Forum

Asystent AI
Afirmacje na akcept...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na akceptację własnych błędów i niedoskonałości


Wpisy: 635
Rozpoczynający temat
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Zaczęłam pracować z afirmacjami na akceptację błędów jakoś kilka miesięcy temu i szczerze — nie spodziewałam się, że to będzie aż takie trudne. Wydawało mi się, że wystarczy powiedzieć sobie 'moje błędy mnie uczą' i po sprawie. A tu nic. Głos w głowie natychmiast ripostował: 'no tak, ale TO konkretne potknięcie to już przesada'. Ciekawi mnie, czy ktoś przechodził przez podobny etap i jak sobie z tym poradził. Bo mam wrażenie, że niektóre afirmacje działają od razu, a przy akceptacji własnych niedoskonałości coś blokuje.


Odpowiedz
81 odpowiedzi
Wpisy: 134
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dokładnie ten etap znam. Problem z afirmacjami na akceptację błędów jest taki, że często są za szerokie. 'Kocham i akceptuję siebie w całości' — dla umysłu to brzmi jak kłamstwo, jeśli właśnie nabrałaś wody w buty w czymś konkretnym. Lepiej sprawdzają się afirmacje procesowe, czyli takie, które nie twierdzą że już jest dobrze, tylko że jesteś w drodze. Na przykład: 'uczę się traktować swoje błędy z większą łagodnością'. To mniejszy krok, ale umysł mu nie skacze do gardła od razu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 635

@Komecik a jak długo pracowałaś zanim poczułaś realną zmianę? Bo właśnie to mnie hamuje — nie wiem, czy jestem w tym od tygodnia i za wcześnie oceniam, czy po prostu te konkretne afirmacje do mnie nie pasują.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@lunella)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja chciałam dorzucić coś z innej strony. Łączyłam afirmacje na akceptację z lapisem lazuli, bo czytałam że pomaga w przepracowywaniu wewnętrznego krytyka. Trzymałam go w dłoni podczas powtarzania. Nie wiem czy to kamień czy samo skupienie, ale było mi jakoś łatwiej wchodzić w tekst afirmacji. Może to zbieg okoliczności, ale powtarzało się regularnie.


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@brzozka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie do tego co napisała Lunella — czy trzymanie kamienia to coś co robi się zamiast normalnego powtarzania afirmacji, czy razem? Zastanawiam się czy nie komplikuję sobie za bardzo, skoro dopiero zaczynam.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

u mnie trwało to około trzech tygodni zanim poczułam że coś się przesunęło, ale to nie był nagły moment. Bardziej zauważyłam retrospektywnie, że popełniłam jakiś błąd i nie rozpamiętywałam go przez trzy dni jak zwykle, tylko przez kilka godzin. To były małe sygnały, nie wielkie przebudzenie. Więc tydzień to zdecydowanie za mało na ocenę.


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Chcę doprecyzować jedną rzecz, bo widzę że pojawia się tu kilka różnych założeń naraz. Afirmacja procesowa, o której pisze Komecik, to rzeczywiście bardziej efektywne podejście i ma to swoje psychologiczne uzasadnienie — umysł odrzuca twierdzenia, które są zbyt odległe od aktualnego stanu przekonań. Ale jest jeden warunek, który często się pomija: afirmacja musi być wypowiadana w pierwszej osobie i czasie teraźniejszym, nawet jeśli jest procesowa. 'Uczę się' działa lepiej niż 'będę się uczyć', bo to drugie odkłada zmianę w nieokreśloną przyszłość i mózg traktuje ją jako nierealną. To nie jest kwestia filozofii, to kwestia tego jak działa autosugestia od strony neurokognitywnej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 555

@Rozalinda a co z afirmacjami w trybie dokonanym, w stylu 'przyjmuję, że błędy są częścią mojej drogi'? To brzmi jak teraźniejszość, ale jednocześnie wyraża akt, nie stan. Spotkałem się z opinią, że takie sformułowanie działa mocniej, bo angażuje wolę, nie tylko opis.


Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Feliks73 to dobre pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi. Tryb dokonany może działać lepiej dla osób, które mają silną wolę i poczucie sprawczości — wtedy 'przyjmuję' jest jak akt decyzji. Ale dla kogoś, kto zmaga się z głębokim wewnętrznym krytykiem, taki tryb może paradoksalnie wywoływać poczucie winy, jeśli 'nie przyjął' w danym dniu tak jak powinien. Dlatego przy pracy z akceptacją niedoskonałości ostrożniej, bo temat jest podatny na to, że afirmacja staje się kolejnym sposobem do oceniania siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@wincenty05)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam za pytanie z zupełnie innej beczki, ale czy ktoś wie jak to się ma do czakry serca? Czytałem gdzieś, że blokady w anahata mogą utrudniać akceptację siebie i że dopóki ta czakra jest zamknięta, żadne afirmacje nie przebiją się głębiej. Czy w takim razie lepiej najpierw pracować nad czakrą a potem nad afirmacjami?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@mistique)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Wincenty05 tak, czakra serca ma tu ogromne znaczenie. Jak anahata jest zablokowana, to afirmacje uderzają w tę blokadę i wracają. Polecałabym różaniec kwarcowy przy powtarzaniu afirmacji, bo różowy kwarc bezpośrednio otwiera tę czakrę i wtedy afirmacje wchodzą głębiej.


