Zaczęłam się nad tym zastanawiać po tym jak przez jakis czas powtarzałam sobie codziennie "jestem silna i nie potrzebuję nikogo". Miałam wtedy trudny okres i chciałam się wzmocnić. Po kilku tygodniach zauważyłam że zaczęłam odpychać ludzi, którzy chcieli mi pomóc, bo gdzieś w środku budowało sie coś w stylu - nie proś, nie pokazuj słabości, radź sobie sama 🙂 I pytam wprost: czy ktos jeszcze miał podobnie, że afirmacja jak by... wymknęła sie spod kontroli i zaczęła działać w złym kierunku? Bo trochę mnie to zaskoczyło, prowadzę notatki i widzę ten moment z perspektywy, ale nie wiem jak to nazwać.
O matko tak, dokładnie to samo! ja robiłam afirmacje na niezależnosc finansową i w pewnym momencie zaczełam odrzucać każdą ofertę pomocy od rodziny bo czułam ze to by było jakies przyznanie sie do porażki. kompletnie odwrócone od tego co chciałam osiągnąć. myślę ze chodzi o to jak formulujesz - jak dajesz za mocny komunikat "nie potrzebuję" to umysł to bierze dosłownie i odcina wszystkie "potrzebuję", nawet te zdrowe
No właśnie tu jest sedno. Afirmacja to nie zaklęcie, które samo wie co masz na myśli ^^ Jeśli wbijasz w siebie przez miesiąc "jestem samowystarczalna", to nie ma żadnego mechanizmu który odróżni zdrową samodzielność od izolacji. Umysł nie dodaje gwiazdeczki z przypisem "ale tylko w dobrym sensie". To co opisuje Damellaa to klasyczne przekompensowanie, które widać szczególnie u osób z jakimś rysem lękowym albo historią odrzucenia. Afirmacja trafia wtedy na podatny grunt i wzmacnia to, co już tam było.
Czytam Waszą wymianę zdań i mam pytanie może głupie ale nie rozumiem jednego - skoro afirmacje mają zmieniać myślenie na lepsze, to jak wogóle możliwe ze działają odwrotnie? myślałem że to po prostu pozytywne myślenie i tyle, nie ma jak coś zepsuć
Ale przecież afirmacje mają działać szybko i skutecznie, wszędzie piszą że wystarczy 21 dni i zmiana gotowa, jak ja mam to teraz rozumieć?? czy mam w ogóle przestać je robić bo się boję że coś skrzywię w sobie przypadkowo
Mam mieszane odczucia wobec całej tej rozmowy. Z jednej strony dobrze że w ogóle ktoś to porusza, bo rzadko się widzi ostrzeżenia w tematach o afirmacjach. Z drugiej - mam wrażenie że za mocno uogólniamy. Nie każde "nie potrzebuję nikogo" kończy się izolacją, to zależy od masy czynników. Damellaa, mam pytanie - czy te afirmacje robiłaś mechanicznie, czy faktycznie wchodziłaś w to emocjonalnie podczas powtarzania? Bo to morze mieć znaczenie.
No i to jest chyba jeden z tych limitów o których warto mówić 🙂 Afirmacja bez samoobserwacji to trochę jak branie leku bez sprrawdzania efektów ubocznych. Możesz robić to miesiącami i nie zauważyć że idziesz w złą stronę, bo codziennie wydaje się ok.
A co z afirmacjami miłosnymi? bo ja ostatnio próbuję takie jak "zasługuję na miłość" i "przyciągam właściwą osobę", czy te też mogą coś namieszać? pytam bo teraz sie boję trochę po tym co czytam
Astralis ma tu rację, choć bym to jeszcze inaczej ująła. afirmacje z konkretną osobą w tle przestają być pracą nad sobą, a stają się rodzajem ucieczki od rzeczywistości. Powtarzasz cos co nie jest prawdą i zaczynasz interpretować wszystko przez tę soczewkę. On nie napisał? to test. Napisał neutralnie? to znak. To może skończyć się tym, że trwasz w czymś co dawno wygasło, bo afirmacja utwierdza cię w fałszywym przekonaniu.
