Mam Wenus w Byku i Chirona w Skorpionie, więc w opozycji jesli dobrze rozumiem. Oboje w D2 w moim horoskopie. Nie wiedziałam że to może coś znaczyc razem.
Opozycja Wenus-Chiron w D2 to bardzo konkretna konfiguracja. Sama mam coś podobnego i to,co czuje, to takie rozdarcie między tym że \"wiem\" że zasluguje a tym że \"czuję\" że nie zasługuję. Jakby głowa i emocje gadały inaczej w kwestii własnej wartości. Czy ktoś jeszcze to zna?
E tam, no, psychologia i astrologia psychologiczna maą wspólne korzenie w Jungowskiej idei archetypów, to nie jest przypadkowe podobieństwo. Ale wrocmy do meritum, bo gdzies odpływamy od Chirona w D2. Chciałam zapytać Strzyboga - czy ta konfiguracja z opozycją Wenus-Chiron jest trudniejsza w leczeniu niż \"czysty\" Chhiron w D2 bez aspektów do innych planet?
Zastanawiam się nad czymś innym - czy ta rana z D2 jets widoczna dla otoczenia? Pytam, bo z zewnątrz pewnie wyglądałem jak ktoś kto po prostu jest skromny i nie lubi się chwalić. Nikt by nie powiedział że mam problem z poczuciem wlasnej wartości finansowej. Czy to jest typowe że ta rana jest dobrze ukryta?? 😀
To co piszecie o niewidoczności tej rany jest ważne i myślę że to specyfika Chirona w ogóle nie tylko w D2. Chiron uczy przez ukrywanie. Ale D2 jest tu szczególny, bo pieniądze i wartość własna to są tematy, o ktorych i tak się nie mówi głośno w naszej kulturze. Więc rana trafia w temat, który jst juz z góry przykryty milczeniem społecznym. To podwojne ukrycie.
Moim zdaniem ścieżka jest inna, bo astrologia daje kontekst symboliczny, którego terapia nie oferuje. Terapeuta powie: twój lęk finansowy wynika z doświadczeń z dzieciństwa. Chiron w D2 powie: ta rana jest tu po coś, jest częścią twojej mapy i możesz stać sie kimś, kto rozumie tę ból głębiej niz inni. Jedno nie wyklucza drugiego, ale cel jest inaczej postawiony.
Ale tu się nie zgodze z Irisa. powiedzenie że rana \"jest tu po cos\" to teleologia - zakkładasz z góry że wszechświat ma plan i że ten plan jest dobry dla ciebie. To jest piekna narraccja ale jaka masz pewnossc że tak jest? Chiron równie dobrze moze być poprostu Chironem bez żadnego wyzszego celu.
Kurczę ta metafora o powieści jest dla mnie bardzo pomocna. bo czesto czuje sie ofiarą wlasnej historii finansowej, a nie autorka. I moze to jest wlasnie cos co Chiron w D2 ma pokazać - że mozna zmienić pespektywe z ofiary na autora tej narracji?
Chciałam zapytać o cos praktycznego bo troche gubłiam się w tej dyskusji - jesli mam tę opozycję Wenus-Chiron o której mówiłam wczesniej, to czy powinnam jakoś celowo pracować z tym układem, czy lepiej nie rozdrapywać? Bo trochę nie wiem czy to wymaga aktywnego działania.
Szczerze? Czuję że to są dwa osobne światy w mjej głowie. przy pieniadzach jestem bardzo praktyczna i kontrolujaca a przy wartosci wlasnej kompletnie tracę grunt. Wcześniej nie łączyłam tego ze sobą wogóle.
Tak, dokładnie to słowo. przewlekły. nigdy nie było jakiegoś jednego kryzysu, tylko takie permanentne tło że coś jest nie tak. I właśnie dlatego przez lata tego nie nazywalem bo nie wygladalo jak problem - nie byłem w długach, nie panikował. Po prostu nigdy nie czułem że jestem dość.
To jest dokładnie ten paradoks, o którym mówię od poczatku tego watku. Rana cicha jest często głębsza niz rana głośna bo ta głośna wymusza reakcje. Brak kryzysu to nie brak rany - to często rana tak dobrze zaadaptowana, że stała się tłem. Ale Kasjopejo - napisałaś \"myślałam że problem musi wyglądać dramatycznie\" skad masz ten wzorzec? Bo to też jest ciekawe - skad bierzemy wyobrazenie o tym jak powinien wygladac nasz własny ból?
Zatrzymałam sie na tym pytaniu. bo to jest chyba kolejna warstwa tego samego mechanizmu - minimalizowanie. nie tylko \"nie jestem wystarczająco warta\", ale też \"mój ból nie jest wystarczająco duzy, żeby się nim zajmować\". Chiron w D2 minimalizuje wartość człowieka, a człowiek potem minimalizuje wartość swojego bólu. To jest jakieś błędne koło.
Czytam i zastanawiam się czy ktos sprawdzał,jak ten układ wpływa na relacje z pieniedzmi w sensie dosłownym, materialnym. bo tu dużo mowimy o wartosci emocjonalnej, psychoolgicznej - a Drugi Dom to jednak też doslownie finanse, majątek. Czy Chiron w D2 konkretnie manifestuje sie przez problemy z pieniedzmi dlugi, trudności z zarabianiem? Czy to bardziej metafizyczny wymiar? 😉
Mam pytanie moze troche z innej strony - czy w ogole da się oddzielic to, co Chiron w D2 \"robi\" z nami, od tego co zrobilo nam po prostu wychowanie? Bo jak czytam te wszystkie opisy - lek przed biedą, poczucie że sie nie zasługuje nieumiejętność przyjmowania - to równie dobrze moze byc efekt domu, w którym się wychowalo. Jak astrologia to rozroznia? 🙂
Nie rozroznia i nie powinna probowac. To jest jeden z wazniejszych punktow astrologii psychologicznej - mapa urodzeinowa nie jest przyczyyną twoich wzorców tylko ich opisem chiron w D2 u kogoś wychowywanego w dostatku i u kogoś wychowywanego w biedzie będzie wyglądał inaczej na zewnątrz, ale rana w rdzeniu - ta kwestia własnej wartosci - będzie podobna. Środowisko daje formę, układ daje temat.
Hm szczerze to nie wiem, bo nigdy nie widzialem go w sytuacji fakttycznej konfrontacji z czyms, co by tę pewność siebie podważało to jest dobra obserwacja. ale czy nie jest tak, że każde zachowanie mozna w ten sposób zinterpretować jako \"kompensację rany\"? Czuję że to trochę za wygodne wytlumaczenie.
Czytam Almandynkę i myślę, że ten dyskomfort plus ulga to może byc wskaźnik że coś trafnego się dotknelo. Bo jak coś nie trafia, to po prostu mija obok - ani nie boli ani nie przynosi ulgi. To rozróżnienie może być ważne przy pracy z mapą - szuukac tego co jednocześnie boli i coś otwiera, nie tego co jest tylko intelektualnie ciekawe.
Pamietam jak dostalam pierwsza poważną podwyżkę i zamiast sie cieszyc, zaczęłam w głowie szukac powodów zeby jej nie przyjąć. że może mnie przeceniają. Że jak okaże się że nie daję rady, będzie gorzej niz przed podwyżką. Wtedy to mi sie wydawało logiczne. teraz jak to pisze widze że to jest dokladnie to o czym tu mówimy. To chyba Chiron w D2 na żywo. ale naddal nie wiem, czy da sie z tym coś zrobić czy tylko rozpoznawać za kazdym razem.