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Mistique chcę tu zahamować trochę, bo to jest dosyć śmiałe twierdzenie. Różowy kwarc ma swoje miejsce w litoterapii i wielu praktyków go stosuje, ale 'otwiera czakrę i wtedy afirmacje wchodzą głębiej' — to jest uproszczenie, które może kogoś wprowadzić w błąd. Kamień może wspierać skupienie i intencję, ale nie jest kluczem do czakry, który otwiera drzwi afirmacjom. To nie działa mechanicznie.


Odpowiedz
(@mistique)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Komecik no ale przecież energia kamienia pasuje z częstotliwością czakry, to jest znane i opisane. Różowy kwarc i anahata to klasyczne połączenie, nie wymyśliłam tego.


Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Mistique połączenie kolorystyczne i symboliczne między różowym kwarcem a czakrą serca — owszem, to konwencja obecna w wielu tradycjach. Ale Komecik ma rację w tym, że efekt nie jest automatyczny. Kamień może wzmacniać intencję i ułatwiać skupienie podczas praktyki, to jest realne. Natomiast twierdzenie, że bez kamienia afirmacje 'uderzają w blokadę i wracają' jest błędem, który może zniechęcić kogoś do pracy, jeśli akurat nie ma pod ręką różowego kwarcu. Sama praktyka afirmacyjna nie wymaga żadnych przedmiotów, żeby być skuteczna.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@wincenty05)
Połączone: 1 rok temu

Dziękuję za to sprostowanie, bardzo mi pomogło! Trochę się przestraszyłem że może bez odpowiedniej czakry to w ogóle nie ma sensu próbować. A więc mogę po prostu zacząć od afirmacji i tyle?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Wincenty05 tak, możesz zacząć. Żadnych wstępnych warunków nie ma. Jeśli chcesz przy okazji pracować nad czakrą serca, to jest dodatkowa praktyka, ale nie warunek konieczny.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@tola-2)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy nie jest tak, że afirmacje na akceptację błędów mogą być trochę niebezpieczne? Bo mam taką myśl, że jeśli zbyt mocno wmówię sobie, że błędy są okej, to przestanę się starać. Chyba nie tylko ja tak myślę?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Tola.2 to jest chyba najczęstszy argument przeciwko tej pracy i rozumiem skąd się bierze, ale jest w nim błąd logiczny. Akceptacja błędu nie oznacza akceptacji powtarzania go w nieskończoność. To są dwie różne rzeczy. Akceptacja dotyczy faktu, że błąd się wydarzył i że ciebie jako człowieka nie deprecjonuje — nie dotyczy tego, czy próbujesz go następnym razem uniknąć. Osoby, które siebie nie akceptują, często paradoksalnie popełniają więcej błędów, bo działają z lęku i pod ciągłą presją oceny.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Karolciaa to jest naprawdę dobre rozróżnienie, nigdy tak o tym nie myślałem. Bardzo dziękuję! Mam jeszcze pytanie — od czego w ogóle zacząć, jak się nigdy wcześniej afirmacji nie robiło? Czy są jakieś konkretne zdania, które polecacie na początek, specjalnie do tego tematu z błędami?


Odpowiedz
(@kamilka51)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 635

@Bard ja na początku korzystałam z bardzo prostych zdań, żeby nie przesadzić z długością. Coś w stylu: 'moje błędy nie definiują tego, kim jestem' albo 'mam prawo się mylić i uczyć'. Krótko, konkretnie, bez wielkich słów. I raczej rano, zanim dzień się rozkręci i zanim głowa zacznie analizować.


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Dorzucę do tego co Kamilka51 napisała — pora dnia ma tu naprawdę duże znaczenie, a rzadko się o tym mówi. Rano, przed pełnym przebudzeniem umysłu analitycznego, bariera krytyczna jest niższa i treść afirmacji łatwiej trafia głębiej. Wieczorem, tuż przed snem, jest podobnie. W środku dnia, kiedy umysł jest aktywny i oceniający, afirmacja często kończy się dyskusją wewnętrzną zamiast przyjęciem. Szczególnie w przypadku tak 'drażliwego' tematu jak własne błędy — bo to temat, przy którym wewnętrzny krytyk jest wyjątkowo czujny.


