A co z osobami które w ogóle nie czują tych zmian? Bo rozmawiałam z koleżanką i ona mówi że przez całe życie czuje się tak samo. Czy to możliwe że progresja Słońca po prostu u niej nie działa, czy ona po prostu tego nie rozpoznaje?
Zgadzam się z Taurusem w tym sensie że opór jest realny. Ale powiedziałabym to nieco inaczej - nie "nie chce widzieć", tylko po prostu nie ma języka żeby to opisać. Jak nigdy nie słyszałaś o progresji Słońca, to interpretujesz to jako "dorosłam", "zmieniło się życie", "to przez terapię". Niekoniecznie wypierasz, po prostu przypisujesz innym przyczynom.
Herga ma rację i to jest coś o czym myślę od dawna. Astrologia daje nam język do opisania procesów które i tak zachodzą. Pytanie czy ten język jest dokładniejszy od innych - psychologicznych, filozoficznych - czy tylko inny. Ja uważam że dla mnie jest dokładniejszy, bo mówi o rytmie i czasie, a nie tylko o mechanizmach.
To znaczy że można by to samo opisać bez astrologii i skutek byłby taki sam? Czy jednak ta wiedza o progresji Słońca coś zmienia w samym procesie?
Dobra, to powiem o sobie. Miałem 28 lat kiedy moje Słońce weszło w Strzelca - przed tym byłem typowym Skorpionem, dość zamkniętym, nastawionym na kontrolę. I coś się wtedy naprawdę przesunęło w kierunku szukania sensu, podróży, otwartości na nowe idee. Ale szczerze mówiąc nie wiedziałem wtedy nic o progresji Słońca. Zobaczyłem to z perspektywy kilku lat później.
Mam pytanie do Taurusa i Hergi - mówicie o tym że zmiana jest stopniowa i że jest jakiś próg. Ale czy ten próg jest odczuwalny też fizycznie, czy raczej tylko psychicznie? Pytam bo kilka lat temu miałam dziwny okres kiedy dosłownie nie wiedziałam czego chcę i teraz zastanawiam się czy to mogło być właśnie to.
Jestem Rybą. Nie wiem czy to ma znaczenie przy tym co opisałam. Tamten dziwny okres kiedy nie wiedziałam czego chcę - to było może sześć lat temu, miałam wtedy 26 lat.
Sprawdziłam w końcu na Astro.com jak mi wcześniej ktoś sugerował. Mam 21 stopień Bliźniąt. Ile to mnie dzieli od Raka i co to właściwie oznacza dla mnie, bo trochę się gubię w tym wszystkim?
Dobra, czyli jeszcze dziewięć lat do Raka. To dużo. Ale co to znaczy że jestem w środku okresu Bliźniąt - czy to znaczy że właśnie teraz ta energia powinna być najsilniejsza? Bo szczerze mówiąc nie czuję się jakoś szczególnie "bliźniaczą" osobą.
Tak, zdecydowanie. Niektórzy astrolodzy mówią że ostatnie pięć stopni to już jest "nasłuchiwanie" nowego znaku. Coś jak zapowiedź. Pytanie tylko czy u Honoraty to faktycznie jest to, czy może inne tranzity robią swoje - Saturn, Jowisz, cokolwiek.
Właśnie. Nie można przypisywać każdej zmiany samemu Słońcu progresowanemu. To jest jeden z błędów które widzę często - że ludzie biorą jakikolwiek ruch w swoim życiu i przyklejają etykietę progresji Słońca, bo to brzmi dobrze. A tymczasem Jowisz przez Wagi potrafi zrobić podobne rzeczy co wejście Słońca w nowy znak.
Rozumiem ostrożność Cohena ale z drugiej strony - po co w ogóle rozmawiamy o osobistych doświadczeniach jeśli nie po to żeby szukać wzorców? Oczywiste jest że u każdej osoby to będzie inne. Nie myślę że ktokolwiek tutaj traktuje to jako pewnik a nie jako trop.
Mogę zadać głupie pytanie? Jak to jest możliwe że Słońce w progresji przesuwa się o jeden stopień rocznie? Skąd to wyliczenie? Próbowałam szukać i za dużo jest technicznych opisów które nic mi nie mówią.
Ciekawe bo ja mam Słońce w Koziorożcu i jakieś dwanaście trzynaście lat temu byłam w takim dziwnym miejscu życiowo - miałam wtedy około szesnastu lat. Czy to możliwe że to właśnie był moment wejścia w Koziorożca? Bo urodziny mam w grudniu.
