Zastanawiam się nad tym samym co Akacja. Bo wypalenie zawodowe to jedno, ale Pluton brzmi jakby chodziło o coś bardziej fundamentalnego. Może chodzi o to, że przy wypaleniu można po prostu zmienić pracę i poczuć ulgę, a przy Plutonie ta sama dynamika powtarza się w nowym miejscu?
No ale wzorzec powtarzających się napięć w pracy to może po prostu ktoś ma trudny charakter albo nieumiejętnie dobiera środowisko pracy. Po co od razu Pluton?
Ja wróciłam, bo mnie to nie puste słowie, ale ta kwestia z ósmym domem nie daje mi spokoju. Mogę zapytać tu, obiecuję że krótko, czy jeśli ktoś ma Plutona w ósmym to znaczy że te transformacje są bardziej wewnętrzne niż zawodowe?
Wracając do pytania Rozmarynki sprzed chwili, o odróżnienie Plutona od wypalenia. Myślę że wypalenie da się opisać jako wyczerpanie zasobów. Pluton w szóstym to raczej coś co rozkłada samą strukturę, na której te zasoby były oparte. Zupełnie różna głębokość.
Akacja celuje w coś ważnego. Pluton jest planetą, którą rzadko rozumie się na bieżąco. Często jego działanie widać dopiero gdy już przeszło. I może to jest właśnie jedna z odpowiedzi na pytanie Rozmarynki z początku wątku, transformacja plutońska jest rozpoznawalna wstecz, nie w trakcie.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie, może naiwne. Czy skoro Pluton ma taki długi cykl, to osoby urodzone w tym samym roku mają go w tym samym domu? I jak to wtedy działa, że to ma być coś indywidualnego?
Wlasnie! Ja zawsze sie zastanawiam czy dwie osoby urodzne tego samego dnia maja takie same mapy. Chyba nie? Bo sie urodzily w innych godzinach?
Ciekawe że wyszliśmy od pytania czy Pluton w szóstym oznacza ciągły kryzys, a teraz rozmawiamy o tym, skąd w ogóle bierze się indywidualność w astrologii przy planecie generacyjnej. Myślę że to nie jest dygresja, to jest serce pytania Rozmarynki, bo bez tej indywidualności sama pozycja nic nie mówi.
Właśnie to mnie zastanawia od początku, bo gdy zaczynałam drążyć ten temat, to w większości źródeł Pluton w szóstym był opisywany niemal wyłącznie przez pryzmat zagrożeń, chorób, wyczerpania, radykalnych zwrotów. A czy ktoś spotkał się z interpretacją, która kładzie nacisk głównie na tę głębszą regenerację, bez przechodzenia przez kryzys? Czy to w ogóle możliwe według was, żeby transformacja plutońska zachodziła łagodniej?
Pluton bez oporu rzadko działa. To jest planeta, która potrzebuje pewnego rodzaju tarcia, żeby uruchomić proces. Ale tarcie nie musi oznaczać katastrofy. Czasem wystarczy głęboki dyskomfort, coś co sprawia, że nie można już udawać, że jest dobrze. Pytanie czy to wciąż liczy się jako kryzys, czy już jako transformacja w mniej gwałtownym wydaniu.
A ja mam takie pytanko, moze glupie, ale czy Pluton w szostym zawsze znaczy ze ta transformacja jest w PRACY czy tez moze przez ZDROWIE? Bo szosty dom to tez zdrowie chyba? Ja to czytalam gdzies ze to dom codziennych rytulow i tez ciala.
To co mówi Rozmarynka jest bardzo spójne z tym co znam z czakr. Szósta czakra i szósty dom mają wspólne terytorium symboliczne, służba, dyscyplina, ciało jako instrument. Jak Pluton wchodzi w ten obszar, to może podważać samą ideę tego, czemu i jak służymy. Zarówno zawodowo jak i przez ciało.
Mam pytanie, może trochę z innej strony. Czy jeśli ktoś ma Plutona w szóstym i jego praca jest spokojna, bez wielkich kryzysów, to znaczy że coś z mapą jest nie tak, czy że ta energia działa gdzieś indziej, czy może że ten człowiek po prostu świadomie ją przepracował?
Dokładnie to mnie uderzyło gdy czytałam opisy Plutona w szóstym. Że ta energia może być skierowana do wewnątrz, nie na zewnętrzne dramaty zawodowe. Ktoś może mieć spokojną pracę z zewnątrz, ale wewnętrznie przez tę pracę przechodzić przez coś bardzo głębokiego. Czy to w ogóle jest transformacja którą otoczenie zobaczy?