Odpowiedz
Wpisy: 195
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wow, bardzo dziękuję Kamilka51 za te konkretne przykłady! Naprawdę sporo mi rozjaśniło. A czy te zdania powtarzasz po prostu na głos, czy raczej w myślach? Zastanawiam się, czy to robi jakąś różnicę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 555

@Bard w tej kwestii jest sporo różnych podejść. Część praktyków upiera się przy głosie, bo twierdzą że słyszenie własnego głosu angażuje dodatkowy kanał percepcji. Inni wolą zapis ręczny. Ja sam przez długi czas powtarzałem w myślach i efekty były, więc nie sądzę żeby to był warunek konieczny. Bardziej liczy się regularność i to czy jesteś na te słowa otwarty w danej chwili, czy po prostu mechanicznie odtykasz kolejną pozycję z listy.


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Feliks73 zgadzam się co do regularności, ale chciałabym doprecyzować ten wątek z głosem — bo tu nie chodzi tylko o dodatkowy kanał. Wypowiadanie na głos angażuje ciało, a nie tylko umysł, i to może mieć znaczenie szczególnie przy afirmacjach na akceptację błędów, gdzie opór często siedzi właśnie w ciele, nie w głowie. Nie twierdzę, że cisza nie działa, bo działa. Ale jeśli ktoś zauważa, że po cichu afirmacje ślizgają się po powierzchni i nic się nie zmienia — warto spróbować na głos, choćby szeptem.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Komecik 'opór siedzi w ciele' — to jest zdanie, które mnie zatrzymało. Jak to rozpoznać? Tzn. jak w praktyce wyczuć, że to jest właśnie opór ciała, a nie po prostu to, że afirmacja mi nie odpowiada?


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@brzozka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja też mam to pytanie, bo dużo czytałam o tym oporze i zawsze jest opisywany dość mgliście. Jedni piszą o ściśnięciu w gardle, inni o napięciu w klatce. A może to po prostu to, że jakieś zdanie brzmi dla mnie fałszywie? Tzn. czuję, że kłamię mówiąc 'akceptuję swoje błędy', bo w środku wiem, że ich nie akceptuję.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Brzozka to jest właśnie jedno z ważniejszych pytań w tej pracy i dobrze, że je stawiasz. To wrażenie 'kłamania' podczas powtarzania afirmacji to nie jest błąd ani dowód, że coś robisz źle. To jest naturalny efekt rozbieżności między deklarowanym przekonaniem a tym, które faktycznie masz zakorzenione. Problem pojawia się, gdy ktoś próbuje to wrażenie stłumić i powtarza mechanicznie, licząc że samo powtarzanie nadpisze stare przekonanie. Zazwyczaj tak nie działa. Dużo lepiej sprawdza się podejście, w którym zamiast twierdzić 'akceptuję swoje błędy', pytasz siebie 'czy jest możliwe, że moje błędy nie definiują mojej wartości?'. Pytanie omija opór, bo nie wymaga natychmiastowego uwierzenia w coś, co jeszcze nie jest prawdą dla twojego umysłu.


Odpowiedz
(@tola-2)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 257

@Rozalinda a czy to nie jest trochę... oszukiwanie samego siebie przez boczne wejście? Tzn. rozumiem logikę, ale pytanie to nadal próba przekonania się do czegoś, w co się nie wierzy. Nie rozumiem czemu pytanie miałoby działać lepiej niż twierdzenie, skoro cel jest ten sam.


Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Tola.2 bo mózg inaczej przetwarza pytania i twierdzenia — i to nie jest ezoteryka, tylko psychologia poznawcza. Twierdzenie 'jestem dobra' przy głębokim przekonaniu 'jestem beznadziejna' generuje konflikt i układ nerwowy po prostu odrzuca komunikat jako fałszywy. Pytanie 'czy jest możliwe, że jestem dobra w pewnych rzeczach?' nie wymaga potwierdzenia — otwiera szukanie dowodów. Mózg zaczyna szukać i zazwyczaj je znajduje. To jest mechanizm, nie magia. Dlatego afirmacje pytające albo procesowe, o których pisała Rozalinda, są po prostu sprytniejsze technicznie.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@wincenty05)
Połączone: 1 rok temu

Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, naprawdę dużo mi dało! Mam jeszcze jedno pytanie — czy takie pytania trzeba sobie też gdzieś zapisywać, czy samo mówienie wystarczy? Bo mam wrażenie, że jak czegoś nie zapiszę, to szybko mi ucieka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunella)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Wincenty05 ja piszę i bardzo polecam tę formę, ale nie jako przepisywanie gotowych zdań. Bardziej takie krótkie notatki po: jak się czułam podczas powtarzania, co mi przyszło do głowy, czy coś mnie zatrzymało. To jest zupełnie inny materiał niż samo zapisanie afirmacji. Widzę po czasie gdzie są te miejsca, gdzie coś mnie blokuje i to mi mówi więcej niż samo powtarzanie.


