Od jakiegoś czasu staram się pracować z afirmacjami i trafiłam na temat, który mnie blokuje bardziej niż myślałam. Chodzi o władzę - nie w sensie politycznym, ale o zwykłe rzeczy: asertywność, podejmowanie decyzji, kierowanie innymi, mówienie "nie". Za każdym razem kiedy próbuję powtarzać coś w stylu "jestem silna i pewna siebie" to coś w środku się wzdraga. Jakby te słowa były fałszywe albo niebezpieczne. Czytałam, że to może mieć związek z tym jak sie odżywiamy i że niedobory składników mogą dosłownie blokować pewne stany umysłu. Czy ktoś pracował z afirmacjami stricte pod kątem tego lęku? Jak to wyglądało?
Ojej no,to nie jest takie proste jak się wydaje... Afirmacje przy lęku przed władzą często nie działają właśnie dlatego, że są zbyt duże krokowo. Jeśli twój układ nerwowy jest nauczony, że sprawowanie kontroli = zagrożenie, to wklejanie "jestem liderką" nie zmieni przekonania, tylko wywoła opór 🙂 Trzeba zacząć od czegoś mniejszego. Np. "mam prawo decydować o sobie" albo "mój głos ma znaczenie". Krok niżej niż władza, bliżej granicy komfortu.
Zgadzam sie z Radoslawa94 co do rozmiarow afirmacji, ale chce dodac cos o tym odzywianiu bo to ciekawy watek. Faktycznie jest tak ze kiedy mam niedobory zelaza albo ogolnie sie zle odzywialam przez dluzszy czas to moje afirmacje szly jak po grudzie. Wszystko bylo bardziej szare, nie mialam siły w nie wierzyc. Nie wiem czy to stricte blokada energetyczna czy po prostu biologia, ale coś w tym jest
Szczerze? Trochę sceptycznie patrzę na cały ten wątek z odżywianiem i afirmacjami razem. Nie żeby odżywianie nie miało wpływu na samopoczucie, bo ma... Ale łączenie tego z blokowaniem afirmacji to już trochę dalekie skojarzenie. Możecie mi powiedzieć, na czym konkretnie opieracie ten związek? Bo brzmi jak "bolą mnie plecy więc afirmacje nie działają" - moze i jest jakis mechanizm, ale to nie brzmi jak przyczyna.
Tak, mniej więcej. Nie chodzi o to, żeby czekać aż będziesz w idealnej formie, bo tak niema sensu. Ale jeśli nie śpisz, jesz raz dziennie i jesteś na granicy wyczerpania - to moment na afirmacje o władzy jest chyba najmniej efektywny z możliwych. Najpierw stabilizacja, potem budowanie.
Mam pytanie bo czytam i cos mi nie pasuje - czy to nie tak, ze lek przed wladza to czesto cos glebszego, jakies przekonanie z dziecienstwa? i czy afirmacje w ogole sa w stanie to ruszyc bez terapii? pytam szczerze bo mam podobny problem z asertywnoscia i zastanawiam sie czy nie tracic czasu
Ojej, ale wątek trafiony. Ja mam dokładnie ten sam problem i długo myślałam, że to po prostu mój charakter i tyle. Pamiętam jak znajoma zaproponowała mi żebym prowadziła spotkanie w pracy i dosłownie trzęsły mi się ręce. A afirmacje probowalam ale robiłam to chyba za mało systematycznie, raz na kilka dni to nie to samo co codziennie rano, prawda? Ciekawe co piszecie o tym odżywianiu, bo akurat w tamtym czasie strasznie się zaniedbałam jeśli chodzi o jedzenie, jadłam byle co. Może to ma związek?
Raz na kilka dni to zdecydowanie za mało, żeby cokolwiek sie zmienilo. Minimalnie codziennie, najlepiej rano zaraz po przebudzeniu kiedy umysl jest jeszcze plastyczny i nie zasypany myslami z dnia. ale tez nie recytuj mechanicznie bo to nic nie da - musisz chociaz sprobowac poczuć te słowa a nie tylko je mowic. To jest chyba najwiekszy blad poczatkujacych.
