Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, o czym mało kto mówi wprost, a moim zdaniem jest kluczowe - czy afirmacje mogą w ogóle zadziałać, jeśli nasze ciało jest dosłownie zatrute tym, co jemy? Nie mówię tu o jakimś dietetycznym moralizowaniu, ale o konkretnym mechanizmie. jeśli organizm jest przeciążony przetworzoną żywnością, cukrem, alkoholem - to jego pole energetyczne jest osłabione. A afirmacje działają właśnie na tym polu. Mam wrażenie, że wiele osób siada do powtarzania afirmacji i nic z tego nie wychodzi, a potem mówią że to nie działa - a tymczasem problem leży gdzie indziej. Co wy na to? Czy ktoś świadomie łączył zmianę diety z pracą afirmacyjną i zauważył różnicę?
No i właśnie! Ja od dawna mówię znajomym, że to wszystko jest ze sobą połączone. Wibracja ciała to nie jest jakiś abstrakt, to dosłownie częstotliwość, na której pracujesz. Jak jesz mięso i fast foody to twoja wibracja spada do bardzo niskiego poziomu - podobno jedzenie mięsa to ok. 150-200 Hz, a świeże warzywa i owoce to ponad 500 Hz. Na tej wyższej częstotliwości afirmacje po prostu łatwiej się "zczepiają" z polem wszechświata i manifestacja przychodzi szybciej. Testowałam to na sobie przez kilka miesięcy.
Dołożę swoje zdanie, ale mam pytanie od podstaw - czy to znaczy, że jak ktos je normalnie, ale nie jest weganem, to afirmacje mu nie zadziałają? 😉 Bo trochę tak to brzmi i szczerze się teraz zastanawiam, czy dlatego moje nie przynoszą efektów.
Nie, to nie znaczy, że musisz być weganką żeby cokolwiek działało. To byłoby dość absurdalne uproszczenie. Związek między dietą a skutecznością afirmacji jest subtelniejszy - chodzi raczej o ogólną żywotność i o to, ile energii zostaje ci po trawieniu i detoksykacji, żeby ją skierować na intencję. Ciężkie, przetworzone jedzenie na prawdę potrafi sprowadzić człowieka do takiego stanu, że ledwo funkcjonuje, a wtedy siedzenie z afirmacją jest bez sensu, bo umysł jest gdzie indziej. Ale to nie jest zero-jedynkowe.
A co z postem? bo slyszalem że w wielu tradycjach przed rytuałem albo jakąś ważną praktyką duchową robi się post, zeby oczyścić ciało. to chyba podobna zasada? czy ktoś probował robić afirmacje na czczo albo po krótkim poście i miał z tego jakies efekty?
Post przed praktyką to stara zasada i nie bez powodu. ale tu trzeba rozróżnić kilka rzeczy - post jako oczyszczenie to nie to samo co głodzenie się z przyzwyczajenia ani drastyczne diety. Krótki post, kilka godzin przed praktyką, rzeczywiście morze wyostrzyć koncentrację. Natomiast długotrwałe głodzenie osłabia ciało i niema sensu energetycznie. Sama zauważam, że kiedy ćwiczę runy rano, przed jedzeniem, mam wyraźnie spokojniejszy umysł i obrazy są czystsze. Ale to moje doświadczenie, nie żadna zasada dla wszystkich.
Kawa to ciekawy temat. Ja przez długi czas piłam kawę przed pracą z runami i nie zauważyłam żeby coś przeszkadzało. Ale jak na jakiś czas zrezygnowałam i zastąpiłam ją zieloną herbatą, to faktycznie coś się zmieniło w jakości skupienia. Trudno mi powiedzieć czy to kwestia kofeiny, cukru który do kawy dosypywałam, czy po prostu samego rytuału zmiany porannych nawyków. Może ktoś miał podobne obserwacje? 😉
No dobra, może te Hz to uproszczenie, przyznaję. Ale chodzi mi o sam kierunek - różne pokarmy mają inny wpływ na nasze pole. To czuć, nie trzeba tego mierzyć.
Rozumiem co próbujesz powiedzieć, ale "to czuć" to nie jest argument w dyskusji o tym, jak coś działa. Efekt placebo też czuć. Nie mówię, że dieta jest bez znaczenia - Florka napisała sensownie o układzie nerwowym i kortyzolu. Ale uzasadnianie tego niesprawdzalnymi wibracjami i polami, które "się zczepiają", powoduje że potem ludzie słyszą o afirmacjach i myślą że to jakieś hokus-pokus. A żywieniowy aspekt przygotowania do praktyki jest naprawdę sensowny, tylko nie potrzebuje takiej otoczki.
Nie za bardzo ogarniam te wszystkie mechanizmy ale mam pytanko - czy chodzi o samą diety czy też o konkretne produkty? bo czytałem gdzies że np kurkuma albo ashwaganda mają pomagać w pracy z podswiadomością. prawda czy mit?
Dziękuję za to wyjaśnienie, naprawdę dużo mi to daje. mam pytanie do osób, ktore rzeczywiście zmieniały dietę i robiły afirmacje - jak długo trwało, zanim poczułyście różnicę? Bo boję się zaczynać coś i po tygodniu porzucić bo nie widzę efektów.
Trafne pytanie i uczciwa odpowiedź jest taka że nie ma jednej liczby. Zmiany w ciele po zmianie diety to kwestia tygodni, nie dni. Ale zmiany w pracy afirmacyjnej można poczuć wcześniej, bo umysł reaguje szybciej niż ciało. Mnie zawsze interesowało co jest "pierwsze" w tym procesie - czy lepsze odżywianie poprawia skuteczność afirmacji czy może zaangażowanie w afirmacje motywuje do lepszej diety, bo zaczynasz myśleć o ciele poważniej. ojejciu, moim zdaniem działa w obie strony jednocześnie.
Do tej pory tylko czytałam, ale ale jak słyszę "żywotność ciała" to od razu myślę o kamieniach. mam kilka turmalinów i jeden duży kwarc różowy, kupiłem je do wsparcia energetycznego, ale teraz się zastanawiam czy może lepiej zadbać najpierw o to co jem zamiast wydawać na kamienie. czy to w ogóle ma sens łączyć te dwie rzeczy?
A co jeśli ktoś ma na przykład silną czwórkę w numerologii i jest z natury przyziemny, materialny? bo czytałam, że takie osoby mogą mieć trudniejszy kontakt z wyższymi wibracjami i morze właśnie dieta u nich odgrywa ważniejszą rolę niż u innych? 🙂 czy ktoś to analizował pod kątem numerologicznym?
Szczerze? 🙂 Numerologiczne uzasadnianie tego kto powinien jeść warzywa brzmi dla mnie jak nadbudowywanie systemu na systemie. Dieta wpływa na wszystkich podobnie fizjologicznie,niezależnie od liczby urodzenia. To że ktoś jest "czwórką" nie sprawia że inaczej trawi cukier.
Ojejku, tu się zgadzam z Lobelką. Natomiast wracając do pierwotnego pytania Florki - bo trochę odeszliśmy od sedna - myślę że kluczowe jest to słowo "żywotnność". Nie chodzi o konkretną dietę, weganizm, post ani żaden dogmat. Chodzi o to czy twoje ciało ma siłę i spokój żeby wejść w stan skupienia potrzebny do praktyki. Dla jednej osoby to będzie rezygnacja z alkoholu, dla innej wysypianie się, dla jeszcze innej po prostu niejedenie dużych posiłków przed ważną sesją. To jest indywidualne i naprawdę szkoda czasu na generalne przepisy.
