Zastanawiam sie ostatnio nad czymś, co chyba nie jest zbyt często omawiane. Chodzi mi o kąt między Słońcem a Księżycem w horoskopie urodzeniowym. Wiem, że jest to tzw. faza Księżyca w chwili narodzin, ale czy w praktyce traktujemy ten kąt jak aspekt i stosujemy do niego orby? Czy np. koniunkcja Słońce-Księżyc przy orbie 9 stopni ma taką samą wagę jak ta przy 2 stopniach? Gdzieś czytałam, że ten kąt to coś osobnego, ale nie znalazłam nic konkretnego.
To ciekawe pytanie bo rzeczywiście wielu astrologów traktuje aspekt Słońce-Księżyc inaczej niż pozostałe. Faza Księżyca w momencie urodzenia to pewna jakość sama w sobie, niezależna od klasycznych aspektów. Ale jeśli pytasz o orby konkretnie dla koniunkcji tych dwóch świateł, to w tradycji hellenistycznej stosowano tzw. moiety, czyli połowę naturalnego orbu każdej z planet. Słońce miało orb 15 stopni, Księżyc 12 stopni, wiec moiety koniunkcji wynosiłoby 7,5+6 = 13,5 stopnia. To są bardzo szerokie orby jak na dzisiejsze standardy. Co ty na to Promyczka56 — szukasz jakiegoś konkretnego systemu czy pytasz bardzije ogólnie?
Kurczę, dla mnie orb Słońce-Księżyc to zawsze maksymalnie 10 stopni i juz, tak mnie uczono. Nie pamiętam dokładnie skąd, ale chyba z jakiejś starej książki o astrologii horoskopowej. ten aspekt jest ważniejszy niż inne, więc orb może być szerszy, to logiczne.
Ja to podchodzę do tego przez fazę Księżyca wlasnie, nie przez klasyczny aspekt. Urodzić się przy nowie to co innego niż urodzić się w połowie cyklu. I nie wiem czy ma sens przykładanie do tego stopniowego orbu, skoro to bardziej jakość energetyczna niż geometryczny kąt. Ale może się mylę, chętnie poczytam co inni o tym sądzą.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale co to dokładnie znaczy "orb" w tym kontekście? Domyślam się że jakis zakres, ale chciałam się upewnić że dobrze rozumiem o czym rozmawiacie.
O rany! nów to 0 stopni różnicy między Słońcem a Księżycem, czyli koniunkcja. 45 stopni to juz nie jest nów, to jest faza sierpa rosnącego. Każda z ośmiu faz Księżyca odpowiada mniej więcej 45 stopniom, choć niektórzy dzielą na 12 faz. W każdym razie jeśli masz 45 stopni kąta to jesteś juz poza nowiem, gdzieś w połowie drogi do pierwszej kwadry.
Ja sama sie zastanawiam nad tym od jakiegoś czasu. Przy koniunkcji Słońce-Księżyc widziałam w różnych programach astrologicznych zupełnie rozne orby, od 8 do nawet 17 stopni. Różnica jest kolosalna i nie wiem któremu ufać. 😛
No właśnie nie ma jednego standardu i myślę, że to jest odpowiedź na pytanie. Astrologia nie jest nauką ścisłą i różne szkoły mają różne podejścia. Mnie bardziej interesuje to, czy ktoś z was zauważył różnicę w interpretacji kiedy kąt wynosi np. 5 stopni a kiedy 12 stopni. Czy naprawdę to czuć?
Mam pytanie — czy to znaczy że osoba urodzona na granicy fazy, powiedzmy dokładnie 44 stopnie kąta między Słońcem a Księżycem, to jest inaczej interpretowana niż ta z 46 stopniami? To brzmi jakby jedno stopień robił wielką różnicę, a to chyba nie może być tak precyzyjne.
Wróćmy moze do sedna bo nam rozmowa trochę ucieka. Pytanie Promyczki56 dotyczyło tego czy istnieją specyficzne orby dla kąta Słońce-Księżyc. I wlasciwie nadal nie ma jasnej odpowiedzi. Swiatowid91 mówi o moiety, Klimcia90 o fazach — ale to dwa różne systemy. Który z nich ma wogole zastosowanie do czegoś w rodzaju "standardowego orbu"?
To może zapytam inaczej. Bo czytam waszą rozmowę i mam poczucie, że pytam o linijkę a wy mi mówicie jak działa cała kreska. Konkretnie: mam w swoim horoskopie Słońce i Księżyc w odległości 11 stopni. Czy to już jest aspekt, czyli koniunkcja, czy jeszcze nie? I czy w ogóle jest to coś, co sie interpretuje inaczej niż inne aspekty?
Przepraszam ze znowu wchodzę z pytaniem podstawowym, ale skąd w ogóle bierze się ta liczba 12-13 stopni dla pary Słońce-Księżyc? czy ktoś to kiedyś po prostu ustalił, czy jest jakieś wyliczenie?