Wracając do pytania Gituski o wiek - bo trochę odpłynęliśmy. Mówimy dużo o technicznych obliczeniach, ale mnie bardziej interesuje to subiektywne pytanie: czy jest jakiś wiek który jest szczególnie przełomowy niezależnie od znaku? Bo wydaje mi się że samo przejście w nowy znak to jedno, ale są też te granice jak powiedzmy progresja Słońca w kwadraturze do Słońca natalnego, które mogą być równie mocne.
U mnie było mniej więcej tak - kilka dużych tranzytów naraz i zmiana znaku w progresji. Nie odróżniłam wtedy co od czego. Dopiero z perspektywy czasu zaczęłam rozumieć które zmiany były raczej zewnętrzne, sytuacyjne, a które dotyczyły tego głębszego poczucia kim jestem. I to drugie przypisałabym progresji Słońca.
Właśnie tego szukałam w tej rozmowie. Tego rozróżnienia między "coś mi się przydarzyło" a "zmieniło się to jak myślę o sobie". Bo jak patrzę wstecz, to tamten okres bliźniaczy był właśnie takim wewnętrznym mieszaniem się, a nie konkretnymi zdarzeniami z zewnątrz.
Mam pytanie może trochę z boku - a co jeśli ktoś ma Słońce blisko granicy znaku, powiedzmy w pierwszym stopniu? Czy to oznacza że nowy cykl zaczyna się bardzo wcześnie w życiu i potem długo czeka na kolejną zmianę?
To brzmi jakby osoby z Słońcem na początku znaku miały jedno główne przejście w dojrzałym życiu a te z Słońcem na końcu znaku wchodziły w nowy znak jeszcze jako niemowlęta i nie pamiętają tego przejścia w ogóle. Czy to znaczy że dla nich ta zmiana jest mniej istotna?
I to byłoby wytłumaczenie dlaczego niektórzy ludzie czują się "bardziej" swoim znakiem natalnym a inni jakby "nie pasowali" do swojego Słońca. Ci drudzy mogą po prostu przez większość życia mieć progresowane Słońce w zupełnie innym znaku i to ten znak jest dla nich bardziej naturalny.
Właśnie sprawdziłam i mam Słońce natalnie w czwartym stopniu Strzelca. To znaczy że progresja weszła w Koziorożca około czwartego roku życia. Nie pamiętam tego oczywiście. I teraz jestem dorosła i przez całe moje świadome życie mam Słońce progresowane w Koziorożcu. Czy to znaczy że jestem "bardziej Koziorożcem" niż Strzelcem?
Hmm. Może w tym że zawsze miałam jakieś duże pytania o sens i filozofię, tylko że podchodziłam do nich metodycznie a nie spontanicznie. Nie wiem czy to Strzelec czy po prostu ja.
To co opisujesz - pytania egzystencjalne przez Koziorożcowy filtr - to jest właśnie ten efekt nakładania się warstw. Strzelec pyta "po co", Koziorożec pyta "jak to zrealizować". Razem mogą dawać kogoś kto szuka sensu ale przez bardzo strukturalne, systematyczne podejście. To nie jest sprzeczność.
Ja miałam ten sam problem. Przez długi czas myślałam że Ascendent to "maska" a Słońce to "prawdziwe ja" i próbowałam ich szukać osobno. Ale to nie działa tak czystej separacji. Przynajmniej nie w moim doświadczeniu.
Ale czy to nie jest trochę defetystyczne podejście? Skoro i tak wszystko zlewa się w całość i nie da się rozdzielić, to po co w ogóle rozróżniamy poszczególne czynniki w horoskopie? Jakiś cel musi być w tej analizie.
Dobra weszłam na Astro.com i chyba nareszcie poprawnie obliczyłam. Mam Słońce natalnie w dwudziestym trzecim stopniu Bliźniąt. Czyli progresja powinna wejść w Raka mniej więcej w siódmym roku życia. I teraz mam chyba Słońce progresowane już w Lwie? Czy dobrze to rozumiem?
O. To dużo tłumaczy. Ostatnio miałam bardzo dużo rzeczy związanych z rodziną i z poczuciem bezpieczeństwa. Myślałam że to przypadek albo że to życie po prostu takie jest. A to może być ta progresja na granicy?
