Zaczęłam ostatnio zastanawiać się nad jedną rzeczą i nie daje mi to spokoju... Wszędzie czytam że afirmacje działają, że wystarczy powtarzać i rzeczy się zmieniają. Ale co jeśli ktoś powtarza "jestem zdrowa i silna" a jest po diagnozie poważnej choroby? Czy to nie jest wtedy zwykłe okłamywanie siebie? 😀 Mam wrażenie że te wszystkie blogi o prawie przyciągania omijają ten temat szerokim łukiem i piszą tylko o sukcesach. Ciekawi mnie co wy na to, bo może czegoś nie rozumiem.
Ojej, no wlasnie, mnie tez to zastanawia. robie afirmacje od jakiegos czasu i szczerze nie widze efektów. mowiłem sobie codziennie ze mi idzie w pracy, ze mam energię itd. a rzeczywistosc jest jaka jest. kiedy to w ogole ma zaczac dzialac?
Afirmacje to nie czarodziejska rozdzka i ludzie cały czas o tym zapominają. Mnie najbardziej boli kiedy ktos siada z karteczką i myśli ze po tygodniu życie sie odmieni. To tak nie działa, przepraszam że to mówię ale to prawda. problem jest tez taki ze wiele osob powtarza słowa bez żadnego ładunku emocjonalnego, jakby czytali listę zakupów. A afirmacja bez emocji to tylko dźwięk w powietrzu.
Ja słyszałam że bioenergoterapia świetnie się łączy z afirmacjami, że jedno wzmacnia druugie. Czy ktoś to praktykuje? 🙂 Bo zastanawiam się czy to ma sens próbować razem.
Dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Orientacyjna zasada, której się trzymam: afirmacja powinna opisywać stan, do którego zmierzasz i który jest możliwy, nie zastępować kroku który musisz najpierw zrobić. "Jestem coraz spokojniejsza" przy realnej pracy nad sobą to ma sens. "Mój guz znika" zamiast chemioterapii to już nie. Granica jest tam gdzie zaczyna się zaniechanie realnych działań.
Przeczytałam Wasze wpisy i mam mieszane odczucia. Praktykuję od dłuższego czasu różne rzeczy i wiem że afirmacje mają swoją moc, ale widziałam też osoby które kompletnie odpłynęły w pozytywne myślenie i przestały konfrontować się z rzeczywistością. Jedna znajoma przez rok powtarzała że jej związek jest cudowny, podczas gdy było coraz gorzej. I dopiero jak przestała afirmować a zaczęła patrzeć trzeźwo, cokolwiek się ruszyło. Więc może problem nie jest w samej afirmacji tylko w tym kiedy i jak.
Szczerze to ja jestem sceptyczna wobec afirmacji generalnie, ale to co pisze Iwka_R mnie trochę przekonuje że może to bardziej kwestia podejścia niż samej techniki? Nie wiem, pytam bo nie mam doświadczenia.
A co z tymi afirmacjami co brzmią wręcz absurdalnie w danej chwili? Np. ktoś jest w długach i mówi sobie "jestem bogaty". to hyba musi czuć że kłamie i to musi blokować efekty?
Wchodzę tu bo mnie ten wątek mocno zaciekawił. Myślę że jest jeszcze jedna rzecz której nie ruszyliście, a mianowicie że afirmacje mogą dawać fałszywą nadzieję nie tylko przez zbyt wielkie skoki czy brak działania, ale przez to że człowiek czuje się dobrze po ich zrobieniu i myśli że zrobił coś konkretnego, a tak naprawdę tylko trochę poprawił sobie nastrój na godzinę. I potem zamiast pisać CV albo iść na tę rozmowę z lekarzem, siada i afirmuje. efekt spokoju sumienia bez realnego ruchu do przodu.
