Zaczynam ten temat, bo sam przez to przeszedłem i widzę, że rzadko kto o tym mówi wprost. Afirmacje na obfitość finansową - przez jakiś czas działają naprawdę dobrze. Mam na myśli to, że zmieniają nastawienie, otwierają człowieka na możliwości, których wcześniej nie zauważał. Ale po kilku miesiącach codziennego powtarzania przychodzi moment, kiedy słowa brzmią pusto. Wypowiadasz je i czujesz, że twój umysł po prostu... nie reaguje. Jakbyś czytał cennik w sklepie. Zastanawiam się, czy to kwestia przyzwyczajenia neurologicznego - układ nerwowy przestaje traktować bodziec jako nowy i przestaje go przetwarzać - czy to coś głębszego. Może blok energetyczny, może przekonanie, które afirmacja tylko przykrywa, zamiast przepracować. Ciekaw jestem waszych doświadczeń z tym. Czy to u was też miało jakiś konkretny moment przełomowy, kiedy poczuliście, że praktyka 'stygnie'?
To zjawisko znam bardzo dobrze i myślę, że częściej niż się przyznajemy. Mnie się to przydarzyło po może czterech miesiącach intensywnej pracy z afirmacjami finansowymi. Dosłownie przestałam czuć cokolwiek podczas powtarzania, a skoro nie ma żadnego ładunku emocjonalnego, to jaki jest sens? Pytanie do ciebie, Protazy - czy próbowałeś wtedy zmieniać formę afirmacji, czy po prostu kontynuowałeś tę samą i liczyłeś, że 'wróci'?
No właśnie i tu mam z tobą pewien spór. Bo teoria z Coué jest ok, ale wchodzisz w to jakby każde zmęczenie praktyką było oznaką głębokiego bloku. A może to po prostu fizjologia? Układ RAS - siatka aktywacji wstępującej - filtruje bodźce, które stają się rutynowe. To nie jest nic mistycznego, to mechanizm przetrwania. Mózg się uczy, że 'jestem magnesem na pieniądze' to nie zagrożenie i nie szansa, tylko szum tła. I go wycisza. Nie każde wyciszenie afirmacji to trauma finansowa ukryta w nieświadomości.
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero zaczynam się tym interesować - ale czy afirmacje finansowe w ogóle różnią się od zwykłych afirmacji na pewność siebie czy zdrowie? Zastanawiam się, czy to zmęczenie, o którym mówicie, jest specyficzne dla tych o pieniądzach, czy po prostu każde afirmacje po czasie tracą siłę?
Ja miałam coś takiego po jakichś sześciu miesiącach i zrobiłam jedną zmianę, która trochę pomogła - zamiast afirmacji w formie twierdzenia zaczęłam używać pytań. Zamiast 'jestem obfita finansowo' mówiłam 'dlaczego pieniądze tak łatwo do mnie płyną?'. Podobno mózg inaczej przetwarza pytanie - szuka odpowiedzi, zamiast konfrontować twierdzenie z rzeczywistością. Przez jakiś czas znów poczułam, że coś się dzieje. Czy ktoś z was próbował tej metody?
Czytam tę rozmowę z pewnym niepokojem, bo myślę, że gdzieś po drodze gubimy jeden ważny element. Afirmacje finansowe w większości znanych mi podejść nie są praktyką samą w sobie - mają być wsparciem dla działania. Jeśli ktoś powtarza 'pieniądze płyną do mnie swobodnie' i jednocześnie nie zmienia nic w swoim życiu - nie szuka nowych możliwości, nie uczy się, nie otwiera się na inne źródła dochodu - to afirmacja jest pusta z definicji. Nie dlatego, że RAS ją wyciszył, tylko dlatego, że nie ma się do czego przykleić. To trochę jak smarowanie kół wozu, który stoi w stodole.
