Mam pytanie, bo ostatnio próbuję regularnie powtarzać afirmacje, ale cały czas łapię się na tym, że robię to właśnie kiedy jest najgorzej, czyli w środku stresu, płaczu, paniki. I zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens, czy może lepiej poczekać aż się uspokoi i dopiero wtedy? Bo czytałam gdzieś, że afirmacje działają na podświadomość i jak jesteś w emocjonalnym chaosie to ta podświadomość i tak nie przyjmuje. Ale z drugiej strony - kiedy jest spokój, to ja afirmacji nie potrzebuję, rozumiecie? To trochę błędne koło.
Dokładnie to samo mnie nurtuje. Mam wrażenie, że w spokoju afirmacja brzmi jak gadanie do ściany, a w stresie - jak krzyczenie w burzę. Ale właśnie w tym drugim przypadku najbardziej bym chciała żeby działało. Czytałam o tym, że chodzi o stan alfa mózgu, że wtedy podświadomość jest najbardziej otwarta, ale stres nas z alfy wyrzuca w betę czy coś takiego. Ktoś wie więcej?
Kwestia fal mózgowych to nie jest mit, ale jest dużo uproszczeń w tym jak to krąży po ezoterycznych forach. Stan alfa to nie jedyny okienko dostępu. Ważniejsze pytanie brzmi: co dokładnie chcesz osiągnąć afirmacją w momencie kryzysu? Bo to zmienia całą odpowiedź.
tak, i to jest ważne rozróżnienie. W kryzysie Twój układ nerwowy jest w trybie walki lub ucieczki. Kora prefrontalna, czyli ta część odpowiedzialna za zmianę przekonań, jest wtedy dosłownie mniej aktywna. Więc oczekiwanie, że w środku płaczu na stałe przepiszesz sobie przekonanie o własnej wartości, to za dużo. Ale to nie znaczy, że afirmacja jest bezużyteczna. Jeśli dobrze dobrana, może skrócić czas reakcji stresowej. Kluczowe jest to, żeby nie była zbyt odległa od tego w co choć trochę wierzysz. Bo jeśli krzyczysz do siebie 'jestem silna i spokojna' kiedy się sypiesz, to umysł po prostu to odrzuca.
To może warto zamiast afirmacji w stresie stosować po prostu mantry? Bo mantra nie wymaga żebyś w nią wierzyła, działa przez wibrację i powtarzanie, i dlatego w stresie jest skuteczniejsza. Afirmacje potrzebują zaangażowania emocjonalnego, mantra nie.
Dorzucę inny kąt. Pytanie 'czy afirmacje w stresie działają' zakłada, że jest jedna odpowiedź dla wszystkich. Przez lata obserwuję, że niektórzy ludzie w stresie naturalnie wchodzą w tryb, w którym powtarzanie czegokolwiek przynosi ulgę, bo daje strukturę chaosowi. Inni w takim stanie nie są w stanie przetworzyć nawet prostego zdania i afirmacja jest jak szeptanie do kogoś w trakcie napadu paniki. Dlatego zanim ktoś pyta 'czy działają' powinien zapytać 'jak ja reaguję na stres i co się wtedy ze mną dzieje'. To jest punkt wyjścia.
Ciekawe co mówi Sprawiedliwa o tym profilu 'w głowie'. Bo ja właśnie tak mam i wielokrotnie próbowałam afirmacji w trudnych momentach i zamiast ulgi dostawałam wewnętrzną dyskusję w stylu 'czy to prawda, ale przecież nie jest prawda, i po co to mówię'. Więc w moim przypadku to nie działa, ale nadal nie wiem, co zamiast tego. Czy ktoś z tym profilem znalazł coś co faktycznie pomaga w kryzysie?
Wracając do mojego pierwotnego pytania - to co z tym czekaniem na spokój? Bo z tej rozmowy wynika, że i w stresie można, i w spokoju można, ale inaczej? Chciałabym jakieś konkretne wskazanie, bo trochę się gubię. Powiedzmy, że właśnie płakałam i chcę zaraz zacząć - co robię?
najpierw kilka głębszych oddechów, zanim w ogóle zaczniesz cokolwiek powtarzać. Nie pięć minut medytacji, dosłownie trzy oddechy. To nie jest mistyczne, to fizjologia - oddech zwalnia tętno i daje chwilę przerwy w reakcji stresowej. Dopiero po tym zacznij afirmację, i niech będzie krótka. Jedno zdanie, nie lista. I najlepiej takie, w które choć trochę wierzysz, nawet jeśli tylko na pięć procent. 'Przez to przejdę' jest uczciwsze i łatwiejsze do przyjęcia niż 'wszystko jest doskonałe'.
A co z tym, że część szkół mówi, żeby afirmacje powtarzać rano i wieczorem, bo wtedy jesteśmy między jawą a snem i podświadomość jest bardziej plastyczna? Czy to ma znaczenie przy tym stresowym wątku, bo może właśnie te poranne afirmacje w spokoju budują jakiś bufor na sytuacje kryzysowe w ciągu dnia?
