Myślę o tym już którys raz nad czymś, o czym rzadko się tu mówi wprost. afirmacje działają inaczej, kiedy nie są tylko techniką psychologiczną, tylko częścią szerszego systemu wiary. I mam na myśli konkretnie różnicę między panteizmem a panenteizmem, bo to nie jest to samo, a ma znaczenie dla tego, JAK formułujesz afirmacje i czego tak naprawdę od nich oczekujesz. W panteizmie bóstwo jest tożsame ze wszechświatem, ty jesteś częścią bóstwa, więc afirmacja to nie prośba skierowana na zewnątrz, tylko uświadamianie sobie tego, co już jest... W panenteizmie bóstwo ZAWIERA wszechświat, ale go przekracza, więc afirmacja ma trochę inny charakter, jest jakby dialogiem, a nie samouświadomieniem. Czy ktoś wogóle tak myśli o swoich afirmacjach? Tzn. czy wasza praktyka afirmacyjna wynika z jakiegoś konkretnego systemu, czy to bardziej technika bez zaplecza?
Ojejku, to ciekawe rozróżnienie ale mam wrażenie, że większość ludzi używających afirmacji w ogóle nie zastanawia sie, jaka ontologia za tym stoi... Mówią "jestem zdrowy i szczęśliwy" bo gdzieś przeczytali, że to działa. I często działa, bo mechanizm jest bardziej psychologiczny niż teologiczny. Nie mówię że kontekst wiary jest nieważny, ale chyba przeceniasz wpływ tego rozróżnienia na codzienną praktykę 😛
Mam pytanie do Lobelki bo trochę gubie się w tej terminologii. mhm,panenteizm to jest np. to, co mają Whitehead albo Teilhard de Chardin, tak? Bo kojarzę to z filozofią procesu, ale nie wiem czy dobrze łączę wątki
Oho, może nie w temat, ale ale czy to znaczy, że afirmacje w ogóle działają inaczej zależnie od tego, w co się wierzy? Tzn. ja robiłam afirmacje trochę "w ciemno", bez żadnego systemu, i tesz coś czułam. czy to znaczy, że robiłam to źle?
A ja się zastanawiam, czy nie jest tak że afirmacje "bez systemu" mogą być nawet skuteczniejsze, bo człowiek nie blokuje się żadną teologią? oj tam, mam koleżankę, która medytuje i robi afirmacje od lat, a jak jej zaczniesz mówić o filozofii procesu czy panteizmie, to oczy szklistą i po połowie skuteczności. Za dużo myślenia chyba przeszkadza
Ojejciu, szczerze? Mnie ten cały panteizm i panenteizm brzmi jak akademicka gimnastyka. Efekt afirmacji to chyba w 90% autosugestia i neuroplastycznosc, a reszta to kwestia gustu co sobie dookreślisz jako ramy. nie widzę żeby wybor "bóg jest wszechświatem" albo "bóg jest w wszechświecie i ponad nim" znacząco wpływał na to, czy powtarzanie zdań rano przed lustrem zmieni moje nawyki myślowe
Hmm, ale jednak wychodzi na to, że afirmacja "przyciągam obfitość" ma inny ciężar emocjonalny dla kogoś, kto uważa że wszechświat jest żywy i odpowiada, niż dla kogoś kto uważa to za pusty rytuał bez sensu. mhm, emocja przy wypowiadaniu to nie jest mała sprawa 😛 Badania nad afirmacjami sugerują, że bez ładunku emocjonalnego to po prostu szum.
No wlasnie! mnie zawsze mówiono żeby CZUĆ afirmacje a nie tylko mówić. i teraz jak czytam co Lobelka napisała na początku, to rozumiem skąd ta różnica w czuciu bierze się u różnych ludzi. jedna osoba czuje że "rozmawia z czymś", inna że "przypomina sobie coś co juz jest". obie coś czują ale to inne uczucia i moze dlatego efekty bywają różne?
Oho, mam inne pytanie, troche z boku. A co z ludźmi, którzy np. sa chrześcijanami i stosują afirmacje? Bo chrześcijaństwo nie jest ani panteizmem ani panenteizmem w klasycznym sensie. Czy ich afirmacje to już modlitwy, czy co? Gdzie jest granica?
Ale czy to nie jest trochę za bardzo komplikowanie czegoś co jest proste? Moja znajoma robi afirmacje od roku, nie ma pojęcia co to panenteizm, i twierdzi ze jej zycie sie zmienilo. Nie wiem, po co ta cała filozofia jeśli efekt i tak przychodzi albo nie.
Myślę że w tej dyskusji brakuje rozróżnienia między dwoma poziomami. jeden to poziom skuteczności praktycznej, czy afirmacja zmienia moje myślenie i zachowanie. Drugi to poziom spójności, czy moja praktyka jest wewnętrznie niesprzeczna z resztą moich przekonań. Panteizm i panenteizm to raczej kwestia spójności, nie skuteczności. Mozna byc skutecznym bez spójności, ale spójność daje stabilność długoterminową 😉 I to chyba jest clue.
