Zastanawiam się nad czymś, czego nigdzie nie mogę znaleźć porządnie opisanego. afirmacje działają na przekonania, to rozumiem, ale czy mogą realnie zmieniać zdarzenia zewnętrzne? Nie to, jak JA reaguję na rzeczywistość, tylko samą rzeczywistość? Bo czytam rozne rzeczy i jedni mówią że tak, inni że to tylko psychologia i zmiana perspektywy. A mnie interesuje właśnie ta granica - kiedy kończy się praca z umysłem, a zaczyna cos, co wykracza poza to. Dlatego temat brzmi tak jak brzmi - jestem poza sceną i w środku akcji jednocześnie. Czyli obserwuję i uczestniczę. I z tej pozycji widzę że coś sie zmienia, ale nie wiem czy to ja się zmieniam, czy świat wokół.
To jest jedno z tych pytań, przy których połowa ludzi od razu wpada w pułapkę i miesza dwa zupełnie różne mechanizmy. Afirmacja jako autosugestia zmienia zachowanie, uwagę, interpretację zdarzeń - i przez to pośrednio zmienia wyniki. To jest udokumentowane i nie ma w tym nic mistycznego. Ale jest też drugi model, gdzie afirmacja ma bezpośrednio wpływać na zdarzenia bez pośrednictwa własnych działań. I tu właśnie zaczyna sie problem, bo ludzie mylą te dwa modele i potem mówią że "działa", nie wiedząc co właściwie zadziałało.
Ojejciu, no ale to wlasnie chodzi chyba o to drugie, nie? Przynajmniej ja tak to rozumiem. Bo jeśli afirmacja zmienia tylko moje myślenie i przez to zaczynam inaczej działać - to po co mi afirmacja, wystarczy zwykła praca z trenerem. afirmacja ma sens jeśli pociąga za sobą coś więcej. Czy ktoś ma doświadczenie że coś się zmieniło BEZ jego działania? Tzn. poprostu coś przyszło
To co opisujesz, Magus50, to jest właśnie sedno problemu z całą tą dziedziną. Chęć żeby coś "przyszło samo" bez własnego udziału. Rozumiem to pragnienie, ale muszę powiedzieć wprost: przez lata obserwacji nie spotkałem wiarygodnego przypadku gdzie zdarzenie zmieniło się bez ŻADNEGO udziału człowieka. Zawsze gdzieś był jakiś łącznik - zmienione zachowanie, inna decyzja podjęta nieświadomie, inaczej odczytany sygnał. Problem polega na tym że my tych pośredników często nie zauważamy i potem mówimy "samo przyszło".
Zostaw fizykę kwantową w spokoju, bo to jest najczęstszy błąd w tych dyskusjach 🙂 a no, mechanika kwantowa opisuje cząstki subatomowe i efekt obserwatora tam ma ścisłe znaczenie techniczne, które nie przekłada się na ludzką świadomość i afirmacje. To jest cwytliwa metafora, ale metafora.
Mam inne podejście do tego. Pracuję z afirmacjami od dłuższego czasu i prowadzę notatki. I widzę wyraźnie że są dwa typy zmian. Pierwsze to zmiany w mojej percepcji - zaczynam dostrzegać rzeczy, które wcześniej były dla mnie niewidoczne. Drugie, i to jest ciekawsze, to zmiany które zdarzają się zanim zdążę zareagować. Ktoś dzwoni zanim napiszę, sytuacja rozwiązuje się sama zanim zadziałam. Czy to przypadek? Nie wiem. Ale notuję regularnie i takich zbiegów okoliczności jest za dużo żeby je zignorować.
Właśnie o to chodzi, Kunisio! Ja też miałam coś takiego. Powtarzałam afirmację o spokoju i harmonii w domu, przez może dwa tygodnie, i w pewnym momencie mama sama z siebie zaproponowała rozmowę o rzeczy, która nas dzieliła od miesięcy. Nic jej nie mówiłam. Nie wiem czy to afirmacja czy przypadek, ale timing był niesamowity.
To co Kunisia opisuje z tym stanem emocjonalnym - to jest wątek wart rozwinięcia. Bo jeśli efekt zależy od stanu podczas praktyki, to może chodzi o coś więcej niż mechaniczne powtarzanie słów. Afirmacja wymawiana z pełnym przekonaniem robi coś innego niż ta sama afirmacja bełkotana przed snem na pół świadomości. Ale to nadal mogę wytłumaczyć przez neuroplastyczność - sieć skojarzeniowa jest mocniej aktywowana przy emocjach
A skąd właściwie widaomo kiedy afirmacja "działa na zmianę rzeczywistości" a kiedy poprostu zmieniamy swoje zachowanie na tyle subtelnie, że tego nie zauważamy? Bo jeśli zmieniam swoje zachowanie o 1%, to po miesiącu suma tych zmian może wyglądać jak cud. Nikt tego nie kalkuluje.
