Zastanawiam się nad czymś, co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Chodzi o progresję Słońca i moment, kiedy przechodzi do kolejnego znaku. Wiem, że to mniej więcej co 30 lat, ale czy wy czujecie tę zmianę jako wyraźny przełom w tożsamości, czy raczej coś stopniowego? Bo u mnie Słońce progresowane weszło w Byka jakieś trzy lata temu i dopiero teraz zaczynam czuć, że coś faktycznie się przestawiło w tym, kim jestem i czego chcę. Czy to normalne, że to tak długo dojrzewa?
Akurat mam w nazwie to, co czuję od lat. Moje natalne Słońce jest w Baranie, ale progresja przeszła w Byka grubo przed czterdziestką i rzeczywiście to był wyraźny punkt zwrotny. Nie od razu, masz rację że to powolne. Ale mnie interesuje co innego - czy ktoś śledził dokładnie stopień, przy którym poczuł tę zmianę? Bo teoretycznie to 0 stopni nowego znaku, ale praktycznie...
Ja mam pytanie może podstawowe, ale nigdy nie byłam pewna - ta progresja Słońca to jest jeden stopień na rok, tak? Więc jeśli mam Słońce w 10 stopniu jakiegoś znaku, to żeby wejść w kolejny znak muszę czekać 20 lat? Czy dobrze to rozumiem?
No właśnie tu jest sedno. Te dwa cykle rzadko się pokrywają, i to jest ciekawe samo w sobie - że możesz mieć progresję Słońca w Byczej stabilności, a progresję Księżyca w Strzelcu, która ciągnie cię w przeciwnym kierunku. Widziałam to kilka razy i ludzie czują się wtedy bardzo rozdarci, bo ich głęboka tożsamość idzie w jedną stronę, a emocje i potrzeby w drugą.
Właśnie to mnie interesuje, bo mam poczucie że jestem teraz dokładnie w takiej sytuacji. Tylko skąd mogę wiedzieć, który z tych sygnałów jest silniejszy? Słuchać Słońca czy Księżyca?
Ale czy ktoś wie, od jakiego mniej więcej wieku ta progresja Słońca zaczyna być "odczuwalna" świadomie? Bo zakładam, że jako dziecko nikt nie analizuje swojej ewolucji tożsamości, prawda?
To jest dobre pytanie i myślę że to zależy od człowieka. Dla mnie świadomy odbiór zaczął się może koło trzydziestki, ale jak patrzę wstecz, to widzę, że wcześniejsze przejścia też coś robiły - tylko nie umiałam tego wtedy nazwać. Pierwsza progresja Słońca do nowego znaku dla większości jest między 0 a 30 rokiem życia, zależnie od stopnia natalnego.
Właśnie, i tu jest taki paradoks - pierwsze przejście możesz przegapić bo jesteś za młody, żeby to analizować, a jak jesteś wystarczająco świadomy, to jesteś już po tym pierwszym i czekasz na kolejne. Ja moje pierwsze analizowałem już z perspektywy czasu i to jest zupełnie inne doświadczenie niż śledzenie tego na żywo.
Słucham tej rozmowy i mam jedno zastrzeżenie - czy ktoś z was brał pod uwagę aspekty jakie robi progresowane Słońce do natalnego horoskopu w momencie zmiany znaku? Bo samo wejście w nowy znak to jedno, ale jeśli przy okazji progresowane Słońce tworzy kwadraturę z natalnym Saturnem, to to przejście będzie zupełnie inne niż gdy tworzy trygon z Jowiszem.
Czy to znaczy że zmiana znaku i zmiana domu mogą być w różnym czasie? Wydawało mi się że to idzie razem, ale chyba się mylę.
To jest dla mnie nowe - myślałam że znaki i domy idą razem. A to znaczy że można być np. w Słońcu progresowanym w Rybach, ale w domu siódmym? I to ma inne znaczenie niż Ryby w domu dwunastym?
A czy jest jakiś sposób żeby w ogóle odróżnić co działa na mnie teraz - progresja Słońca, progresja Księżyca, czy może po prostu tranzyt jakiejś planety? Bo czytam tu tyle rzeczy naraz i nie wiem już jak to rozplątać.
