Siedzę nad tym tematem od jakiegoś czasu i chcę go wreszcie porządnie przedyskutować, bo nigdzie nie widziałam żeby ktoś to tak postawił wprost. Chodzi mi o to, że afirmacje często po prostu nie działają w określonym otoczeniu wizualnym - i nie mam na myśli jakiejś magii miejsca, tylko dosłownie: to co widzisz na co dzień wokół siebie sabotuje albo wspiera to, co powtarzasz w głowie. Zaczęłam to zauważać kiedy robiłam afirmacje dotyczące dostatku siedząc w zagraconej, brudnej kuchni z górą niezapłaconych rachunków na stole. Słowa mówię jedno, oczy rejestrują drugie. I ten konflikt czuć fizycznie, dosłownie w klatce piersiowej. Przeniosłam się do innego pomieszczenia, które poukładałam specjalnie pod tę praktykę - jeden stół, jedno krzesło, coś zielonego na parapecie, świeczka. I efekt był zupełnie inny, jakiś spokojniejszy, głębszy. Czy ktoś miał podobnie? I czy to kwestia tego że wzrok po prostu wymiata resztę, czy jest coś więcej? 😉
No dobra, to bardzo konkretna obserwacja i mało osób o tym mówi otwarcie. Układ wzrokowy to dominujący zmysł u większości ludzi, mózg przetwarza bodźce wizualne priorytetowo przed wszystkim innym. Jeśli otoczenie wysyła sygnały sprzeczne z treścią afirmacji, wygrywa obraz, nie słowo. To nie jest ezoteryka, to jest po prostu fizjologia percepcji. Dlatego właśnie stare tradycje miały ołtarze, kąciki rytualne, specjalnie przygotowane przestrzenie, nie dla ceremonialności, tylko żeby oczy miały spójny sygnał z tym co umysł próbuje zaakceptować. Problem polega na tym że większość ludzi podchodzi do afirmacji jak do zamawiania w restauracji, mruczysz formułkę i czekasz na efekt. A zmysł wzroku można zaprzęgnąć do pracy bardzo konkretnie.
No tak, ja to nawet słyszałam ze przy runach jest tak samo, że jak układasz je na bałaganie to energia sigrdr idzie w złym kierunku. Nie wiem czy to dokładnie ten sam mechanizm ale chyba podobny? mnie mama zawsze mówiła że porządek w pokoju to porządek w głowie i morze to właśnie o to chodzi w tych afirmacjach
Czytam po kolei wszystkie wpisy i mam pytanie do Pentakli94, bo to ważny szczegół który pominęłaś. Piszesz że efekt był "spokojniejszy i głębszy" po zmianie miejsca, ale jak to mierzyłaś? Chodzi mi o to czy to było subiektywne odczucie w trakcie, czy zauważyłaś jakieś konkretne zmiany potem, w ciągu dni albo tygodni? Bo to dwie zupełnie różne rzeczy. sama wielokrotnie obserwowałam u siebie że zmiana otoczenia dawała natychmiastowe ulgi w trakcie praktyki, ale długofalowo efekty były porównywalne. Zastanawiam się wiec czy środowisko wpływa na głębokość jednej sesji czy naprawdę zmienia coś w trwalszym przeprogramowaniu.
Ok, ale tu zaczyna mi się mieszać kilka rzeczy i chcę to rozplątać. Czy mówimy o tym że otoczenie wizualne wpływa na skuteczność afirmacji bezpośrednio, przez to co widzisz w trakcie ich powtarzania, czy o tym że sam akt urządzania przestrzeni pod praktykę jest jakimś rodzajem intencji i ta intencja robi robotę? Bo to są różne mechanizmy i różne wnioski 😀 Jeśli to pierwsze to wystarczy zamknąć oczy. Jeśli to drugie to możemy sobie darować układanie kwiatków i po prostu wejść mocno w intencję bez całej dekoracji. klimek, masz tu jakieś zdanie?
