Siedzę ostatnio nad tym tematem i jakoś nie mogę wyjść z jednej pętli myślowej. Chodzi mi o afirmacje na nadzieję ale nie takie cukierkowe w stylu "wszystko będzie dobrze", bo mnie to zwyczajnie odpycha. Czy da się afirmować nadzieję na lepszą przyszłość tak, żeby jednocześnie nie kłamać samej sobie, że jest super, kiedy nie jest? Pytam serio, bo czytałam różne podejścia i wszędzie albo jest hurraoptymizm, albo filozofia w stylu "zaakceptuj wszystko i nic nie czuj". Gdzieś pomiędzy jest hyba miejsce na coś realistycznego, ale nie wiem jak to ugryźć.
Oj tam, no właśnie, ten problem z afirmacjami jest taki że jak ci naprawde źle to powtarzanie "jestem szcześliwa i spełniona" działa jak czerwona płachta na byka i umysł natychmiast zaczyna protestować. Czytałam gdzies że lepiej robić afirmacje w formie pytań, tzn nie "mam wszystko czego potrzebuje" tylko "dlaczego w moim życiu pojawiają się coraz lepsze rzeczy?" - i wtedy mózg zamiast protestować, zaczyna szukac odpowiedzi. Nie wiem czy to działa bo dopiero próbuje ale logika za tym stoi.
Nie do końca, Szeptacz. Emocje i przekonania są ze sobą połączone tak mocno że ciężko powiedzieć co jest pierwsze. Zmień przekonanie "nic mi się nie udaje" na "zdarzają mi się też dobre rzeczy" i emocje same zaczynają dryfować w inną stronę. To nie jest magia, to jest po prostu jak to działa. Afirmacja na nadzieję jak najbardziej ma sens, tylko musi być zakorzeniona w czymś prawdziwym. Np. "mam za sobą trudne chwile i jakoś je przeszłam" to jest i prawdziwe, i nadziejotwórcze. Nie obiecujesz sobie złotych gór, tylko przypominasz że przeżyłaś gorsze.
Ten wątek z "pytaniami zamiast twierdzeń" to metoda Noaha St. Johna, nazywa się afformacje. Tylko żeby była jasność - on sam nie jest żadnym naukowcem, to trener. Badań potwierdzających że pytania działają lepiej niż twierdzenia praktycznie nie ma. morze działać, może nie, ale nie ma co budować na tym teorii.
Mam w notatakach porównanie kilku metod afirmacyjnych i szczerze to wyniki u mnie były podobne niezaleznie od formy... Twierdzenia, pytania, wizualizacja z afirmacją, samo pisanie 🙂 Różnica była w tym jak długo byłem w stanie to robić regularnie. Pytania jakoś utrzymywały moją uwagę dłużej, więc nawet jeśli nie ma za nimi teorii to może o to właśnie chodzi - o to żeby nie rzucać po tygodniu
Franek,to jest bardzo trzeźwa obserwacja. W numerologii tesz mamy zasadę że ważniejsza jest regularność niż idealne sposób. Siódemka w cyklu wytrwałości nie pyta czy metoda jest certyfikowana, ona pyta czy jesteś w stanie przy niej zostać. hej, afirmacje na nadzieję mają według mnie sens szczególnie jeśli są spersonalizowane pod sytuację, a nie skopiowane z jakiegoś zestawu. Co innego potrzebuje ktoś kto stracił pracę, a co innego ktoś kto wychodzi z trudnej relacji.
A skąd w ogóle wiadomo że afirmacja jest "prawdziwa" a nie tylko życzeniowa? Pytam bo sama próbowałam i czułam się jak bym kłamała w żywe oczy. morze robię to źle?
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo to zalezy od głębokości przekonań które chcesz zmienić. Płytkie nawyki myślowe - kilka tygodni regularnej pracy daje wyraźną różnicę. Głęboko zakorzenione przekonania z dzieciństwa - to jest dłuższy proces i afirmacje same w sobie nie wystarczą. Tu potrzeba też pracy z emocjami, nie tylko z głową. Afirmacje to jeden element, nie cały system.
Makary88 mam pytanie w nawiązaniu do tego co napisałeś. Mówisz że przekonania z dzieciństwa to dłuższy proces - ale czy afirmacje w ogóle mają dotrzeć do tego poziomu czy raczej działają bardziej "powierzchniowo"? Bo mam wrażenie że dużo osób traktuje je jak lekarstwo na wszystko i potem jest rozczarowanie.
Hmm, to może afirmacje najlepiej działają jak się je łączy z czymś jeszcze? Np. z medytacją albo z jakimś rytuałem, ktory je wzmacnia? Czy to bez sensu, pytam serio bo jestem nowy w tym temacie.
Wracając do mojego oryginalnego pytania po tym wszystkim co napisaliście - rozumiem że kluczem jest ta "odległość" między afirmacją a moim aktualnym stanem. Ale jak to sprawdzić praktycznie? Mam powiedzieć afirmację i jeśli mam opór to cofnąć się o krok?
A czy to nie jest tak że jak ktoś naprawde niema nadziei to żadna afirmacja nie pomoże bo on nawet nie uwierzy w te słowa? Trochę się gubię w tej dyskusji ale to mi chozdi po głowie od początku.
