Mnie zastanawia jedna rzecz. tygrysica mówiła o zmianie wzorca wartosci. Czy to znaczy że po takim tranzycie mogę po prostu przestac chcieć zwiazku w ogóle? Bo ostatnio mam dokladnie takie poczucie i nie wiem czy to jest madrosc czy ucieczka
To co opisuje Morganitka to chyba jeden z trudniejszych momentów tego tranzytu. Kiedy nie wiesz juz co czujesz naprawdę, a co jest reakcją na zmęczenie albo bol. Czy to jest cos, o czym mówią podreczniki astrologiczne, Tygrysica? Że Pluton-Wenus moze czasowo \"wygaszać\" zdolnosc do odczuwania bliskości?
No wlasnie, przeglądam tę rozmowę i mysle o czyms. Czy nie jest tak, że ten wątek o Pluton-Wenus bardzo mocno skupia się na stratach i kryzysach, a mało mówimy o tym co po drugiej stronie? Bo tytul mówi \"czy miłość bedzie naszym najwiekszym kryzysem\", ale moze pytanie powinno brzmieć \"co z niej zostaje po drugiej stronie\"?
Wlasnie rozmawialem z partnerką i to bylo... inne. powiedziałem jej mniej wiecej to o czym tu piszemy. Że cos sie we mnie zmienia i że staram sie to rozumiec, a nie tylko przeżywać. Ona zapytała od kiedy interesuję sie astrologią. I nie było w tym złośliwości. Byla ciekawosc
Serio, o rany to jest chyba sedno tytułu wątku. Miłość staje się kryzysem nie tylko przez to co Pluton robi z wartościami, ale przez to, że milczenie zaczyna się kumulować i w koncu nie da się dłużej udawać, że go nie ma. i dopiero wtedy, kedy to milczenie pęka, zaczyna sie właśściwy tranzyt.
Dobra, to jeszcze raz pytanie, które zadałem wcześniej bo się zgubilo w wątku. skad wiadomo, przy ktorym z tych trzech kontaktów Plutona sie teraz jest? Czy to na prawdę wymaga siedzenia z efemerydami, czy jest jakiś sygnał który można poczuć bez liczenia?
Mnie to opisy tych trzech kontaktów przypominaja troche etapy żałoby. Zderzenie przepracowanie, zamkniecie. Czy to przypadkowe podobieństwo, czy Pluton w ogole jest powiazany z tą logiką przejsc przez stratę?
Utrata wersji siebie, ktora kiedys kochała inaczej. To zdanie siedzi mi w głowie. Bo ja naprawdę nie wiem, czy ta starsza wersja mnie kochała lepiej czy po prostu bardziej naiwnie. I nie wiem, czy tesknilam za tamtą naiwnością, czy za samą miłością.
Ojej czytam to i myślę o tej rozmowie z partnerka. Że może ona przez te kilka miesięcy widziała mnie jako zamknietego i też myślała że jest dobrze albo że to jej wina. A ja naprawde nie wiedziałem, że wysylam taki sygnal. Czy Pluton-Wenus moze dzialac tak, że zmiana jest niewidoczna dla samej osoby, ale bardzo widoczna dla bliskich??
Trafne pytanie. Tak, może. Bo psychika chroni siebie przeed pełną widocznością tego, co przerabia. Stąd to, co dla ciebie jest \"cichym przetwarzaniem\", dla partnera wygląda jak wycofanie albo chłód. I to jest jeden z powodów, dla których ten tranzyt tak często kończy się kryzysem w relacji. Nie dlatego, że miłość znika, ale dlatego, że komunikacja się zawęża właśnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna.
Mnie ciekawi cos innego. Czy ta rozmowa, którą Ignas odbył z partnerką to był efekt jego własnej gotowości, czy Pluton jakoś popychał do tego momentu? Pytam, bo zastanawiam się, czy w tej astrologicznej logice mamy jakies sprawstwo, czy bardziej surfujemy po falach, które planeta ustawia.
No proszę, właśnie, i tu wraca pytanie z tytułu wątku. Czy miłość jest kryzysem, czy my robimy z niej kryzys przez to że nie rozumiemy, co się dzieje? Bo gdyby Ignas wiedział od początku, że przechodzi Pluton-Wenus to moze ta rozmowa z partnerką odbylaby się trzy miesiące wcześniej.
To co Storczyk napisała siedzi mi mocno bo ja też maiłam taki moment, że przeczytalam opisy Pluton-Wenus i poczułam ulge. Ale potem mąż spytał mnie o cos zwykłego i znowu byłam w tym samym miejscu co przed. więc może ta świadomość diała jak plaster, nie jak leczenie. I wracam do pytania z tytułu wątku bo chyba milosc nie jest kryzysem sama w sobie tylko staje sie nim, kiedy spotyka nasze miejsca ktorych jeszcze nie przepracowałyśmy. Tylko jak rozpoznac takie miejsce, zanim się w nie wejdzie? Bo z tego, co tu czytam wszystkie rozpoznajemy je dopiero po fakcie. 😀