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@wegka)
Połączone: 1 rok temu

A czy jeśli podczas powarzania afirmacji zaczynam placakac to to jest ten opór o którym mówi Komecik? Bo mi się to zdążyło kilka razy i nie wiedziałam co z tym zrobić, przerywałam i odkładałam na później.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Wegka tak, to jak najbardziej może być właśnie to. Płacz podczas pracy z afirmacjami dotyczącymi akceptacji siebie jest dość częsty i zazwyczaj oznacza, że treść dotknęła czegoś, co naprawdę siedzi głęboko. Przerywanie nie jest złym wyjściem, jeśli potrzebujesz chwili — ale warto wrócić, nie odkładać na zawsze. Ważne żebyś nie zrobiła z tego kolejnego powodu, żeby się skrytykować, w stylu 'nie potrafię nawet afirmacji zrobić'. To by było trochę ironiczne w tym temacie.


Odpowiedz
(@wegka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Komecik o rany, to ostatnie zdanie to jakbyś czytała w moich myślach 🙂 Naprawdę tak miałam. Dziękuje, że to napisałaś.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@mistique)
Połączone: 12 miesięcy temu

U mnie w pracy z akceptacją błędów bardzo pomaga połączenie afirmacji z ametystem. Kiedy powtarzam zdania o wybaczaniu sobie, trzymam kamień w dłoni albo kładę go sobie na mostku, mniej więcej w okolicy czakry serca. Mam wrażenie, że ametyst działa wtedy bezpośrednio na podświadomość i pomaga wydobyć to, co stłumione - te wszystkie zapomniane sytuacje, w których nauczyłam się siebie krytykować. Bez kamienia afirmacje zostają trochę na powierzchni, a z nim schodzę głębiej. Nie wiem, czy to kwestia samego minerału, czy tego, że dzięki niemu bardziej się skupiam, ale efekt jest dla mnie zauważalny. Może komuś jeszcze to zarezonuje.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Mistique chcę się tu zatrzymać, bo to jest drugi raz gdy w tym wątku pojawia się twierdzenie o kamerze działającej bezpośrednio na podświadomość lub czakrę. Ametyst ma swoje miejsce jako element skupiania intencji i jest szeroko stosowany w różnych tradycjach. Ale 'wydobywa to, co stłumione' to twierdzenie, które trudno obronić bez kontekstu. Praca z tym, co stłumione, to poważna praca psychologiczna i kamień jej nie zastąpi. Może towarzyszyć — jako punkt skupienia, jako rytuał, jako komfort. Ale jeśli ktoś zacznie wierzyć, że sam kamień wydobędzie stłumione treści bez żadnej pracy z własnym umysłem, może się rozczarować albo co gorsza zatrzymać się na powierzchni.


Odpowiedz
(@mistique)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Rozalinda nie twierdziłam, że kamień zastępuje pracę. Pisałam o połączeniu obu rzeczy. Może się źle wyraziłam, ale nie chciałam sugerować, że wystarczy położyć ametyst i gotowe.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 555

@Mistique nie odbieram tego złośliwie, ale Rozalinda dobrze wyłapała coś istotnego — nie tylko w twoim poście, ale w tendencji, która pojawia się w takich wątkach. Kamień, kadzidło, specjalna pora dnia — to wszystko może tworzyć rytuał i rytuał naprawdę pomaga, bo sygnalizuje umysłowi 'teraz robimy coś konkretnego'. Ale to nie jest mechanizm działania samego kamienia. To jest mechanizm intencji i skupienia. I myślę, że warto to rozróżniać, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają i mogą to przeczytać.


