To, co mówi Protazy, tłumaczy coś, co obserwowałam u siebie, ale nie umiałam nazwać. Zaczęłam kiedyś od bardzo 'wielkich' zdań i po tygodniu nie mogłam ich już czytać bez wewnętrznego 'ale to nieprawda'. Kiedy zamieniłam je na coś bliższego obecnej sytuacji, zmęczenie cofnęło się o kilka stopni. Nie zniknęło całkiem, ale wyraźnie zelżało.
To, co opisuje Wincentyna_01, to klasyczny efekt habituacji. Układ nerwowy przestaje reagować na bodziec, który pojawia się regularnie w niezmienionej formie. Działa to na poziomie neurologicznym, niezależnie od intencji. Dlatego zmiany w formie praktyki - głos, pozycja, pora dnia - mogą mieć sens nie jako magia, ale jako sygnał nowości dla układu.
Nie do końca rozumiem tego, co napisała Kminek o habituacji. Czy to znaczy, że afirmacje z definicji przestają działać po pewnym czasie, bo tak działa mózg? To by znaczyło, że żadna regularna praktyka nie może być naprawdę skuteczna długoterminowo, a to brzmi trochę pesymistycznie.
To, co mówi Kminek, jakoś porządkuje mi w głowie całą rozmowę. Zmęczenie praktyką może więc wynikać z co najmniej trzech różnych rzeczy: nieaktualności afirmacji, dysonansu między treścią a przekonaniem i habituacji. I każda z tych przyczyn wymaga innej odpowiedzi. Czy dobrze rozumiem?
Czyli jak mam wrażenie, że afirmacje przestały mi 'robić cokolwiek', to żeby stwierdzić dlaczego, muszę najpierw odpowiedzieć sobie na jakieś konkretne pytania? Czy jest jakiś sposób, żeby to sprawdzić, bo to co opisujecie brzmi sensownie, ale nie wiem od czego zacząć.
To, co Protazy pisze o aktywnych przekonaniach, zatrzymało mnie na chwilę. Czy to znaczy, że afirmacje działają efektywniej, kiedy mamy silne negatywne przekonanie do przepisania, niż kiedy zaczynamy od neutralności? Bo to byłoby dość nieoczekiwane - że silny opór to lepszy punkt startowy niż brak zdania.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że temat zmęczenia praktyką trochę odpłynął w stronę tego, kiedy afirmacje w ogóle zaczynają działać. Wracając do tytułu - czy ktoś wie, czy jest jakaś typowa 'długość życia' praktyki afirmacyjnej na pieniądze? Bo u mnie po mniej więcej czterech miesiącach wszystko zaczęło zamierać i zastanawiam się, czy to moja norma, czy zbieżność z tym, co ktoś inny obserwował.
Przepraszam, że znowu wchodzę z czymś podstawowym, ale chcę się upewnić - to, co Simma robi z nagrywaniem własnego głosu, to znaczy, że słuchasz afirmacji jak czegoś zewnętrznego? I to daje inne wrażenie niż gdy je mówisz? Czy dobrze rozumiem?
Dobra, ale czy nie jest trochę tak, że szukamy kolejnej techniki, żeby przedłużyć praktykę, zamiast zapytać, czemu tak bardzo zależy nam na tym, żeby nie robić przerwy? Nadzieja96 pytała o cztery miesiące zamierania - a może właśnie tamten czas był odpowiedzią, że potrzebna jest pauza, a nie nowy format nagrania?
Świadoma przerwa nie musi być ceremonii. Wystarczy moment, w którym mówisz sobie: zakończyłam ten etap praktyki, widzę co się zmieniło, nie wiem co się nie zmieniło - i odkładam to świadomie, a nie z rezygnacji. Bez poczucia winy i bez obietnicy, że jutro wrócisz. Najważniejsze słowo to 'świadoma' - że wiesz, dlaczego wychodzisz, a nie że po prostu odpuszczasz pod wpływem zmęczenia.
Pytanie o strach przed przerwaniem - to mi się bardzo zgadza z własnym doświadczeniem. Przez długi czas myślałam, że moja regularność to dyscyplina, a potem zobaczyłam, że to lęk. Że jak przestanę, to pieniądze 'odejdą'. I to samo w sobie mówiło mi więcej o moim stosunku do finansów niż jakikolwiek wynik afirmacji.
Wracając do tego, co mówiła Blanka.2 o lęku jako napędzie praktyki - to się chyba przekłada też na samo zmęczenie. Jeśli robisz afirmacje z pozycji lęku, to ten lęk jest cały czas w tle i napędza praktykę, nawet kiedy już nie przynosi efektów. Możesz powtarzać zdania latami właśnie dlatego, że nie możesz sobie pozwolić na to, żeby przestać. I to jest wyczerpujące na poziomie głębszym niż samo zmęczenie techniką.
Czy to znaczy, że afirmacje mogą wzmocnić lęk przed biedą, zamiast go zmniejszać? Bo to, co opisujesz, brzmi jak coś, czego bym się nie spodziewał na początku.
Słucham tego i zastanawiam się, czy jest jakiś sposób, żeby to sprawdzić u siebie. Rozumiem opis, ale jak to zobaczyć we własnej praktyce? Czy jest jakiś sygnał, który to pokazuje, poza samym zmęczeniem?
I chyba tu jest sedno całego tematu z tytułu wątku. Afirmacje na pieniądze przestają działać nie tylko dlatego, że się przyzwyczajamy do zdania. Przestają działać, kiedy zmieniają się w rytuał uspokajający lęk, a nie w pracę nad przekonaniem. I tego chyba na początku nikt nam nie mówi.
To co napisała Wincentyna_01 na końcu to dobra puentka, ale zostaje mi jedno pytanie bez odpowiedzi - co właściwie zrobić, kiedy już to rozpoznasz u siebie? Bo diagnoza jest, mechanizm jest opisany, ale jak wychodzi się z tej pętli bez poczucia, że 'porzucam coś ważnego'?
To jest chyba najtrudniejszy krok, bo wymaga rozróżnienia między porzuceniem a przerwą. Kiedy robiłam to świadomie - przerwa, nie rezygnacja - to było zupełnie inne przeżycie niż rzucenie afirmacji z poczuciem porażki. Pytanie do Ciebie: czy w tej przerwie w ogóle obserwujesz, czy coś się zmienia bez praktyki, czy tylko czekasz żeby wrócić?
Wracając do pytania Protazego o wychodzenie z pętli - mam wrażenie, że to nie jest kwestia techniki, którą się zastosuje. Raczej chodzi o to, żeby zapytać siebie, skąd w ogóle wzięło się to konkretne zdanie afirmacji. Czy ktoś mi je dał, czy sama je wymyśliłam na swoje potrzeby? Bo jeśli wzięłam gotowca z internetu i powtarzałam przez rok, to może zmęczenie jest po prostu sygnałem, że to nigdy nie było moje zdanie.
'Zbyt duże zdanie' - to mnie zatrzymało. Co to znaczy w praktyce? Chodzi o skalę tego, co deklaruję, czy o coś innego?
