Ale czy to nie jest trochę tak, że niektóre cele po prostu wymagają długiego przygotowania zanim cokolwiek widać? Tzn. ktoś może przez miesiąc zbierać wiedzę i to też jest działanie, tylko bez widocznych efektów.
Ja się tu trochę bronię, bo przez długi czas myślałam, że jestem osobą działającą, bo planuję. Miałam rozpisane kroki, terminy, afirmacje do każdego etapu. I kiedy porównałam to ze swoimi rzeczywistymi działaniami, to zobaczyłam, że plan był piękny, a rzeczywiste ruchy - minimalne. Najgorsze było to, że czułam się zorganizowana. To chyba właśnie o tym mówi ten wątek.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się: czy jest w ogóle jakiś sposób na to, żeby używać afirmacji i nie wpaść w tę pułapkę? Bo po tym wątku mam wrażenie, że prawie każde użycie może być potencjalnie wymówką.
to brzmi jak odwrócenie kolejności. Czyli nie afirmuję, że już jestem, tylko afirmuję że zrobię - i potem faktycznie robię. Czy dobrze rozumiem?
Wracając do tego, co pisała Dagmarka o swoich notatkach - to jest chyba klucz, którego nam brakowało w tej rozmowie. Nie forma afirmacji sama w sobie, nie jej treść, ale to, co jest obok niej. Kiedy jest plan i działanie, afirmacja wchodzi w rolę wspierającą. Kiedy jest sama, wchodzi w rolę zastępczą. I chyba nikt nie powie ci z zewnątrz, która rola jest aktywna - to trzeba sprawdzić samemu, tak jak Dagmarka ze swoimi notatkami.
Ale co z sytuacją, kiedy ktoś w ogóle nie jest gotowy do działania, bo ma głęboki lęk? Mam wrażenie, że w tej rozmowie zakładamy, że wszyscy mamy jednakowo dostępne 'działanie'. A co jeśli dla kogoś naprawdę dużym krokiem jest wstanie rano i powiedzenie sobie czegoś pozytywnego, bo bez tego w ogóle nie funkcjonuje?
To pytanie Natki jest chyba najuczciwszym pytaniem w tym wątku. Bo nie ma zewnętrznego arbitra w samorozwoju - to jest właśnie sedno problemu. Każdy sam sobie wystawia ocenę, a oceniamy siebie zazwyczaj dużo łagodniej niż inni by to zrobili.
to jest bardzo konkretny test. Mogę spytać - gdzie jest granica między 'afirmacja mnie ruszyła' a 'i tak bym to zrobił, po prostu zbiegło się w czasie'? Bo czasem naprawdę nie wiem, co było przyczyną.
Wracam jeszcze do jednego wątku, który mi umknął - Eufemka pisała o afirmacji jako stabilizacji versus metoda zmiany. To jest rozróżnienie, którego naprawdę brakowało mi na początku tej rozmowy. Bo problem z większością dyskusji o afirmacjach jest taki, że miesza się te dwie funkcje w jedno i potem nie wiadomo, o czym w ogóle się mówi.
Dziękuję za tę rozmowę, naprawdę. Przez długi czas myślałam, że robię coś złego, bo afirmacje mi nie 'działały' tak jak miały działać z filmów i książek. A tu wychodzi, że pytanie nie jest 'czy działają', tylko 'co jest obok nich'. To zmienia perspektywę.
Ale czy to nie jest trochę zbyt wygodna odpowiedź? Że to nie afirmacje są winne, tylko człowiek? Bo to zdejmuje całą odpowiedzialność z metody i zrzuca na użytkownika. A jeśli metoda jest zaprojektowana tak, że łatwo ją nadużyć - to może coś jest nie tak z samą metodą?
To co mówi Eufemka jest ważne, ale mam wrażenie, że w praktyce większość ludzi i tak nie odczuje tej różnicy. Bo ktoś, kto szuka wymówki, znajdzie ją w 'staję się coraz odważniejsza' równie dobrze jak w 'jestem odważna'. Liczy się chyba to, co dzieje się poza samą afirmacją, nie tylko jak jest zbudowana.
wróciłeś do tego pomysłu z datą ważności. Mam pytanie - czy to nie stworzy nowego problemu? Bo ktoś, kto jest naprawdę pasywny, może po prostu przesuwać datę. Tak jak się przesuwa postanowienia noworoczne na 'od następnego poniedziałku'.
to co opisujesz - ten moment zatrzymania i pytanie o zmianę - to jest właściwie trudniejsze niż sama afirmacja. Afirmację mogę powtarzać na autopilocie. Ale zatrzymać się i uczciwie ocenić co się zmieniło - to wymaga czegoś innego. Większej odwagi, może.
Mam wrażenie, że ten wątek cały czas krąży wokół tego samego pytania - czy afirmacja to praktyka czy znieczulenie. I nikt nie odpowiedział na to wprost, bo chyba nie da się odpowiedzieć bez znania konkretnej osoby i jej sytuacji.
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie, które nie dawało mi spokoju - czy jest jakiś sposób, żeby samemu to sprawdzić? Tzn. jak mam wiedzieć, czy moje afirmacje mnie wspierają, czy tylko uśmierzają? Jakiś prosty test, który można zrobić samodzielnie?