Zgadzam się co do zmiany percepcji - to jest właśnie mechanizm. Ale problem, który opisujesz na początku tego wątku, czyli 'afirmacje przestają działać po jakimś czasie', często jest moim zdaniem sygnałem, że percepcja już się zmieniła tyle, ile mogła zmienić bez realnych doświadczeń, które by ją ugruntowały. Umysł potrzebuje potwierdzenia. Bez niego zaczyna odrzucać twierdzenie jako niespójne z rzeczywistością. I wtedy afirmacja rzeczywiście traci siłę.
Mam pytanie, bo trochę się gubię w tej dyskusji. Czy wy mówicie, że afirmacje finansowe w ogóle na dłuższą metę nie działają? Czy tylko, że trzeba je zmieniać co jakiś czas? Bo zaczęłam je stosować niedawno i zastanawiam się, czy mam się czym przejmować już teraz.
Mam w swoich notatkach zapisane, kiedy dokładnie poczułam, że moje afirmacje finansowe 'wygasły' - był to piąty miesiąc codziennej praktyki, rano, 10 minut. I co ciekawe, zbiegło się to z momentem, kiedy zaczęłam je nagrywać i odsłuchiwać, zamiast mówić na głos. Zastanawiam się, czy tryb pasywny - słuchanie - szybciej wytwarza ten mechanizm wyciszenia niż aktywne mówienie. Ktoś z was eksperymentował z formą głosową?
Wchodzę w tę rozmowę z jednym spostrzeżeniem, które może być niepopularne. Zmęczenie afirmacjami finansowymi może być sygnałem, że sama praktyka zrobiła swoje i czas ją zakończyć, a nie ratować. Nie wszystko musi trwać wiecznie. Jeśli przez kilka miesięcy zmieniłaś nastawienie do pieniędzy, może to wystarczy i czas przejść do czegoś, co adresuje kolejny poziom - a nie kręcić się w kółko i pytać, dlaczego afirmacje przestały działać tak jak na początku.
Słucham tej rozmowy i myślę, że krążymy wokół jednego założenia, które może być błędne - że zmęczenie praktyką zawsze jest problemem do rozwiązania albo sygnałem do interpretacji. A co jeśli to po prostu jest moment, w którym afirmacje jako format przestają być odpowiednim dopasowaniem do etapu, na którym jest dana osoba? Nie każde sposób pasuje do każdego momentu życia.
Ja bym jeszcze dodała coś z własnego doświadczenia - że zmęczenie przyszło u mnie dokładnie wtedy, gdy zaczęłam traktować afirmacje jako obowiązek. Kiedy poczułam, że muszę to zrobić żeby 'działało', to zaczęło przestawać działać. Nie wiem, czy to się mieści w tym, co opisujecie jako habituację, czy to jest coś innego.
Chcę wrócić do czegoś, co napisała Kminek, bo myślę, że to jest klucz, który gdzieś zgubiliśmy. Behawioralne kryterium jest uczciwe, ale wymaga czasu obserwacji. Problem w tym, że większość osób, które doświadcza zmęczenia praktyką, chce wiedzieć co zrobić teraz - i przez to szuka odpowiedzi w samej praktyce, zamiast patrzeć na to, co zmieniło się wokół.
Ale to, co mówisz, zakłada, że osoba ma wystarczająco dużo dystansu do siebie, żeby tę obserwację przeprowadzić uczciwie. A jeśli ma duży ładunek emocjonalny wokół finansów, to może widzieć zmiany tam, gdzie ich nie ma, albo odwrotnie - nie widzieć realnych zmian, bo filtry emocjonalne są za mocne. Czy uwzględniasz to w tym co proponujesz?
Mam notatki z mniej więcej roku praktyki i patrząc na nie teraz widzę, że zmęczenie przychodziło falami, nie jako jeden punkt. Był moment plateau, potem małe ożywienie, potem dłuższe plateau. Zastanawiam się, czy te fale mają jakiś rytm, czy to czysto losowe.
Przepraszam, że się wtrącam - przeczytałem całą tę rozmowę i mam podstawowe pytanie. Czy afirmacje finansowe powinno się robić rano czy wieczorem? I czy pora dnia ma w ogóle wpływ na to, jak szybko przychodzi to zmęczenie, o którym mówicie?
