Ostatnio sporo myślę o aspekcie Jowisz-Chiron i chciałam zapytać, co wy o tym sądzicie. Mam go w natalu, trygonem, i zawsze zastanawiałam się, czy to właśnie dlatego tak mocno ciągnie mnie do pracy z ludźmi, do słuchania ich problemów. Ale nie wiem, czy to rzeczywiście aspekt uzdrowiciela, czy może po prostu lubię pomagać i sobie to tłumaczę astrologią. Czy ktoś zna tę konfigurację z własnego horoskopu?
To zależy od wielu rzeczy, nie tylko od samego faktu istnienia aspektu. Jowisz rozszerza to, czego dotyka, a Chiron to symbol rany, która nigdy do końca nie znika, ale uczy. Pytanie brzmi: w jakich domach masz te planety? Bo trygonem Jowisz-Chiron w, powiedzmy, szóstce i dziesiątce to zupełnie inna historia niż ten sam aspekt w drugiej i szóstej.
Właśnie o to chciałam zapytać czytając ten temat. Chiron to przecież 'zraniony uzdrowiciel' z mitologii, prawda? Ten centaur, który sam nie mógł się uleczyć, ale leczył innych. Więc może ten aspekt z Jowiszem bardziej popycha nas do szukania uzdrowienia przez pomaganie innym, niż do rzeczywistego 'bycia uzdrowicielem' z jakąś mocą?
A co to konkretnie znaczy 'rozdymać ranę'? Przepraszam, że takie podstawowe pytanie, ale nigdy nie myślałam o Chironie w ten sposób. Zawsze jak słyszałam 'Chiron' to kojarzył mi się tylko z jakimś ogólnym bólem albo traumą.
To mnie bardzo uderzyło. Znam taką osobę i teraz rozumiem trochę więcej. Ale mam pytanie, czy ten aspekt zawsze wiąże się z pomaganiem w sensie zawodowym? Czy może się manifestować inaczej, np. poprzez twórczość albo pisanie?
Mam Chirona w Byku i Jowisza w Pannie, sekstylem. Czy to liczy się jako ten aspekt, o którym piszecie? Bo nigdy jakoś nie kojarzyłam się z rolą uzdrowiciela, bardziej z organizowaniem i planowaniem.
To ciekawe, bo z tego co piszecie wychodzi, że Chiron generalnie coś 'zapisuję' przez trudne doświadczenia, a Jowisz przy nim jakby mówi, że z tego wyniknie coś dobrego. Ale czy ten aspekt naprawdę czyni kogoś uzdrowicielem? Bo jak patrzę na swój horoskop, mam kwadraturę tych planet i nie czuję się żadnym uzdrowicielem.
Moim zdaniem każdy kto ma Chirona w widocznym miejscu wykresu jest predysponowany do uzdrawiania, aspekt z Jowiszem tylko amplifikuje ten przekaz. Pamiętajcie, że sama pozycja Chirona przez dom mówi więcej niż aspekty. W pierwszym domu to prawie zawsze uzdrowiciel.
A jak sprawdzić, czy mój Chiron jest aktywowany w jakimś aspekcie? Nie wiem jak czytać swój wykresl i nie wiem nawet gdzie mam Chirona.
Wróćmy do samego tematu, bo mnie nurtuje jedno, czy ktoś faktycznie doświadczył tej energii w życiu? Znaczy, nie w sensie interpretacji, ale że naprawdę poczuł, że przez swoje rany zaczął pomagać innym? Bo to brzmi pięknie w teorii, ale ciekawe jak to wygląda w praktyce.
Słuchajcie, mam jedno pytanie do tego co Hilek napisał wcześniej o 'łasce przez ranę'. Czy to nie jest trochę niebezpieczne myślenie? Że jakbyśmy mieli szukać w cierpieniu czegoś dobrego zanim się jeszcze ogoiliśmy? Bo znam osoby, które w kółko wracają do swoich traum i mówią że 'przepracowują' a tak naprawdę się w tym tarzają.
A co z domem, w którym ten aspekt się odbywa? Bo mój sekstylem Chiron-Jowisz, o którym pisałam, jest między szóstym a ósmym domem. Czytałam gdzieś że szósty dom to też dom zdrowia i codziennej służby, więc może dlatego to uzdrawianie u mnie idzie przez tę codzienną organizację?
nie w sensie zawodowym. Ale faktycznie mam wokół siebie kilka osób, dla których jestem taką 'bazą', dzwonią kiedy coś nie gra, proszą o pomoc z organizacją życia. Nigdy na to tak nie patrzyłam.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku. Czy ten aspekt Jowisz-Chiron musi się wiązać z pomaganiem innym ludziom, czy może ktoś uzdrawia głównie siebie i to też się liczy? Bo nie każdy chce być 'uzdrowicielem dla innych', a część osób po prostu bardzo intensywnie pracuje nad sobą.