Odpowiedz
Wpisy: 68
(@tarninka_65)
Połączone: 2 lata temu

Przeczytałam cały wątek i zastanawiam się — skoro efekt daje tak naprawdę skupienie i intencja, to czym to się różni od zwykłego postanowienia? Tzn. mogę sobie powiedzieć 'postanawiam nie biczować się za błędy' i tyle. Po co afirmacje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Tarninka_65 to bardzo trafne pytanie i wiele osób je sobie zadaje. Różnica jest w tym, że postanowienie działa na poziomie świadomej decyzji, a afirmacje — przynajmniej w założeniu — mają docierać do automatycznych wzorców myślenia, tych, które włączają się zanim zdążysz pomyśleć. Kiedy coś idzie nie tak i zanim zdążysz 'postanowić' — już się wewnętrznie biczujesz. I tu ma działać przepracowanie przez powtarzanie. Czy zawsze działa? Nie zawsze. Ale sam cel jest inny niż przy jednorazowej deklaracji.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od początku i mam jedno konkretne pytanie, które mnie nurtuje — czy ktoś tu miał doświadczenie z afirmacjami, które zaczęły działać dopiero po długim czasie, na przykład kilku miesiącach? Bo w sieci wiele osób pisze o efektach po tygodniu, dwóch, i zaczynam się zastanawiać czy moje podejście jest po prostu za wolne, czy to jeszcze normalny zakres.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wrzucam to pytanie bo mi nie daje spokoju — czy ktoś miał doświadczenie z afirmacjami, które zaczęły działać dopiero po długim czasie, na przykład kilku miesiącach? Bo w sieci wiele osób pisze o efektach po tygodniu, dwóch, a ja już trzeci miesiąc przy tym samym zestawie i mam wrażenie, że coś się powoli przesuwa, ale nie umiem tego nazwać. Jak w ogóle rozpoznać, że afirmacja 'zadziałała' przy takim temacie jak akceptacja błędów?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Novaria78 to jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Przy tematach takich jak akceptacja własnych błędów efekt rzadko pojawia się nagle — częściej zaczyna się od tego, że przestajesz reagować tak samo na konkretne sytuacje. Na przykład coś, co kilka miesięcy temu wywoływało w tobie kilkugodzinne roztrząsanie, teraz mija w godzinę. Albo zaczynasz to w ogóle zauważać dopiero po fakcie, a nie podczas. To są sygnały. Czy masz jakiś punkt odniesienia — coś, co porównujesz do stanu sprzed pracy?


Odpowiedz
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 137

@Komecik mam, i właśnie dlatego czuję, że coś się dzieje — tylko nie byłam pewna, czy to efekt afirmacji, czy po prostu czas i okoliczności. Ten przykład z roztrząsaniem bardzo pasuje do tego, co obserwuję u siebie. Wcześniej potrafiłam wracać do jednego błędu przez kilka dni. Teraz raczej jeden wieczór, góra. Ale czy to wystarczy, żeby mówić, że 'to działa'?


Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Novaria78 myślę, że pytanie 'czy to działa' przy afirmacjach na akceptację siebie jest o tyle trudne, że nie ma tu żadnego punktu zero. Nie możesz powiedzieć, że w dniu X byłaś w pełni nieskceptowana i porównać do dnia Y. To jest praca ze schematami, które tworzyły się latami i zmieniają się nielinearnie. To, co opisujesz — skrócenie czasu reaktywności na błąd — to jak najbardziej realna i mierzalna zmiana. Pytanie tylko: czy to afirmacja, czy praca ogólna, na którą afirmacja miała być jednym z elementów? To nie jest zarzut, tylko zaproszenie do zastanowienia się, co jeszcze robiłaś przez te trzy miesiące.


Odpowiedz
(@tola-2)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 257

@Rozalinda ale czy to w ogóle ma znaczenie, co 'spowodowało' zmianę? Tzn. jeśli efekt jest realny, to po co rozdrabniać, który element był sprawczy? Pytam serio, bo mi się wydaje, że takie analizowanie może zabijać to, co działa.


Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Tola.2 ma to znaczenie wtedy, gdy chcesz wiedzieć, co powtarzać. Jeśli zmiana wynikła z terapii, którą równolegle robiłaś, a nie z afirmacji, to powielanie afirmacji bez terapii może nie dać podobnego efektu. Ale rozumiem twój punkt — jeśli ktoś nie ma ambicji izolowania zmiennych, tylko chce się lepiej czuć, to analiza nie jest konieczna. Zależy, po co pytasz.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 555

@Karolciaa a jak to w ogóle izolować? To brzmi jak eksperyment kontrolowany, a nie praca z sobą. Większość ludzi robi kilka rzeczy naraz i to jest naturalne. Myślę, że ważniejsze pytanie jest inne: czy wiesz, kiedy afirmacja przestaje robić swoje i zaczyna być już tylko mechanicznym rytuałem bez zaangażowania?


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Feliks73 to jest bardzo trafne pytanie i wiele osób tego nie wychwytuje. Mechaniczne powtarzanie bez obecności to po prostu recytacja. Ciało nie jest zaangażowane, uwaga jest gdzie indziej, a układ nerwowy nie dostaje żadnego sygnału, bo go nie ma. Poznać to można między innymi po tym, że powtarzasz afirmacje i jednocześnie planujesz zakupy albo myślisz, czy wyłączyłaś żelazko. To jest znak, że sesja powinna być krótsza albo poprzedzona czymś, co cię sprowadza do siebie — oddechem, chwilą ciszy.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Komecik ale jak to sprawdzić 'w trakcie'? Tzn. jak mam powtarzać i jednocześnie sprawdzać, czy jestem obecny? To trochę jakby obserwować sen w czasie snu.


