Zaczęłam ostatnio pracować z afirmacjami stricte pod kątem porażki i muszę powiedzieć, że to zupełnie inny kaliber niż ogólne "jestem wystarczająca" czy "zasługuję na dobro". chodzi mi o to, że strach przed porażką siedzi głębiej niż myślałam i zwykłe pozytywne zdania tam nie docierają. probowalam różnych podejść - najpierw klasyczne: "każda porażka mnie wzmacnia", "błędy są moimi nauczycielami" i tak dalej. Działało przez chwilę, potem wracało stare. ech, dopiero kiedy zaczelam pracować z afirmacjami w formie pytań - "czego mogę się z tego nauczyć?" zamiast "uczę sie z tego" - coś drgnęło. ktos jeszcze próbował tej metody albo macie inne podejścia do tego konkretnego strachu?
O, ten temat to jest cos co mnie tez bardzo interesuje! eh, ja mam problem ze jak sie co nie uda to wpadam w taka spirale, wiesz, jeden błąd = jestem do niczego. I próbowałam afirmacji ale jakoś zawsze czułam ze je "kłamię" sobie. Taka sztucznosc w tym była. Ta metoda z pytaniami brzmi ciekawiej bo mózg nie może od razu zakwestionować pytania tak jak stwierdzenia. Czy to jest ta metoda co gdzies czytałam, ze mozg traktuje pytanie jak zadanie do rozwiazania a nie info do odrzucenia?
Zatrzymajmy się na chwilę, bo tu pojawia się pewne uproszczenie. RAS i retikularną formację aktywującą przywołuje się w kontekście afirmacji dość swobodnie ale mechanizm jest bardziej złożony. RAS filtruje bodźce sensoryczne, tak, ale nie "decyduje o sukcesie afirmacji" w sposób jaki bywa opisywany w literaturze samopomocy 😛 To co faktycznie może tu działać to bliższe jest teorii autoweryfikacji - umysł dąży do spójności z tym, w co wierzy. Pytania afirmatywne mogą rzeczywiście obchodzić mechanizm odrzucenia, bo nie generują dysonansu. Ale zeby to działało na strach przed porażką, trzeba najpierw zidentyfikować przekonanie źródłowe. Jaki konkretnie komunikat dostałaś kiedyś o porażce, który teraz blokujesz?
Dobra, ja jestem sceptyczna z natury więc zapytam wprost - czy są jakieś badania na te afirmacje pod kątem strachu, czy to jest tylko teoria? Bo czytam i brzmi spoko ale zastanawiam się czy to nie jest trochę efekt placebo i po prostu skupiasz się na czymś co chcesz zmienić, a same słówka to tylko pretekst?
No właśnie to mnie ciekawi co Sennica napisała, ze moze byc przyklejanie naklejki. bo znam kilka osob ktore od lat robia afirmacje i nadal boja sie kazdej decyzji. gada sie sobie "porażka to nauka" a potem sie i tak trzesie na samą myśl o tym ze cos nie wyjdzie. moze nie chodzi o słowa tylko o cos głębszego? pytam serio bo nie wiem czy afirmacje to poziom symptomów czy przyczyn
Mam pytanie trochę z innej strony - ile czasu trzeba żeby afirmacje w ogóle zaczęły działać na taki głęboki strach? bo słyszałam że 21 dni, ale próbowałam i po 21 dniach nic specjalnego. teraz czytam że 66 dni. Czy to jest w ogóle do sprawdzenia jakoś, czy to tylko kolejna teoria?
Czytam Was od paru dni i mam takie wrażenie że wszyscy mówią o afirmacjach jak o czymś co robi się w głowie, słowami... a czy ktoś łączy to z czymś fizycznym, np. z kryształami albo ze świecą podczas powtarzania? oj tam, pytam bo gdzieś widziałam że intencja wzmocniona przez przedmiot ma większą siłę, ale nie wiem czy to nie jest już inna kategoria niż afirmacje
