Hej, hej, mam taki temat i nie wiem za bardzo gdzie indziej go wrzucić. Mam od kilku lat macochę i relacja z nią jest... no, ciężka. Nie ma jakiegoś otwartego konfliktu, bardziej takie chłodne, napięte, jakbyśmy obie chodziły wokół siebie na palcach. Słyszałam że afirmacje mogą pomóc przepracować coś takiego od środka, nie czekając aż druga strona coś zmieni. Ale szczerze nie wiem od czego zacząć. Czy ktoś próbował czegoś takiego przy relacji z ojczymem albo macochą właśnie? Czy to w ogóle ma sens przy kimś, kto de facto nie jest twoim rodzonym rodzicem?
Temat ważny i rzadko poruszany, bo ludzie zwykle myślą o afirmacjach w kontekście kariery albo miłości romantycznej, a relacje rodzinne zastępcze to zupełnie inna dynamika. Chodzi o to, że tam jest warstwa emocjonalna, której nie ma np. w relacji z szefem - jest lęk o lojalność wobec rodzica biologicznego, jest porównywanie, jest często poczucie, że ta osoba "zaęła miejsce". Afirmacje mogą tu działać, ale muszą trafiać w tę konkretną warstwę. Coś ogólnego w stylu "każdy człowiek w moim życiu jest dla mnie darem" będzie przy tej relacji zupełnie bez sensu, bo podświadomość to odrzuci jako fałsz.
No właśnie 😛 I tu jest mój problem z afirmacjami przy takich tematach wogóle. Jeśli czujesz do kogoś realny chłód albo urazę, to powtarzanie "kocham moją macochę i jest nam razem dobrze" jest po prostu kłamstwem, które mózg natychmiast weryfikuje i odrzuca. To nie jest przeprogramowanie, to jest zaprzeczanie. I według mnie robi więcej szkody niż pożytku bo blokuje realne emocje zamiast je przepracować.
To co opisujesz,ten blok z poczuciem winy, to jest osobny watek i on musi być przepracowany osobno, bo afirmacje nałożone na poczucie winy go nie usuną, tylko przykryją. Najpierw trzeba dać sobie zgodę na te mieszane emocje. Coś w stylu "mam prawo czuć sympatię do różnych osób nie tracąc miłości do mamy" - to jest zdanie, które dotyczy ciebie, a nie relacji z macochą. I od czegoś takiego bym zaczęła, zanim w ogóle przejdzie się do afirmacji dotyczących samej relacji.
Zgadzam się z tym co pisze Szafirek84, tylko dodam że u mnie działało zupełnie odwrotnie - zaczęłam od relacji z tatą i dopiero przy okazji dotarłam do swoich głębszych przekonań o sobie. no cóż, nie ma jednej kolejności. Ale to co jest ważne: afirmacje przy relacjach rodzinnych działają wolniej niż przy celach zewnętrznych. O wieel wolniej. Ktoś tu ma doświadczenie ile to może trwać zanim się coś ruszy?
Dobra, ja tu jestem trochę z innej strony i po prostu pytam bo nie rozumiem - czy te afirmacje mają wpłynąć tylko na to jak TY tę relację odbierasz czy też jakoś realnie zmienić zachowanie tej drugiej osoby? bo jak tylko na ciebie, to rozumiem mechanizm. jak na nią też, to już nie wiem jak to miałoby działać
Dobre pytanie i często źle tłumaczone. Afirmacje działają na nadawcę, nie na odbiorcę. Koniec. Nie ma żadnego mechanizmu przez który twoje myśli zmienią czyjeś zachowanie. Co się faktycznie może zmienić, to twoje reakcje na tą osobę, twój ton głosu, mowa ciała, to na co zwracasz uwagę. I to już realnie wpływa na dynamikę relacji, bo druga strona reaguje na innego ciebie 😉 Ale nie myl przyczyny ze skutkiem.
Hmm ale to troche tak samo jak psychologia no nie? to po co te afirmacje skoro mozna po prostu pójść na terapię i tam to przepracować szybciej pewnie
Te 21 dni to mit marketingowy, który wziął się z błędnej interpretacji badań Maxwella Maltza z lat 60 😉 On pisał o minimum 21 dniach, a to gdzieś po drodze zmieniło się w gwarancję efektu. Nowsze dane mówią że zmiana nawyku myślowego to bliżej 60-90 dni przy regularnej praktyce, i to przy prostych nawykach, nie przy głęboko zakorzenionych wzorcach emocjonalnych z rodziny.
A ja się zastanawiam czy przy takiej relacji jak z ojczymem albo macochą nie warto najpierw zrobić jakiś rodzaj inwentaryzacji co właściwie czujemy do tej osoby. Bo czasem człowiek myśli że czuje urazę, a tak naprawdę czuje sie pominięty albo niewidzialny, i to jest zupełnie inny emocjonalny korzeń. Afirmacje pod urazę i afirmacje pod poczucie niewidzialności będą brzmiały i działały inaczej. Czy ktoś tu kiedyś próbował pisać listy do tej osoby - nie wysyłać, tylko pisać - żeby najpierw zobaczyć co tak naprawdę jest w środku?
List to dobra technika, szczególnie jeśli dasz sobie czas między napisaniem a powrotem do afirmacji - kilka dni bynajmniej. żeby emocja opadła, a nie żebyś afirmowała na świeżej ranie.
A czy kamienie mogą tu jakoś wspierać? pytam bo gdzieś czytałam że różeniec albo ametyst pomagają przy relacjach rodzinnych i zastanawiam się czy trzymanie czegoś takiego w ręku podczas afirmacji by coś dawało czy to za dużo naraz
Wtrącę swoje trzy grosze, właśnie jak to kłamstwo o którym pisała Basieńkaa