Dobra ale skąd wzięło sie 15 stopni dla Słońca i 12 dla Księżyca? Też ktoś to ustalił arbitralnie czy jest jakis klucz?
No wiec skoro to tylko tradycja to nie ma co się tym za bardzo przejmować. Ja wolę patrzeć co działa w praktyce. Przy 11 stopniach koniunkcji Słońce-Księżyc ja bym to jeszcze interpretoała jako koniunkcję, chociaż słabą. Promyczka56, twoje 11 stopni to nadal działa, po prostu mniej intensywnie.
O rany! mogę spróbować odpowiedzieć na to pytanie, bo sama też się z tym mierzyłam. Przy ścisłej koniunkcji Słońce z Księżycem — czyli do mniej więcej 5 stopni — energia tych dwóch ciał jest bardzo zlana, człowiek często nie rozróżnia co jest jego potrzebą emocjonalną a co ego. Przy szerszym kącie, coś w stylu 10-11 stopni, te dwa pierwiastki zaczynają się trochę wyodrębniać, ale nadal są bardzo powiązane. To subtelna różnica, ale wyczuwalna w opisie charakteru.
No wlasnie, i tu wracamy do pytania o orby. bo jeśli przy 11 stopniach jest jeszcze wyraźna różnica w interpretacji, to czy nie powinno sie tego jednak liczyć jako aspekt? Czyli czy orb 13-13,5 stopnia dla tej pary ma faktyczne uzasadnienie interpretacyjne, nie tylko tradycyjne?
Słuchajcie, to ja się wtrącę z własnym przypadkiem. Moje Słońce jest w Bliźniętach a Księżyc w Byku, 11 stopni różnicy. I faktycznie mam takie poczucie ze te dwie energie we mnie ciągną w różne strony — Słońce chce ruchu, nowości, a Księżyc chce spokoju i stabilności. Ale nie wiem czy to przez te 11 stopni, przez znaki czy przez coś innego w moim wykresie.
Czyli właściwie orb powinien zależeć nie tylko od planet ale i od znaków, w których sie znajdują? To w ogóle komplikuje całą sprawę bardziej niż myślałam.
To teraz mam pytanie praktyczne — jak ktoś taki jak ja, kto dopiero zaczyna, ma w ogóle wyrobić to "wyczucie wykresu"? Bo czytam tę rozmowę i z jednej strony rozumiem, ze nie ma jednej odpowiedzi, z drugiej — chyba potrzebuję jakiegoś punktu startowego zeby w ogóle zacząć interpretować.
Punkt startowy to po prostu uczyć się na orbach ze standardowych tabel i z czasem sprawdzać we własnej praktyce. Ja tak zaczynałam i działa. Swiatowid91 moze mówić ze moiety są lepsze ale dla kogoś kto zaczyna, tabela z orbami to dużo prostsze wejście.
Mam wrażenie, że ta dyskusja trochę kręci sie w kółko wokół tego samego. może wróćmy do pytania Promyczki56 bardzije konkretnie — ona ma 11 stopni, Słońce Bliźnięta, Księżyc Byk. Ktoś chce spróbować powiedzieć co z tym faktycznie zrobić interpretacyjnie, zamiast dalej spierać się o system?
Dobra, to powiem wprost. Przy 11 stopniach i zmianie znaku — Bliźnięta i Byk to jednak sąsiednie ale inne żywioły — ja bym tego nie czytał jako koniunkcję. To juz samodzielne planety, które jednak są na tyle blisko ze ich energie się wzajemnie słyszą. Nie koniunkcja ale nie pełna niezależność. Coś pomiędzy.
Tak, bardzo. To dosłownie moje życie. Planuję nowe rzeczy, szukam zmian, a potem siadam i myślę "ale wlasciwie po co, mam przecież wszystko". I to kręci się w kółko. Ale to wróćmy do orbu — wiec 11 stopni to NIE koniunkcja w twoim systemie?
No wlasnie, przy zmianie znaku ja też nie liczyłabym tego jako koniunkcji. Zasada antyscy — planety w sąsiednich znakach mają inną jakość niż te w tym samym znaku, nawet jeśli kąt jest mały. Tabele orbów z reguły to uwzględniają.
Hej, a ja mam pytanie z innej strony — skoro tyle mówimy o tym co jest w orbie a co nie, to czy istnieje coś w astrologii co opisuje właśnie tę przestrzeń MIĘDZY koniunkcją a brakiem aspektu? Jakiś termin na ten stan "blisko ale nie do końca"?
Przepraszam ze wchodzę z boku ale co to znaczy "aplikacja" i "separacja" w tym kontekście? Planeta sie fizycznie zbliża do innej?
To ciekawe bo nigdy nie myślałam o orbnie jako o czymś dynamicznym. Zawsze traktowałam go jako statyczny — albo jest w orbie albo nie. A tu nagle okazuje sie ze ważne jest też "w którą stronę".