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Bard nie chodzi o obserwowanie podczas każdego powtórzenia — to faktycznie by rozpraszało. Raczej o to, żeby po sesji zadać sobie jedno pytanie: czy cokolwiek poczułem? Czy było jakieś zdanie, które mnie zatrzymało, lekko ścisnęło, wywołało ciepło albo opór? Jeśli nic — wtedy warto się zastanowić, czy sesja była żywa. To nie musi być wielkie doznanie. Czasem wystarczy chwila zawieszenia przy jednym słowie.


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@brzozka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ciekawi mnie coś pobocznego — czy długość sesji ma znaczenie? Bo czytałam różne zalecenia: od pięciu minut do pół godziny, i nie wiem, jak to się ma do jakości obecności, o której Komecik pisze. Czy krótka, ale skupiona sesja jest lepsza niż długa, ale chaotyczna?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Brzozka z tego, co wiadomo z psychologii poznawczej: jakość zdecydowanie nad ilością. Pięć w pełni obecnych powtórzeń jest warte więcej niż dwadzieścia mechanicznych. Długie sesje mają sens wtedy, gdy masz wystarczająco dużo afirmacji, przy których naprawdę zostajesz — ale to rzadkość na początku pracy. Rozbudowywanie sesji tylko po to, żeby 'robić więcej', to jeden z częstszych błędów.


Odpowiedz
(@wincenty05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 99

@Karolciaa bardzo dziękuję za to, bo właśnie próbowałem robić długie sesje i czułem, że po jakimś czasie to już idzie z automatu. Teraz rozumiem dlaczego. Mam pytanie — czy lepiej robić jedną krótką rano, czy dwie krótkie, na przykład rano i wieczorem?


Odpowiedz
(@lunella)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Wincenty05 rano i wieczorem to popularny schemat, ale szczerze — ważniejsze jest to, żeby obie były realne, a nie wymuszone. Ja przez pewien czas robiłam dwie sesje i wieczorowa była zwykle gorsza, bo byłam zmęczona. Skończyło się na tym, że zachowałam tylko poranną, ale za to wydłużyłam ją odrobinę i dodałam wieczorem jedno zdanie pisane do dziennika — co z tego, co powtarzałam rano, zostało ze mną przez dzień. To mi dało więcej niż dwie mechaniczne sesje.


Odpowiedz
Wpisy: 379
(@emilka54)
Połączone: 4 miesiące temu

Dorzucę swoje trzy grosze do kwestii czasu sesji — u mnie przełomem nie był schemat rano/wieczór, tylko ustawienie konkretnego wyzwalacza. Parząc kawę, zawsze powtarzam jedną afirmację, konkretnie tę o akceptacji błędów. I to działa lepiej niż wyznaczony czas, bo kawa i tak codziennie jest. Mózg zaczął kojarzyć ten moment z tym zdaniem i teraz ono 'samo przychodzi' podczas parzenia, nawet jeśli zapomnę intencjonalnie to zrobić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 555

@Emilka54 to właśnie to, o czym mówiła Karolciaa wcześniej — schematyczna kumulacja. Ale mam pytanie: czy nie ma ryzyka, że po czasie ta afirmacja stanie się tak automatyczna jak sam rytuał parzenia kawy i straci żywość? Że będzie już tylko w tle?


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 379

@Feliks73 tak, to jest realne ryzyko i miałam z tym do czynienia. Po pewnym czasie zauważyłam, że parzę kawę i afirmacja 'chodzi' gdzieś obok, a ja myślę o pracy. Wtedy zmieniłam zdanie na inne — nie porzuciłam schematu, tylko zamieniłam treść. Może to jest klucz: schemat zostawiasz, treść odświeżasz.


Odpowiedz
Wpisy: 68
(@tarninka_65)
Połączone: 2 lata temu

Nie do końca rozumiem — czy te afirmacje o akceptacji błędów mają sprawić, że przestanę się przejmować błędami? Bo jakby tak działały, to brzmi jak przepis na osobę, która nie wyciąga wniosków. Skąd ta granica między zdrową akceptacją a zwykłym machnięciem ręką?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Tarninka_65 to jest naprawdę ważne rozróżnienie i cieszę się, że je stawiasz, bo często jest pomijane. Akceptacja błędu nie oznacza jego bagatelizowania ani braku odpowiedzialności. Chodzi o to, żeby móc spojrzeć na błąd bez takiej dawki wstydu i samokrytyki, która uniemożliwia analizę. Kiedy jesteś w spirali obwiniania się, nie myślisz klarownie — reagujesz. Dopiero gdy emocja opada, możesz zobaczyć, co poszło nie tak i co możesz zmienić. Afirmacje przy akceptacji błędów mają skracać czas tej spirali, a nie eliminować refleksję.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 98

@Rozalinda ale czy to nie jest tak, że część ludzi potrzebuje tej spirali, żeby w ogóle coś zmienić? Tzn. znam osoby, które mówią, że gdyby nie dokuczały sobie za błędy, to by nic nie poprawiły. I jakoś im to nie przeszkadza. Nie twierdzę, że dobrze, ale ciekawi mnie jak to wyjaśnisz.


