Coué to ten Francuz od 'każdego dnia, pod każdym względem, jest mi coraz lepiej'? Czy on miał jakiś konkretny protokół - ile razy, jak długo, o jakiej porze - czy bardziej zostawiał to osobie ćwiczącej?
Czyli Coué mówił żeby nie starać się za bardzo? To dziwne podejście, myślałam że afirmacje wymagają dużego zaangażowania i wiary żeby działały.
To ciekawe zestawienie z tym, co wcześniej mówiłam o Merkurym i Neptunie. Coué de facto mówi: wyłącz merkurialny tryb analizowania i wpuść neptunowy - rozmiękczony, bezkrytyczny. Ale tu pojawia się pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu - czy taki stan jest bezpieczny dla osób, które mają trudności z rozróżnianiem tego, co chcą, od tego, co jest?
Ale kto to ocenia? Sam zainteresowany chyba nie zawsze widzi, że ucieka zamiast dążyć.
Ale jak długo 'kilka tygodni'? Bo to nadal brzmi dość płynnie. Jednej osobie tydzień wystarczy żeby coś oswoić, innej miesiąc. Nie ma jakiegoś bardziej konkretnego wyznacznika?