Jasnowidz59, pora dnia to akurat jeden z tych tematów, gdzie narosło dużo przekonań, ale mało konkretów. Rano RAS (układ siatkowaty wstępujący) jest świeższy, więc afirmacje mogą łatwiej 'wejść' zanim uruchomią się automatyczne wzorce myślenia. Wieczorem mózg jest bliżej stanu alfa, co też sprzyja sugestii. Ale uczciwie? Nie widzę dowodów, że pora decyduje o zmęczeniu praktyką. Zmęczenie bierze się z powtarzalności, a nie z godziny. Możesz robić afirmacje o 6 rano przez rok i zmęczyć się równie dobrze, jak robiąc je o 22.
Dziękuję, to bardzo pomocne wyjaśnienie. Czyli rozumiem, że powinienem skupić się raczej na tym, jak robię afirmacje, a nie kiedy? Czy jest jakaś konkretna zasada, którą polecasz na początek?
Wracając do tego, co napisała Wincentyna_01 o falach - mam podobne obserwacje u siebie, tylko że nie prowadziłam tak systematycznych notatek. Ale pamiętam wyraźnie, że były okresy, gdy afirmacje szły lekko, i okresy, gdy każde zdanie było jak zmuszanie się. I te trudniejsze okresy nie zawsze były w momentach gorszych zewnętrznie. Czasem było wręcz odwrotnie.
Ja mam jedno pytanie do Blanka.2, bo mnie to ciekawi - piszesz, że ktoś może nie widzieć zmian bo nie miał okazji do nowych decyzji. Ale czy to nie jest też wymówka, której używamy, żeby nie przyznać, że afirmacje po prostu przestały działać? Pytam szczerze, sama się z tym borykam.
Widzę, że krążymy teraz wokół pytania o skuteczność vs. zmęczenie i chcę to rozdzielić. Zmęczenie praktyką nie jest tym samym co brak skuteczności. Można być zmęczonym czymś, co działa. Można też być zmęczonym czymś, co przestało działać. To są dwie różne sytuacje wymagające innej reakcji. Zmęczenie przy braku skuteczności to sygnał do zmiany. Zmęczenie przy ciągłej skuteczności to sygnał do regeneracji, nie porzucenia.
Ale jak to odróżnić praktycznie? Bo właśnie tego nie rozumiem - skąd wiedzieć, czy coś dalej działa, jeśli jestem już zmęczona i trudno mi oceniać obiektywnie?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku, ale myślę że jest związane z tematem. Czy ktoś próbował robić przerwę w afirmacjach - nie porzucać ich, ale świadomie zrobić tydzień, dwa przerwy - i co z tego wynikło? Czy po przerwie wróciło coś świeżego?
To, co mówi Simma o nieaktualności afirmacji, jest dla mnie zupełnie nowym tropem w tej rozmowie. Do tej pory myślałam o zmęczeniu jako problemie częstotliwości albo emocji. A tu wychodzi, że może chodzić o to, że afirmacje po prostu przestają być prawdziwe jako intencja, bo człowiek już jest gdzieś indziej. To by tłumaczyło dlaczego ten sam tekst, który działał rok temu, teraz nic nie robi.
To, co napisała Wincentyna_01 o nieaktualności afirmacji, jakoś mi zostało. Czy to znaczy, że afirmacje finansowe trzeba w ogóle co jakiś czas przepisywać od nowa? Jak wy to robicie - macie jeden stały zestaw czy go modyfikujecie?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co to jest ten dysonans poznawczy w kontekście afirmacji? Nie rozumiem jak to jest powiązane ze zmęczeniem praktyką.
A czy ten mechanizm zależy od tego, jak bardzo 'nieprawdziwa' jest afirmacja na start? Bo intuicyjnie mi się wydaje, że 'jestem coraz bliżej finansowej niezależności' to coś, co mózg łatwiej przyjmie niż 'jestem milionerem', nawet jeśli to drugie bardziej motywuje.