Dla praktyka morze nie mieć znaczenia. Ale ma znaczenie dla kogoś, kto decyduje ile czasu i energii włożyć w praktykę zamiast w działanie. Jeśli wierzysz że afirmacja zmienia rzeczywistość bezpośrednio, możesz zaniedbać realne kroki. To jest konkretne ryzyko.
Mam pytanie bo trochę się gubię - mówicie o afirmacjach jakby to był jeden typ praktyki, a ja gdzieś czytałam że są różne podejścia. Te które powtarzasz jak mantrę, te ktore piszesz, te które wizualizujesz razem z odczuciem. eh, czy ta granica o ktorej mowicie dotyczy wszystkich jednakowo, czy może niektóre typy bardziej wpływają na zewnętrzne zdarzenia? ^^
O matko, cieszę się że ten temat się pojawił, bo sama się z tym zmagam. Zawsze myślałam że afirmacje to "życzenia dla siebie", ale z tego co czytam, to jest coś głębszego. Chciałam zapytać - ten dualizm o którym jest mowa w tytule, "jestem poza sceną i w środku" - czy to chodzi o to zeby nie przywiązywać się za bardzo do wyniku podczas samej praktyki? Bo gdzieś czytałam że zbyt mocne przywiązanie do efektu blokuje.
No ale to jest cos, co można powiedzieć o każdej praktyce. Zbyt duże przywiązanie blokuje, zbyt mały kontakt z praktyką - pustka. to nie jest specyficzne dla afirmacji. Mam wrażenie ze połowa porad w ezoteryce działa na tej zasadzie: "nie za mało, nie za dużo". To trochę mało precyzyjne jako wskazówka.
Wracając do pytania z tytułu - granice. moim zdaniem afirmacje mają realną szansę wpływać na zewnętrzne zdarzenia tylko przez jeden kanał: zmiana w nas sprawia że inaczej prezentujemy się w relacjach, inaczej podejmujemy decyzje, inaczej odczytujemy sygnały otoczenia. otoczenie reaguje na zmienionego nas. to jest realne i mierzalne. Wszystko poza tym kanałem wchodzi w obszar wiary i nie mam narzędzi żeby to weryfikować. Nie mówię że niemożliwe, mówię że weryfikowalne jest to pierwsze.
Znachornik61 napisał to chyba najczyściej w całym wątku i zgadzam się z tym kanałem przez który to działa, ale mam jedno "ale". Jeśli zmiana wewnętrzna jest wystarczająco głęboka, to nie mówimy już o afirmacji jako takiej, tylko o transformacji tożsamości. I tam granica między "działam inaczej" a "przyciągam inaczej" robi się naprawdę rozmyta. Bo jeśli stajesz się kimś, kto naturalnie wchodzi w określone relacje i sytuacje, to skąd wiesz gdzie kończy się twój udział a zaczyna coś, czego nie kontrolujesz?
A czy ta mierzalność w ogóle ma znaczenie jeśli nie wiesz co było przyczyną? hej, tzn Kunisia, nawet jeśli widzisz wzorzec, to skąd pewność że to nie np. nastrój który poprostu wpływa na to jak reagujesz na ludzi wokół? nie czepiają się, naprawde pytam bo sama próbuję to sobie poukładać
Ten wątek z nastrojem to akurat ważna rzecz bo mi sie wydaje ze właśnie o to chodzi w tym dualiźmie z tytułu. jak jesteś "w środku akcji" i dajesz sie ponieść emocji afirmacji,efekt jest jeden. jak jesteś "poza sceną" i obserwujesz siebie podczas praktyki, efekt inny. i moze oba są potrzebne naprzemiennie, nie jednocześnie. to nie jest sprzeczność, to może być sekwencja
Sekwencja to ciekawa propozycja ale chciałbym żebyś ją doprecyzował. Co konkretnie rozumiesz przez naprzemienność? Że wchodzisz głęboko w afirmację,potem wychodzisz i obserwujesz efekty? Bo jeśli tak, to to jest po prostu dobra praktyka uważności, nic specyficznego dla afirmacji. A jeśli coś więcej masz na myśli, to chętnie posłucham bo na razie brzmi to jak poetycki opis bez operacyjnej treści.
