A no, ostatnio mocno siedzę w temacie afirmacji i trafiłam na coś, co mnie trochę zatrzymało. Zaczęłam powtarzać afirmacje na spokój i brak lęku, coś w stylu "jestem bezpieczna, czuję spokój" - i paradoksalnie przez pierwsze tygodnie czułam się GORZEJ. Jakby umysł od razu wypychał wszystko, co temu przeczyło. Czytałam, że to może być normalna faza, ale nie jestem pewna. Ktoś miał podobnie? I w ogóle zastanawiam się, czy afirmacje mogą faktycznie pogłębiać lęk zamiast go zmniejszać, bo w sieci jest mnóstwo materiałów, że "działają zawsze", a u mnie to jakoś nie było takie proste.
To co opisujesz ma nawet swoją nazwę w psychologii - coś w rodzaju efektu kontrastu. Kiedy powtarzasz "jestem spokojna" a twój umysł wie że tak nie jest, to ta sprzeczność może dosłownie nakręcać niepokój. Mózg nie przepada za kłamstwami, które mu serwujesz. I tu jest moim zdaniem największy problem z afirmacjami w stylu "guru z instagrama" - podaje się je jako panaceum, bez żadnego kontekstu kiedy działają, a kiedy mogą zaszkodzić. Nie mówię, że afirmacje są złe. Mówię, że źle dobrane do sytuacji mogą zrobić odwrotny efekt niż zamierzony.
No właśnie, to jest ten problem z afirmacjami że ludzie biorą je z internetu i powtarzają mechanicznie. Ja kiedyś robiłam to samo, "jestem bogata i zdrowa" albo cos takiego, i po jakimś czasie czułam sie śmiesznie, bo to było kompletnie niezgodne z moją rzeczywistoscią. Dopiero jak zaczełam używać afirmacji w formie pytań, coś w stylu "dlaczego czuję się coraz spokojniej?" to coś drgnęło. metoda pytań ponoć lepiej współpracuje z podswiadomoscią bo umysł szuka odpowiedzi zamiast odrzucac stwierdzenie
A mozna zapytac - skad wiadomo kiedy afirmacja "siedzi głębiej" a kiedy juz jest okej? tzn jak to rozpooznac ze po prostu nie dobralismy dobrej afirmacji a kiedy ze problem jest powazniejszy i trzeba cos innego?
Dla mnie sygnałem było to, że afirmacja zaczęła wywoływać coś w rodzaju wewnętrznego śmiechu albo złości. serio, siadałam do praktyki i zamiast spokoju czułam irytację. Jakby coś we mnie mówiło "no tak, gadaj sobie". I to był moment, w którym zrozumiałam, że nie chodzi o samą afirmację, tylko o to, że nie przepracowałam czegoś wcześniej. Afirmacja może być jak tynk na pękniętej ścianie - wygląda okej z zewnątrz, ale ściana dalej pęka.
Nie porzucać od razu, tylko zejść o poziom niżej 😀 Zamiast afirmacji "jestem spokojna" spróbuj czegoś, w co możesz uwierzyć choć trochę - np. "uczę się znajdować spokój" albo "pozwalam sobie na małe chwile spokoju". To jest dużo mniej konfrontacyjne dla umysłu. takie afirmacje pomostowe, można powiedzieć. I tak, równolegle warto zastanowić się, czy lęk nie wymaga czegoś więcej niż praktyka afirmacyjna
Śledzę tę dyskusję i mam pytanie troche z boku - czy to co opisujecie, ta irytacja i opór, może się zdarzyć nawet przy afirmacjach które są "lżejsze"? eh, pytam bo sam zacząłem niedawno i wybrałem coś prostego, "jestem w dobrym miejscu", i pierwsze kilka dni było ok ale teraz czuję jakiś dziwny dyskomfort. Nie wiem czy to normalny etap czy coś robię nie tak
Dyskomfort na początku jest możliwy i niekoniecznie oznacza,że coś jest nie tak. Ale jest różnica między tymczasowym dyskomfortem który mija, a narastającym niepokojem który się wzmaga z każdym dniem praktyki. Jeśli po kilku tygodniach jest wyraźnie gorzej, a nie po prostu "dziwnie" - to sygnał, żeby przerwać i przemyśleć podejście. Afirmacje to nie jest coś, przy czym trzeba wytrwać za wszelką cenę jeśli sprawiają realny ból
No właśnie i tu jest ten etyczny problem który mnie od dawna gryzie 🙂 W środowiskach samorozwojowych jest takie myślenie, że jak coś nie działa to znaczy że nie robisz tego wystarczająco albo masz za mało wiary. To jest strasznie toksyczne podejście. Widziałam ludzi którzy wmawiali sobie miesiącami że "to działa" bo wstydzili się przyznać że nie przynosi efektu. I zamiast szukać realnej pomocy, kręcili się w kółko z afirmacjami.
Zgadzam sie z Hiacynt78 i to jest wgl szerszy problem. te wszystkie kursy, e-booki, trenerzy którzy sprzedają afirmacje jako rozwiązanie na wszystko - to jest moim zdaniem nieodpowiedzialne... Szczególnie wobec osób z realnym lękiem czy innymi problemami. Afirmacja może być pomocna jako jedno z narzędzi, ale nikt rozsądny nie powinien mówić że zastępuje terapię czy inne wsparcie. A tak to się sprzedaje.
Serio?, ale skoro afirmacje mogą tak zaszkodzić to czemu w ogóle jest o nich tyle pozytywnych historii? nie mówię że wszystko co piszecie to nieprawda, tylko że to trochę brzmi jakbyście mówili że coś popularnego jest złe, a jednak miliony ludzi mają z tego korzyść. Może chodzi o to że po prostu część osób ma predyspozycje do takiej praktyki a część nie?