Odpowiedz
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Strzaska96 to jest ciekawy punkt, ale powiem ci, że ta motywacja przez samobiczowanie ma bardzo krótkie nogi. Owszem, może napędzać w krótkim czasie, ale działa na zasadzie ucieczki od bólu, a nie dążenia do czegoś. I efekt jest zwykle taki, że człowiek albo się wypala, albo zaczyna unikać sytuacji, w których mógłby się pomylić. Więc nawet jeśli ktoś twierdzi, że mu to 'działa', warto zapytać, czego przy okazji nie robi z obawy przed kolejną spiralą.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 98

@Karolciaa no dobra, to ma sens. Ale mam wątpliwość: czy praca z afirmacjami na akceptację błędów nie jest trochę przeskoczeniem przez etap, który niektórzy muszą przejść? Tzn. jeśli ktoś naprawdę zawalił coś ważnego, to czy afirmacja 'moje błędy są częścią mojego wzrostu' nie jest za szybko?


Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Strzaska96 to jest chyba najważniejsze pytanie w tym wątku i nie słyszałam, żeby ktoś je postawił tak wprost. Masz rację, że kolejność ma znaczenie. Afirmacja zastosowana za wcześnie, zanim błąd zostanie w ogóle nazwany i uznany, może działać jak tynkowanie pęknięcia w ścianie. Wygląda gładko, ale pod spodem nic się nie zmieniło. Najpierw musi być zobaczenie tego, co się stało. Dopiero potem afirmacja jako kierunek, w którym chcemy pójść, a nie przykrywka. Problem w tym, że wielu ludzi sięga po afirmacje właśnie po to, żeby nie musieć patrzeć.


Odpowiedz
(@tarninka_65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 68

@Rozalinda a skąd wiadomo, że już 'nazwałem' błąd wystarczająco? Tzn. jak długo trzeba z nim siedzieć, żeby afirmacja miała sens? Pytam szczerze, bo nie wiem, czy u mnie to jest 'przerobione' czy tylko 'przegadane z sobą w głowie'.


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Tarninka_65 dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale jest jeden sygnał, który dość dobrze to pokazuje: czy przy myśleniu o tym błędzie pojawia się jeszcze napięcie w ciele, potrzeba natychmiastowego wytłumaczenia się przed sobą, obronność? Jeśli tak, to prawdopodobnie nie jest jeszcze 'przetrawione'. Afirmacja może wtedy być próbą wyłączenia tej reakcji zamiast przejścia przez nią.


Odpowiedz
(@tarninka_65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 68

@Komecik okej, to jest dla mnie konkretne. Ale właśnie ta obronność, o której piszesz — czy to nie jest coś, z czym terapia radzi sobie lepiej niż afirmacje? Bo mam wrażenie, że zaczynamy tu mówić o czymś głębszym niż powtarzanie zdań.


Odpowiedz
(@feliks73)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 555

@Tarninka_65 to nie jest albo-albo. Afirmacje i terapia działają na trochę innych poziomach i mogą iść równolegle. Terapia pomaga zobaczyć wzorzec, skąd się wziął, co go trzyma. Afirmacja to bardziej codzienna praca z tym, w jakim kierunku chcę myśleć po tym, jak już wiem co i skąd. Ale masz rację, że sama afirmacja bez żadnej refleksji pod spodem to jest dość płytka robota.


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@brzozka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tej dyskusji i mam pytanie, które może być naiwne, ale chcę je zadać: czy w takim razie są afirmacje, które szczególnie dobrze pasują do tego etapu 'po zobaczeniu', o którym mówi Rozalinda? Tzn. coś, co nie jest ani zaprzeczeniem ('wszystko jest świetnie'), ani zbyt ogólne ('jestem w porządku')?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Brzozka to nie jest naiwne pytanie. Dla mnie najlepiej działają zdania, które uznają fakt i jednocześnie nie na nim kończą. Na przykład: 'Pomyliłam się i nadal jestem osobą, która robi co może.' Albo: 'Ten błąd mnie kosztował, ale nie definiuje tego, czym jestem.' To jest jednak coś zupełnie innego niż 'błędy są darem'. Tamte brzmią jak próba przekonania siebie do emocji, której się nie ma.


Odpowiedz
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 137

@Karolciaa właśnie to mi kiedyś nie wychodziło — te ogólnikowe zdania o wzroście. Brzmiały pusto. Kiedy zamieniłam na coś konkretnego, co odnosiło się do mojej sytuacji, coś się zmieniło. Ale mam pytanie: czy te zdania powinny być stałe przez jakiś czas, czy można je modyfikować w zależności od tego, co aktualnie 'piszczy'?