Czyli rozumiem, że uzdrawianie siebie i innych to nie są osobne ścieżki przy tym aspekcie, tylko jakby kolejne etapy? Najpierw siebie, potem innych? Czy to może iść równolegle?
To co Otylka opisuje brzmi jak bardzo naturalne wyjście tej energii. Ale wracając do mojej kwadratory, chcę zapytać konkretnie, czy kwadratura Jowisz-Chiron może się przejawiać jako coś w stylu że człowiek bardzo chce pomagać, czuje że powinien, ale jakoś stale napotyka przeszkody albo efekty są odwrotne od zamierzonych?
Mam pytanie do Marlenki albo Hilka, bo nie znam się na tym tak dobrze. Mówicie o 'przepracowaniu rany' jako warunku aktywacji tego aspektu. Ale po czym w ogóle poznać że coś się przepracowało? Bo to brzmi bardzo abstrakcyjnie, jakbyś szukał czegoś czego nie widzisz.
Przepraszam że się wtrącam, dopiero przeczytałam cały wątek i jestem trochę zagubiona. Rozumiem że Chiron to 'zraniony uzdrowiciel', ale czy to znaczy że jak nie miałam żadnej poważnej traumy w życiu to ten aspekt u mnie w ogóle nie działa? Bo Jowisz mam w trygonie z Chironem i zastanawiam się co to dla mnie znaczy jak moje życie było raczej spokojne.
a jak się ma to do tego co Hilek mówił o etapach? Bo skoro kwadratura nakręca dawanie bez hamulca, to czy taka osoba w ogóle ma szansę dojść do etapu świadomego uzdrowiciela, czy jest jakby zablokowana przez ten aspekt?
To ciekawe co Hilek mówi o oporze. Czy trygon Jowisz-Chiron może być wtedy paradoksalnie trudniejszy, bo ta energia przychodzi zbyt łatwo i człowiek nigdy tak naprawdę jej nie przepracuje? Nie wiem czy dobrze myślę, ale chyba znam taką osobę.
Właśnie to jest różnica między aspektem działającym a aspektem aktywowanym świadomie. Trygon może działac przez całe życie bez świadomości, kwadratura wymusi świadomość przez ból. Ale pytanie jest ciekawe, czy który z nich 'lepiej' prowadzi do bycia uzdrowicielem. Hilek, co ty o tym sądzisz?
Szczerze? Nie wiem czy to ma sens porównywać. Uzdrowiciel z trygonu może być bardziej naturalny i dostępny dla innych, bo nie ma tego ciężaru własnej rany zawsze na pierwszym planie. Uzdrowiciel z kwadratu może trafiać głębiej do tych, którzy cierpią, bo rozumie opór od środka. To są różne style, nie różne poziomy.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Czy jeśli Chiron i Jowisz są w różnych domach i tworzą aspekt między sobą, to który dom bardziej wyznacza 'styl' uzdrawiania? Ten w którym jest Chiron czy ten gdzie jest Jowisz?
Czy ktoś tu ma Chirona w pierwszym domu? Zastanawiam się jak to wygląda przy tym aspekcie, bo pierwszy dom to przecież tożsamość, 'ja'. Czy rana tożsamościowa przy Jowiszu daje inne uzdrawianie niż na przykład szósty dom Sybilii?
Ja mam Chirona właśnie gdzieś bliżej ascendentu, nie wiem czy to pierwszy dom czy jeszcze nie. Zawsze miałem wrażenie że ludzie od razu, przy pierwszym kontakcie, czują że mogą mi powiedzieć rzeczy których innym nie mówią. Nie wiem czy to ma związek.
Kacperek, to co opisujesz mnie bardzo uderzyło. Bo ja mam dokładnie to samo, zawsze byłam taką 'skrzynką na zwierzenia' dla obcych właściwie. Na przystankach, w pracy, wszędzie. I nigdy nie wiedziałam dlaczego akurat ja. Teraz myślę że to może być właśnie ten Chiron.
Ale chwilę, bo to brzmi jakby każdy kto jest empatyczny i słucha innych miał Chirona przy ascendencie. A to chyba nie jest takie proste? Można być słuchaczem z zupełnie innych powodów, nie astrologicznych. Nie chcę być nieuprzejma, ale trochę ostrożniej z tymi interpretacjami.