No dobra, to chyba mam już obraz. Trzy oddechy najpierw, potem afirmacje w formie pytania, a ta codzienna poranna praktyka to jakby poduszka na trudniejsze momenty. Tylko mam jeszcze jedno: czy te pytania afirmujące muszą być specjalnie ułożone, czy mogę coś wymyślić na bieżąco w środku płaczu? Bo w tej chwili naprawdę nie jestem w stanie konstruować zdań.
nie musisz nic konstruować na żywo. Najprostsze jest najlepsze. 'Co teraz pomaga?' albo 'Co jest okej?' wystarczy. Umysł i tak zacznie szukać odpowiedzi, i o to chodzi.
A mi się wydaje, że za dużo tu warunków i sekwencji. Stres nie pyta, czy masz czas na trzy kroki przed afirmacją. Czasem trzeba działać od razu i jakakolwiek afirmacja jest lepsza niż żadna, bo przynajmniej daje coś, na czym skupić uwagę.
Mam pytanie do tego, co Gwiazdarka97 pisała kilka postów wcześniej o torze awaryjnym. Czy ten tor awaryjny naprawdę się buduje przez codzienną praktykę, czy to jest coś, co wymaga konkretnej liczby powtórzeń? Bo czytałam różne rzeczy i raz mówi się o 21 dniach, raz o 66, raz że to w ogóle mit. Ktoś ma jasność w tym temacie?
Dobra, to mam teraz zupełnie inny obraz tego tematu niż na początku. Ale mam ostatnie pytanie, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem: jeśli mam już tę codzienną praktykę i przyjdzie kryzys, to czy wtedy afirmacja 'sama wyskoczy' jakoś automatycznie, czy nadal muszę o niej pamiętać świadomie?
na początku zawsze świadomie. Z czasem, przy naprawdę regularnej praktyce, zaczyna się pojawiać automatycznie, ale to nie magia, to po prostu to samo co z każdym nawykiem. Nie licz na automat za miesiąc.
I właśnie to jest chyba sedno tej rozmowy, które nie wybrzmiało wprost: afirmacje w stresie to nie jest technika, którą uruchamiasz w nagłym wypadku bez przygotowania. To jest wynik czegoś, co budujesz wcześniej. Bez tego fundamentu pytanie 'czy działają w stresie' jest trochę jak pytanie, czy umiesz pływać, kiedy wpadasz do wody po raz pierwszy.
Śledziłem ten wątek od początku i właśnie to zdanie Obserwatorki chyba najbardziej mi to poukładało. Dzięki wszystkim.
Dobra, to mam teraz zupełnie inny obraz tego tematu niż na początku. Ale mam ostatnie pytanie, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem: jeśli mam już tę codzienną praktykę i przyjdzie kryzys, to czy wtedy afirmacja 'sama wyskoczy' jakoś automatycznie, czy nadal muszę ją świadomie uruchamiać?
na początku zawsze świadomie. Z czasem, przy naprawdę regularnej praktyce, zaczyna się pojawiać automatycznie, ale to nie magia, to po prostu to samo co z każdym nawykiem. Nie licz na automat za miesiąc.
I właśnie to jest chyba sedno tej rozmowy, które nie wybrzmiało wprost: afirmacje w stresie to nie jest technika, którą uruchamiasz w nagłym wypadku bez przygotowania. To jest wynik czegoś, co budujesz wcześniej. Bez tego fundamentu pytanie 'czy działają w stresie' jest trochę bez sensu.
Śledziłem ten wątek od początku i właśnie to zdanie Obserwatorki chyba najbardziej mi to poukładało. Dzięki wszystkim.
Ale jak ktoś jest w silnym stresie, to ta uwaga jest właśnie zajęta stresem. To trochę błędne koło, nie? Żeby afirmacje działały w stresie, trzeba je ćwiczyć z uwagą, ale żeby ćwiczyć z uwagą, trzeba nie być w stresie.
Okej, to teraz rozumiem już dużo lepiej. Ale mam jeszcze jedno: czy afirmacje można ćwiczyć w trakcie np. ćwiczeń fizycznych? Bo wtedy i ciało jest zaangażowane, i głowa trochę inaczej pracuje. Czy to ma sens, czy lepiej w ciszy?
pytasz o coś, o czym sama myślałam. Ja próbowałam powtarzać afirmacje podczas chodzenia i miałam wrażenie, że bardziej 'wchodzą', niż gdy siedzę nieruchomo. Ale nie wiem, czy to był efekt ruchu, rytmu kroków, czy po prostu dobrego humoru po spacerze.
Wracając do pytania Ilonki o automatyzm w kryzysie: zastanawiam się, czy ktoś z was rzeczywiście doświadczył tego, że afirmacja 'wyskoczyła' sama w trudnym momencie. Nie teoretycznie, ale realnie. Bo to jest o czym mówimy, ale chętnie bym usłyszała, jak to wygląda w praktyce.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie, które pewnie będzie podstawowe: czy jest jakaś różnica między afirmacją a zwykłą pozytywną myślą? Bo jak słucham tej rozmowy, to brzmi jakby chodziło o coś więcej niż tylko 'myśl dobrze o sobie'.
