadnej misji i nigdy nie przeszedł przez żadne wielkie transformacje? Czy to znaczy że aspekt po prostu u niego nie działa? Czy może działa, tylko on tego nie widzi?
Tak, myślę o konkretnej osobie - mojej siostrze. Ma ten aspekt, urodzona w 65, i naprawdę nigdy nie przeszła przez żadne świadome 'przebudzenie'. Ale jak tak patrzę na jej życie... to co wy mówicie o turbulencji wokół. Ona ciągle ma jakieś kryzysy. Pracę traci, znajomości się urywają. Zawsze myślałam że po prostu ma pecha. Teraz zaczynam się zastanawiać.
O! To jest właśnie to co mówiłam o nieświadomym działaniu aspektu. Siostra Lirki to klasyczny przykład - energia Pluton-Uran szuka ujścia i jeśli nie jest przepracowana, to tworzy właśnie taki wzorzec. Ciągłe zewnętrzne burzenia zamiast wewnętrznych transformacji. To bardzo charakterystyczne dla tego aspektu kiedy działa na poziomie cienia.
Nie wiem, nawet nie znam godziny jej urodzenia dokładnie. Ale to co Helenka mówi mnie trochę uspokaja - bo miałam już wyrzuty sumienia że w ogóle tak patrzę na życie siostry przez pryzmat astrologii. Czy to w ogóle etyczne? Interpretować czyjś wykres bez jego wiedzy i zgody?
To kwestia etyki w astrologii jest szerszym tematem niż się wydaje. Ale wracając do głównego pytania wątku - bo trochę odpłynęliśmy. Czy to że część pokolenia działa nieświadomie i przyciąga chaos zamiast tworzyć świadome zmiany - czy to nie osłabia tej teorii o 'agentach zmian'? Jeśli połowa aspektu działa przez destrukcję bez refleksji, to nie bardzo widzę tu rewolucjonistów.
Trzygłow, ale to trochę rozmywa odpowiedzialność, nie? Jeśli każdy chaos 'się liczy' jako działanie aspektu, to gdzie jest ta granica między aspektem który 'działa' a po prostu trudnym życiem? Pytam bo naprawdę chcę to zrozumieć, nie żeby podważać.
Dziewiecsil, to jest precyzyjne i dobre pytanie. Moja odpowiedź: granica jest w tym czy wzorzec się powtarza i czy ma określony charakter. Trudne życie to różne losowe kryzysy. Pluton-Uran w działaniu to pewien typ kryzysu - zawsze związany z władzą, kontrolą, autonomią, zrywaniem struktur które przestały służyć. Jak ktoś traci kolejne prace bo szef go gnębi i on się buntowal - to jest inny wzorzec niż ktoś komu po prostu 'nie idzie'. Widzisz tę różnicę?
