Ostatnio zastanawiam sie nad czyms, o czym chyba mało kto mówi w kontekscie afirmacji. Praktykuje je od jakiegos czasu i zauważylam, ze można przesadzic. Serio. Zaczelaem dawac sobie zbyt wiele na raz, po kilkadziesiat powtórzen dziennie, silne, bardzo konkretne stwierdzenia - i zamiast spokoju to czulam jakis wewnetrzny opór, prawie jak niepokój. Jakby cos we mnie protestowalo 😛 Czy ktos miał podobnie? Zastanawia mnie czy są jakies sygnaly, ze człowiek wychodzi poza zdrowy zakres tej praktyki.
To co opisujesz ma nawet swoja nazwe w starszych opracowaniach z zakresu autosugestii. Coue juz w latach 20. ubieglego wieku zwracal na to uwage - zbyt agresywne afirmacje moga wywolac efekt odwrotny bo podswiadomosc "czuje" sprzecznosc miedzy tym co mowisz a tym co jest. Im bardziej chcesz cos wymusic, tym silniejszy bywa opór. Kluczowe pytanie brzmi: czy twoje afirmacje byly blisko twojej obecnej rzeczywistosci, czy daleko od niej?
Ojejku, no ale zaraz, A mozna zapytac co to znaczy "blisko rzeczywistosci"? bo ja np. robię afirmacje w stylu "jestem pewna siebie" choc wgl nie czuje sie tak na co dzien - i teraz sie zastanawiam czy wlasnie o to chodzi ze cos jest nie tak? Nie wiedzialam ze można przesadzic z afirmacjami, myslalam ze im wiecej tym lepiej 🙂
No dobra ale skad wiadomo ze to "za silna" afirmacja a nie po prostu zła afirmacja? Bo mnie sie wydaje ze problem moze byc w formule, nie w intensywnosci. Czyli moze za mało, a nie za duzo 😛 hyba ze mowicie o czymś innym niz ja rozumiem.
Dodam cos z innej strony. Mialam etap, kiedy robilam bardzo silne afirmacje dotyczace relacji i po jakims czasie poczulam sie dosłownie wyczerpana emocjonalnie 🙂 Nie dlatego ze afirmacje byly zle zbudowane, tylko ze kazda sesja wymagala ode mnie ogromnego skupienia i chcialam "czuc" kazde slowo. to jest wlasnie ta pulapka - jesli traktujesz afirmacje jak intensywny trening bez odpoczynku, cialo i psychika w koncu protestuja. Umiar to nie jest haslo z motywacyjnego plakatu, to serio fundament tej praktyki
Ojejciu, to ciekawe bo ja myslalem ze wlasnie to "czucie" kazdego slowa jest kluczem i ze bez tego afirmacje nie działaja. Widzialem gdzies ze emocja wzmacnia afirmacje. Wiec teraz juz nie wiem czy mam czuc mocno, czy nie czuc? Troche mnie to pogubilo szczerze.
A no, serio?, przepraszam ze sie wtrece, bo troche sceptycznie do tego podchodze, ale jedno pytanie mam. Czy te "objawy przesadzenia" o ktorych tu piszecie - niepokój, wyczerpanie, opor - nie moga byc po prostu zwyklym stresem z innych powodów? Serio pytam, bo zastanawiam sie jak ktos ma stwierdzic ze to akurat afirmacje sa winowajca, a nie np. praca czy inne sprawy.
No to przynajmniej jedno jest jasne - ze warto zwracac uwage na to kiedy i jak pojawia sie te sygnaly, a nie od razu zrzucac wszystko na afirmacje albo wszystko na zycie. Ale dalej uwazam ze problem intensywnosci vs zla formula to nie jest rozstrzygniety. jak ktos ma przepracowana sesje z dobra afirmacja to co, odpoczywa dwa dni i wróci do normy? Czy to zostawia jakis slad? :/
Ojejku, czytam ten watek i mam wrazenie ze umknela wam jedna rzecz. mowicie glownie o liczbie powtorzen i intensywnosci emocji, ale nie o tresci. Afirmacje, ktore dotykaja bardzo czulych obszarow - poczucia wartosci, straty, relacji - moga byc przytlaczajace nie dlatego ze jest ich za duzo, tylko dlatego ze otwieraja cos, na co czlowiek nie jest gotowy bez zadnego zakotwiczenia. To jak zaczac terapie od najtrudniejszego tematu pierwszego dnia. Ilosc to jeden czynnik, ale glebokosc tresci to drugi, rownie wazny.