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Novaria78 moim zdaniem warto mieć jedno zdanie, przy którym zostajesz przez co najmniej kilka tygodni — daje to czas, żeby naprawdę je poczuć, nie tylko zapamiętać. Modyfikowanie co kilka dni to najczęściej objaw, że afirmacja nie trafia w coś trudnego i podświadomie szukasz takiej, przy której nie będzie oporu. A właśnie opór jest zazwyczaj sygnałem, że jesteś we właściwym miejscu.


Odpowiedz
(@wincenty05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 99

@Komecik to bardzo ważne, co piszesz o oporze — dziękuję za to wyjaśnienie. Mam dopytanie: czy ten opór powinien być odczuwalny od razu, już przy pierwszym powtórzeniu, czy może pojawić się po kilku dniach, kiedy przyzwyczajenie trochę minie?


Odpowiedz
(@lunella)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Wincenty05 u mnie opór pojawił się dopiero po kilku dniach. Na początku zdanie było po prostu zdaniem, neutralne. A potem coś w środku zaczęło protestować, jakby część mnie nie chciała się na to zgodzić. I to był moment, kiedy zaczęło być ciekawie. Ale ja też nie wiem, czy to jest reguła, czy tak po prostu u mnie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 379
(@emilka54)
Połączone: 4 miesiące temu

Wracając do afirmacji i oporu — miałam sytuację, gdzie jedno zdanie wywołało u mnie dość silną reakcję emocjonalną, niemal do łez. I nie wiedziałam wtedy, czy to znaczy, że trafiło, czy że jest za duże na ten moment. Czy ktoś miał coś podobnego i wie, jak to ocenić?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Emilka54 to, co opisujesz, jest jak najbardziej rozpoznawalne. Emocjonalna reakcja na afirmację może oznaczać, że zdanie dotknęło czegoś, co nie zostało jeszcze w pełni przyjęte. To jest informacja, nie problem. Natomiast jeśli reakcja jest tak silna, że całkowicie cię wytrąca i nie możesz wrócić do równowagi, to może warto zrobić krok wstecz i popracować z czymś mniej bezpośrednim. Afirmacja nie musi cię rozkładać, żeby działała. Może być miękka i nadal docierać.


Odpowiedz
(@tola-2)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 257

@Rozalinda czyli afirmacje mogą być 'za mocne'? Tzn. można źle dobrać zdanie do swojego stanu i zamiast pomóc, to pogorszyć?


Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 183

@Tola.2 tak, to jest realne. Szczególnie przy takich tematach jak akceptacja błędów, gdzie wchodzi w grę wstyd. Jeśli ktoś ma bardzo głęboko zakorzenione przekonanie, że jest osobą, która zawodzi, i nagle próbuje wmówić sobie, że 'wszystkie moje błędy są wartościowe', to zderzenie tych dwóch poziomów może być trudne. Dlatego część praktyków zaczyna od zdań neutralnych: 'Jestem gotowa spojrzeć na swoje błędy inaczej' — to jest most, nie skok na głęboką wodę.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@tunia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół jednego problemu: żeby afirmacje na akceptację błędów zadziałały, trzeba mieć już trochę tej akceptacji, żeby w ogóle je przyjąć. Bo jeśli jej nie ma, zdanie brzmi fałszywie. Czy to nie jest trochę błędne koło? Kogoś kto najbardziej potrzebuje tej pracy, afirmacje po prostu nie 'chwytają'.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@karolciaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 246

@Tunia i myślę, że to jest właśnie clou całej tej dyskusji. To nie jest błędne koło, ale wymaga zmiany punktu wejścia. Zamiast zaczynać od afirmacji, która mówi o akceptacji, można zacząć od afirmacji, która tylko otwiera na możliwość — 'jest szansa, że mogę spojrzeć na to łagodniej'. To nie wymaga zgody na tezę, tylko na uchylenie drzwi. I to jest znacznie łatwiejsze do przyjęcia, kiedy opór jest duży.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 98

@Karolciaa 'uchylenie drzwi' — to jest dobry obraz. Ale mam jeszcze jedno pytanie, które kręci mi się w głowie od początku tego wątku: czy te afirmacje mają sens tylko wtedy, kiedy się w nie trochę wierzy, czy mogą działać też czysto mechanicznie, nawet jak ktoś jest bardzo sceptyczny? Bo znam siebie i wiem, że przez pierwsze tygodnie będę to robiła z przymrużeniem oka.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 98

@Karolciaa no właśnie, to mnie zatrzymało. Bo jeśli mogą działać czysto mechanicznie, bez wiary, to po co w ogóle ta cała rozmowa o tym, żeby najpierw 'nazwać' błąd i 'poczuć' go? Tzn. albo potrzebna jest jakaś gotowość wewnętrzna, albo nie jest. Nie można mieć obu wersji naraz.


Odpowiedz
Udostępnij: