Mam ostatnio coraz więcej klientów z Marsem w Raku i zaczęłam się zastanawiać, jak to właściwie działa od środka. Bo teoretycznie Mars to energia, działanie, agresja - a Rak to emocje, dom, czułość. Brzmi jak przepis na wewnętrzny chaos. Widzę u tych ludzi wzorzec: najpierw tłumią złość, tłumią, tłumią, a potem eksplodują w sposób totalnie nieproporcjonalny do sytuacji. I zaraz potem mają poczucie winy, że kogoś zranili. Czy ktoś ma doświadczenie z tym układem - własne albo z bliskimi? Chcę sprawdzić, czy to co obserwuję to reguła, czy moje próbki są za małe.
O, to akurat mój temat! Mam Marsa w Raku i dokładnie tak to u mnie wygląda. Długo myślałam, że jestem po prostu niestabilna emocjonalnie, a potem ktoś mi powiedział żebym sprawdziła ten układ w swoim horoskopie i wszystko zaczęło mieć sens. Ale mam pytanie - czy to znaczy, że ta eksplozja jest nieunikniona? Bo nie wiem czy można to jakoś kontrolować czy po prostu trzeba żyć z tym cyklem.
Teodozja_M, to nie jest tak, że to jest wyrok. Ale zanim ktoś odpowie na to twoje pytanie o kontrolę, to chciałabym zapytać - czy wiesz jaki masz ascendent i gdzie masz Księżyc? Bo Mars w Raku to jedno, ale to jak ta energia się przejawia na zewnątrz bardzo zależy od reszty układu. Znam osoby z dokładnie tym samym Marsem, które działają zupełnie inaczej.
Akurat Księżyc w Bliźniętach przy Marsie w Raku to ciekawe połączenie, bo głowa i emocje idą w różnych kierunkach. Znam kogoś bliskiego z podobnym układem i ta osoba potrafi świetnie opisać co czuje słowami, ale sama sobie nie ufa w tym co mówi. Jakby czuła jedno, a myślała drugie. Teodozja, czy coś takiego też ci się zdarza?
To jest właśnie ten wzorzec, o którym mówiłam. Tylko mam pytanie do was obu - czy ta trudność z wyrażaniem złości w czasie rzeczywistym to jest według was kwestia Marsa w Raku, czy może bardziej Merkurego? Bo wróciłam myślami do tego, że dodatkowy kontekst tego wątku to osoby z Merkurym w znaku wodnym. Teodozja, gdzie masz Merkurego?
Merkurego mam w Raku! Nie wiedziałam że to ma znaczenie. I co to właściwie oznacza, bo o Merkurym mało czytałam.
Merkury w Raku to komunikacja przez emocje, nie przez logikę. Takie osoby często mówią nie to co myślą, ale to co czują w danej chwili - i te dwie rzeczy bywają bardzo różne. Ale chciałam zapytać - czy ktoś tu w ogóle rozróżnia, co jest Marsem a co Merkurym, kiedy mówimy o tej trudności z wyrażaniem złości? Bo mi się wydaje, że mieszamy dwa osobne mechanizmy. Mars to czy i jak działasz, Merkury to czy i jak mówisz. To nie to samo.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie - czy Mars w Raku to jest detriment, tzn. że ta planeta jest osłabiona w tym znaku? Czytałam coś o tym ale nie jestem pewna czy dobrze rozumiem co to oznacza w praktyce.
Przepraszam że się wtrącam, bo jestem tu raczej od rytuałów, ale moje pytanie jest takie - czy jak ktoś ma Marsa w Raku to znaczy że nie może być agresywny wprost? Znam gościa który ma podobno ten układ i on jest dosyć bezpośredni, nie powiedziałbym że chowa złość. Czy możliwe że to nie działa tak samo u każdego?
Czytam i mi się nasuwa inne skojarzenie. Mars w Raku to dla mnie połączenie z przodkami, z energią rodu. Ta agresywność nie jest osobista, ona jest plemienna. Taka osoba walczy nie za siebie, ale za swoje. Czy ktoś to widzi podobnie, czy to moje nadinterpretowanie?
A czy to znaczy, że jak ktoś ma Marsa w Raku to był skrzywdzony przez rodzinę w dzieciństwie? Bo gdzieś czytałam że Rak to dom i dzieciństwo i jakoś tak to połączyłam. Chyba błędnie?
Wracając do wątku Merkurego w znaku wodnym, bo Caroletta go otworzyła - czy ktoś ma doświadczenie z Merkurym w Skorpionie albo Rybach? Bo Merkury w Raku już omawiamy na przykładzie Teodozji, ale te inne znaki wodne chyba działają trochę inaczej. Mam znajomą z Merkurym w Rybach i ona ma niesamowite przeczucia w rozmowie, ale kiedy próbuje coś wytłumaczyć krok po kroku, to się gubi.
Merkury w Skorpionie to zupełnie inna jakość niż w Raku. Tam komunikacja jest bardzo celna, wręcz chirurgiczna, ale ta osoba powie ci jedną rzecz a myśli o trzech innych. W Raku jest więcej miękkości i rozlania, ale w Skorpionie jest ta precyzja połączona z milczeniem. Twoja znajoma - czy ona raczej mówi mało i celnie, czy mówi dużo ale nie dochodzi do sedna?
Słucham tego i mam poczucie, że ja też tak robię, tylko że u mnie to wychodzi inaczej. Mówię za dużo zamiast za mało, ale też często po fakcie mam wrażenie że i tak nie powiedziałam tego co miałam na myśli. Czy to może być ten Merkury w Raku w połączeniu z Księżycem w Bliźniętach?
Czyli osoby z Merkurym w Raku mają problem z komunikacją? Pytam bo to brzmi jakby to było cos złego, ale nie wiem czy tak to rozumieć czy inaczej.
Nie powiedziałabym że problem, raczej że inny tryb. Merkury w Raku nie jest gorszy, on po prostu nie działa tak linearnie jak Merkury w Bliźniętach czy Pannie. Ta komunikacja jest bardziej intuicyjna, często bardzo empatyczna - te osoby świetnie czują co ktoś ma na myśli zanim ten ktoś skończy zdanie. Ale mają trudność z tym żeby same dojść do sedna w sposób logiczny, krok po kroku.
A czy to co opisujesz o empatii w komunikacji - że czują zanim usłyszą - to jest cecha wszystkich znaków wodnych? Bo jeśli Merkury w Rybach czy w Skorpionie też tak działa, to ciekawe czy ma to jakieś wspólne źródło.
Poczekajcie, bo się trochę zgubiłam. Czyli jak ktoś ma Merkurego w Rybach, to może być że nie rozumie co mówi? Czy to właśnie to co miała na myśli Caroletta na początku o trudności z logicznym wyrażaniem myśli?
To brzmi jak dokładnie to co mam. Wiem co chcę powiedzieć, ale jak zaczynam mówić to gdzieś po drodze zdanie idzie w inną stronę i sama się dziwię co powiedziałam.
A wracając do Marsa w Raku bo mi się wydaje ze trochę odpłyneliśmy - czy to oznacza ze taka osoba lepiej reaguje kiedy ktoś ją sprowokuje, niż kiedy sama musi coś zainicjować? Bo to by pasowało do tego co mówicie o komunikacji.
Właśnie dlatego mówiłam wcześniej o energii plemiennej. Ta defensywność to nie jest słabość, to jest logika ochrony. Mars w Raku nie jest wojownikiem który szuka bitwy, on jest strażnikiem który stoi przy drzwiach.
A czy ta kumulacja nie jest też związana z pamięcią emocjonalną, o której wcześniej mówiłyście? Bo Rak podobno wszystko pamięta i nie puszcza. Więc może ten wybuch to nie jest reakcja na tę jedną ostatnią kroplę, tylko na wszystko co było przed nią?
I to jest właśnie źródło tych nieporozumień. Dla otoczenia to wygląda jak nieadekwatna reakcja. A dla osoby z Marsem w Raku ta reakcja jest absolutnie proporcjonalna, bo ona liczy od początku, nie od ostatniej chwili.
To brzmi jak moja mama. Ona przez całe życie się nie odzywała jak coś ją bolało, a potem nagle po jakichś drobnostkach płakała albo krzyczała i wszyscy byliśmy zdezorientowani. Nie wiem jaki ma Mars, ale to pasuje idealnie.
To jest chyba jeden z najtrudniejszych aspektów tego układu w bliskich relacjach. Że ta osoba odczuwa ulgę z samego uwolnienia emocji, ale rozmowa o tym co się stało - już nie. I tak naprawdę nic się nie rozwiązuje, bo cykl się powtarza.
Myślę że to nie tyle brak nawyku, co coś głębszego. Rak z natury przeżywa emocje, a nie analizuje ich. Przepracowanie przez rozmowę wymaga pewnego dystansu do własnego wnętrza, a to Rakowi przychodzi trudno właśnie dlatego, że jest w środku tych emocji, nie obok nich.
To ciekawe bo przez to brzmi jakby taka osoba potrzebowała kogoś z zewnątrz kto pomoże jej nazwać co czuje. Czy Mars w Raku w jakiś sposób wchodzi tu w grę, czy to jest bardziej cecha znaku słonecznego albo ascendentu?