Takie poczucie że przestały mnie bawić rzeczy, które kiedyś pochłaniały bez reszty. Zmieniłam pracę, ale nie wiem czy chodzi o pracę. Jakby coś podstawowego się przesunęło.
To brzmi bardzo znajomo. Jak pisałam wcześniej, u mnie też pierwszym sygnałem była praca, ale w środku chodziło o coś głębszego - o to czego w ogóle chcę od siebie. I właśnie to dla mnie jest ta progresja Słońca - nie tyle zdarzenia, co zmiana w tym co ważne. Wiesz mniej więcej w jakim stopniu masz teraz Słońce progresowane?
Właśnie mi się przypomniało że jeszcze nie zadałam tego pytania - jak wy w ogóle obliczacie te stopnie? Korzystacie z jakiegoś programu, czy liczycie ręcznie? Bo ja próbowałam raz i nie byłam pewna czy dobrze.
Przy okazji Astro.com - pamiętajcie żeby sprawdzić też progresowany Ascendent, bo on też się przesuwa, tylko wolniej. To często przeoczana rzecz gdy ludzie patrzą tylko na Słońce.
Czekajcie, czyli każdy z tych elementów - Słońce, Księżyc, Ascendent - ma swój własny rytm progresji i wszystko to się nakłada? To brzmi jak układanka z milionem kawałków.
A jak to jest gdy kilka zmienia się jednocześnie? Ktoś z was to miał? Bo zaczynam myśleć że może właśnie jestem w czymś takim.
Tak, miałam coś takiego jakieś kilka lat temu. Słońce wchodziło w nowy znak, Księżyc progresowany był w ostatnich stopniach innego znaku i na dokładkę progresowany Mars zaangażował się w kwadraturę do czegoś natalnego. I to był jeden z bardziej intensywnych okresów w moim życiu. Nie zły, ale bardzo gęsty. Wszystko naraz wymagało uwagi.
Właśnie to jest ta pułapka o której mówiłem wcześniej. Patrzysz wstecz i wszystko jest jasne. Ale w czasie rzeczywistym? Nie masz pewności czy to progresja, czy po prostu twoje życie.
Chociaż ja bym powiedział, że to nie jest tylko pułapka - to jest też coś wartościowego. Jak już masz za sobą jedno takie przejście i je potem przeanalizowałeś, to przy następnym masz punkt odniesienia. Pytanie do tych z was co mają za sobą dwie zmiany znaku Słońca - czy drugie było łatwiej rozpoznać niż pierwsze?
U mnie tak. Pierwsze przeszło obok mnie bez świadomości, drugie czułam już wcześniej i wiedziałam mniej więcej co się dzieje. Nie że rozumiałam szczegóły, ale był taki wewnętrzny sygnał że coś się otwiera. Trochę jak gdy zaczyna świtać - jeszcze nie widzisz co, ale czujesz że zaraz będzie inaczej.
U mnie stopniowo, ale z takim jednym momentem kiedy to dotarło wyraźnie. Trudno powiedzieć czy ten moment był początkiem czy po prostu punktem w którym już nie mogłam udawać że go nie ma. Jak byś to opisała u siebie teraz - masz jakieś przeczucie zmiany, czy pytasz bardziej teoretycznie?
Chyba jednak nie tylko teoretycznie. Od jakiegoś czasu mam dziwne poczucie że coś co wcześniej dawało mi poczucie sensu już go nie daje. Nie wiem tylko czy to "moje" czy może po prostu zmęczenie.
Ja też sprawdziłam swoje po tym jak o tym tu pisaliśmy i wychodzi mi że jestem około 26 stopnia. Czy to znaczy że mam jeszcze kilka lat do zmiany, czy to już niedaleko? Trochę gubię się w tych stopniach.
Waga po Pannie - to akurat bardzo wyraźne przejście jeśli chodzi o jakość energii. Z tej całej analizy i porządkowania w stronę relacji i szukania balansu. Anesja, czy masz jakiś wyraźny obszar życia gdzie to czujesz, czy to takie rozlane?
Słuchajcie, ja mam pytanie trochę z boku - czy progresja Słońca zmienia też to jak inni nas odbierają, czy tylko to jak my sami siebie czujemy? Bo nigdy nie myślałam o tym od tej strony.
