Chcę otworzyć temat, który pewnie dotknie wiele osób tutaj, ale rzadko ktoś o tym mówi wprost. Afirmacje dla osób, które mają problem z darowaniem sobie. Nie z wybaczaniem innym bo o tym jest sporo, ale właśnie z tym żeby przestać się biczować za własne błędy, za to co się zrobiło albo czego nie zrobiło. Sama przez lata miałam z tym ogromny kłopot... Powtarzałam "kocham i akceptuję siebie" i czułam się jak kłamca. Te słowa nic do mnie nie trafiały, bo gdzieś w środku był głos, który mówił "nie, nie kochasz, pamiętasz tamto i tamto". I to jest sedno problemu z afirmacjami przy głębokiej samokrytyce - jeśli umysł od razu je odrzuca, to samo powtarzanie nie wystarczy. Trzeba zacząć od czegoś mniejszego, czegoś co nie budzi natychmiastowego buntu wewnętrznego. Czy ktoś z was próbował pracować z afirmacjami w tym konkretnym kierunku i co u was działało, a co nie?
Właśnie tego szukłam, dzięki że to otworzyłaś. Mam dokładnie ten sam problem z "kocham siebie" - nie wiem dlaczego ale brzmi to dla mnie jakoś... pusto? 🙂 albo fałszywie. Jakby ktoś mi kazał udawać. czy jest jakiś sposób żeby to poczuć naprawdę zamiast tylko mówić?
No to jest właśnie ta pułapka z afirmacjami - jak bardzo nie wierzysz w to co mówisz, to mózg to wyłapuje i tyle. Pamiętam jak sama zaczynałam, powtarzałam te zdania rano przed lustrem i po tygodniu rzuciłam, bo czułam się głupio. Dopiero ktoś mi powiedział żeby zmieniać formę na taką, która nie kłamie jeszcze wprost. Zamiast "jestem wspaniała" coś w stylu "uczę się być dla siebie łagodniejsza" albo "daję sobie prawo do błędów". To jakoś inaczej siedzi.
A mi zawsze wydawało sie ze afirmacje to takie troche... samooszukiwanie sie. ze mowisz cos nieprawdziwego dosc dlugo az zacznie byc prawda. troche jak brainwashing na wlasne zyczenie. nie krytykuje, sam probowalem pare razy i raz czy dwa hyba cos działało, ale nigdy nie bylem pewien czy to afirmacja czy po prostu czas. jak wy to rozrozniacie?
Mhm, A czy afirmacje przy wybaczaniu sobie można jakoś połączyć z runami? pytam bo czytałam że niektóre runy mają działanie oczyszczające i zastanawiam sie czy można pisać afirmacje na kartce i kłaść pod kamieniem runocznym albo coś w ten sposób 🙂
To jest bardzo ważna obserwacja i tak, czasami za bardzo nasiloną samokrytyką stoi cos, do czego same afirmacje nie dotrą albo dotrą bardzo powoli. Ale jest jeden prosty test - powiedz sobie w myślach "mam prawo do popełniania błędów". Nie że jesteś dobra ani że siebie kochasz, tylko że masz prawo do błędów jak każdy człowiek. czy ten głosik tesz protestuje? Bo jeśli tak, to warto się zastanowić skąd ta zasada wogóle pochodzi 🙂
O matko, właśnie próbowałam i... tak, protestuje. mówi że "to zalezy jakie błędy". co to znaczy, że to zalezy? to chyba nie jest normalne?
Mam pytanie troche z boku ale powiazane, jak długo powinno sie powtarzać te afirmacje żeby w ogole miało sens? bo czytałem ze 21 dni, czytałem ze 66, czytałem ze 90 😀 i nie wiem co jest prawdą. zaczołem raz, rzuciłem po dwoch tygodniach bo nie widziałem efektow i potem mi ktos powiedzial ze za krotko. ale czy wiec po prostu kazda osoba jest inna czy jest jakas miara?
Joj, wcinam się na moment, ale chciałam zapytać czy komuś tu afirmacje rzeczywiście pomogły z wybaczeniem sobie czegoś konkretnego? nie z ogólną miłością własną, ale z jakąś konkretną sytuacją. pytam bo mam coś z przeszłości za co bardzo siebie obwiniam i zastanawiam się czy to wogóle sposób do czegoś takiego
Tak, mi pomogły, ale nie od razu i nie same. Miałam jeden taki moment, dużo lat temu, kiedy zrobiłam coś co kosztowało mnie relację z bliską osobą. Długo nie mogłam tego puścić. Sama afirmacja w stylu "wybaczyłam sobie" brzmiała jak kpina. Ale zaczęłam od czegoś innego - "ta sytuacja mnie czegoś nauczyła". To nie było kłamstwo. Bo naprawdę mnie nauczyła. I od tego małego przyczółku powoli szłam dalej 😀 Nie wiem ile czasu zajęło, ale zmieniło się.
A jak to jest z mówienim tego na głos kontra w myslach? bo mi sie wydaje ze jak mowie głosem to czuje sie smieszny a jak w myslach to nie wiem czy działa tak samo. czy to ma znaczenie?
Ja właśnie zaczęłam próbować tych afirmacji i pisze je rano w zeszycie. mam pytanie czy to że piszę zamiast mówić jest gorsze? wydaje mi sie ze pisanie bardziej do mnie trafia niz mówienie bo jak mówię to za szybko, a jak piszę to jakoś bardziej to czuję. ale nie wiem czy to nie jest moje tylko wymówka żeby nie robić tego "właściwie"
Dobra, wracając do mojego pytania bo nikt nie odpowiedział - pisanie zamiast mówienia, to jest ok czy nie? bo siedzę teraz z tym zeszytem i nie wiem czy nie marnuję czasu
A co jesli pisze sie ale sie nie wiierzy w to co sie pisze? bo to hyba gorsze niz mowienie? przynajmniej jak mowie to slyszę wlasny glos i jakos to inaczej odbiera
Ja kombinuję czy to wogóle ma sens przy bardzo głębokiej samokrytyce, bo u mnie jest tak że nie mam jednej konkretnej rzeczy do wybaczenia, tylko jakby ogólne przekonanie że jestem do niczego... mhm, i nie wiem od czego zacząć. afirmacje w stylu "jestem dobra" brzmią dla mnie jak żart
Dobra ale chwila, bo mi sie wydaje ze wchodzimy teraz w terytorium bardziej psychologiczne niz ezoteryczne i nie wiem czy to jest zarzut, po prostu zauważam. afirmacje to jednak troche inne narzedzie niz terapia... albo nie? bo Tojadek_59 i Walentyna piszą sensownie ale to juz brzmi jak poradnia a nie forum o afirmacjach