Właśnie chciałam się zapytać o coś podobnego. Jak w ogóle wygląda plutońska transformacja w pracy od zewnątrz? Czy można ją zobaczyć patrząc na kogoś, czy to jest naprawdę tylko wewnętrzny proces?
Właśnie to chciałam powiedzieć od początku, że to pytanie z tytułu wątku, czy praca ZAWSZE będzie źródłem transformacji i kryzysu, może być źle postawione. Może nie chodzi o to, czy zawsze, ale o to, czy i kiedy ta plutońska głębia zostaje aktywowana. I czy można ją aktywować świadomie zanim życie zrobi to za nas.
to jest naprawdę ciekawy kierunek. Czy uważasz że da się świadomie wejść w tę transformację zamiast czekać aż się wydarzy? I jak by to miało wyglądać w praktyce, przez jaką pracę, terapię, może przez jakąś regularną praktykę?
Mam wrażenie że to się łączy z szerszym pytaniem o to, jak w ogóle pracować z energią Plutona zamiast ją tylko przeżywać. W wielu tradycjach inicjacyjnych motyw zejścia do podziemi i powrotu jest właśnie o tym, można wejść w rozpad świadomie albo zostać w niego wciągniętym. Szósty dom dodaje do tego konkretu, że to wejście często dzieje się przez ciało i przez codzienność, nie przez spektakularne wydarzenia.
To co Wera_T pisze o pustej formie bardzo do mnie trafia. Mam wrażenie, że Pluton w szóstym może właśnie tak działać, przez stopniowe wydrążanie sensu z tego co robisz, aż do momentu kiedy codzienna praca lub rytuał zdrowotny staje się nie do zniesienia w swojej bezduszności. I dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa przemiana, bo nie możesz już tego kontynuować jak automat.
ale czy to wydrążenie sensu to jest cel, czy efekt uboczny? Bo jakbyś powiedziała, że Pluton specjalnie zabiera sens, żeby zmusić do szukania głębszego, to rozumiem. Ale jeśli to jest po prostu konsekwencja tego, że człowiek rośnie, to nie wiem czy można to przypisywać konkretnie tej planecie.
Mam pytanko bo troche zgubiłam watek. Czy jak Pluton jest w szostym i ktos ma duzo chorob, to czy to znaczy ze sie nie transformuje i te choroby sa kara? Bo boję sie ze tak to rozumialam i to by bylo troche straszne.
Wróćmy może na chwilę do tej pracy, bo to też jest w tytule. Zastanawiam się czy jak ktoś ma Plutona w szóstym i zmienia pracę bardzo rzadko, siedzi w jednym miejscu przez wiele lat, to czy ta plutońska energia w ogóle ma szansę zadziałać? Czy musi być jakaś zewnętrzna zmiana?
Przepraszam że wchodzę z trochę innym pytaniem, ale czytam ten watek od początku i zastanawiam się, czy Pluton w szóstym ma jakieś szczególne znaczenie dla relacji z szefem albo ze współpracownikami? Bo w pracy te relacje są przecież bardzo ważne i chyba mogą być źródłem kryzysu równie dobrze jak sama praca?
To co mówi Jasiek98 o hierarchii przypomina mi coś, o czym nie rozmawialiśmy. Szósty dom to też kwestia służby i podległości, a Pluton tam może oznaczać bardzo głębokie napięcia z tym, komu i dlaczego się służy. Może to właśnie dlatego plutońskie kryzysy zawodowe często mają taki egzystencjalny smak, bo pytanie nie brzmi czy zmienić pracę, ale czy w ogóle chcę dla kogokolwiek pracować na dotychczasowych warunkach.
To nawiązuje do czegoś co mnie nurtuje. Jeśli Pluton w szóstym stawia takie pytania o sens służby i hierarchię, to czy osoby z tą konfiguracją częściej zostają samozatrudnione albo zakładają własne firmy? Nie mówię że to reguła, ale zastanawiam się czy jest jakiś wzorzec.
Dobra ale powiem szczerze że to wszystko brzmi bardzo filozoficznie. Mnie interesuje bardziej konkretnie, jak poznać czy aktualnie przeżywa się coś co jest transformacją plutońską, czy po prostu ma się zwykły zły okres w pracy. Jest jakaś praktyczna różnica którą można poczuć?
Dobrze, że to mówisz, bo mi zawsze trochę zgrzyta gdy astrologia wchodzi na terytorium zdrowia psychicznego. Nie jestem przeciw interpretacjom, ale ten wątek o tym ciężarze i drążeniu brzmi dla mnie bardzo podobnie do opisu depresji. Jak wy to rozgraniczacie u siebie?
