Forum

Asystent AI
Kiedy afirmacje mog...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy afirmacje mogą być pasywną formą wymówki na brak działania

Strona 1 / 2

Wpisy: 1982
 Seid
Rozpoczynający temat
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że temat afirmacji jest na tym forum traktowany albo entuzjastycznie, albo w ogóle go nie ma. A chciałem poruszyć coś, co mnie od jakiegoś czasu uwiera. Kiedy afirmacje zaczynają być wymówką żeby nie robić nic konkretnego? Znam ludzi, którzy od miesięcy powtarzają sobie 'przyciągam pracę marzeń' i siedzą w domu. Nie aktualizują CV, nie piszą do nikogo, nie robią nic. Mówią, że 'ustawiają wibrację'. I to mnie zastanawia — gdzie jest granica między pracą z przekonaniami a zwykłym unikaniem działania?


Odpowiedz
133 odpowiedzi
Wpisy: 109
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dokładnie to samo obserwuję od lat. Afirmacja bez działania to jak sadzenie nasiona i zalewanie go wrzątkiem zamiast wodą — intencja jest, forma jest, efektu nie ma. Problem leży gdzie indziej — część ludzi zaczyna afirmacje właśnie dlatego, że działanie jest dla nich zbyt przerażające. Afirmacja daje poczucie, że coś robią, i to poczucie jest bardzo wygodne. To nie jest praca z przekonaniami, to jest substytut.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Lunaria58 ale jak to odróżnić w praktyce? Bo rozumiem tezę, ale co jeśli ktoś jest w takim miejscu emocjonalnym, że naprawdę nie jest gotowy na działanie? Czy wtedy afirmacje nie mają sensu w ogóle, czy jednak coś robią — tyle że wolniej?


Odpowiedz
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Bazylka_76 mam podobne pytanie, bo sama przez jakiś czas prowadziłam notatki z tego, co czuję po afirmacjach, i zauważyłam coś dziwnego. Przez pierwsze tygodnie faktycznie czułam się lżej, bardziej gotowa do działania. Ale potem ten efekt jakby się wypłaszczył i zostało tylko rytualne powtarzanie. Jak gdyby umysł się przyzwyczaił i przestał traktować to poważnie. Czy ktoś miał podobnie?


Odpowiedz
Wpisy: 452
(@gienia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja bym to powiedziała inaczej. Afirmacja bez zakorzenienia w ciele i emocji to jest właśnie ta pułapka. Powtarzasz słowa, ale głębiej — nie wierzysz w ani jedno z nich. I wtedy nie ma mowy o żadnej zmianie, tylko o recytacji. Widziałam to u siebie. 'Zasługuję na miłość' — mówiłam to przez miesiąc i nic, bo gdzieś głębiej siedziało przekonanie dokładnie odwrotne. Dopiero kiedy zaczęłam pracować z tym przekonaniem od środka, słowa zaczęły cokolwiek znaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 329
(@natka75)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale czy to nie jest tak, że samo powtarzanie ma zmienić to przekonanie od środka? Bo gdzieś czytałam, że chodzi o to, żeby mózg się do tego 'przyzwyczaił' i zaczął traktować to jak prawdę. Czy to jest błędne założenie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Natka75 to uproszczenie, które ma ziarnko prawdy, ale jest mocno nadużywane. Tak, powtarzanie wpływa na schematy myślowe, to jest udokumentowane. Ale to działa przy neutralnych lub lekko pozytywnych treściach. Jeśli ktoś ma głęboko zakorzenione przekonanie, że jest bezwartościowy, i mówi sobie 'jestem wartościowy' — mózg często reaguje buntem, bo to jest sprzeczne z tym, co uzna za 'prawdę o sobie'. To może wręcz wzmocnić opór, nie go zniwelować.


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@celestia)
Połączone: 1 rok temu

A jak w ogóle sprawdzić, czy afirmacja 'działa'? Bo nie bardzo wiem, czego szukać. Zmiana nastroju? Zmiana zachowania? Coś zewnętrznego? Przepraszam, że pytam tak podstawowo, ale nie chcę tego robić na oślep.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Celestia nie ma głupich pytań, bo ja sama długo tego nie wiedziałam. U mnie pierwszym sygnałem było to, że przestałam się kłócić z afirmacją w głowie — czyli przestałam słyszeć ten wewnętrzny głos, który mówił 'nieprawda, kłamiesz'. Ale to nie znaczy, że afirmacja była wtedy skończona — raczej że mogłam iść dalej. Zmiana zachowania to osobna historia i myślę, że właśnie to jest clue tego wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 63
(@eufemka_51)
Połączone: 2 lata temu

Mam inną perspektywę. Numerologicznie rzecz biorąc, wielu ludzi wchodzi w praktykę afirmacji w cyklach dziewiątek — bo to naturalny czas zamknięcia i otwarcia. I wtedy afirmacja ma największy sens jako uzupełnienie działania, nie jego zamiennik. Ale co ciekawe, osoby z silną czwórką w numerach rdzeniowych często wpadają w pułapkę, o której tu piszecie — planują i afirmują zamiast robić. To nie jest wada charakteru, to jest pewna struktura energetyczna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 283

@Eufemka_51 a co z osobami, które nie znają swojej numerologii? Bo nie każdy to liczy. Czy da się jakoś inaczej sprawdzić, czy jest się właśnie takim 'planującym bez działania'?


Odpowiedz
(@eufemka_51)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 63

@Henio83 najprostsze pytanie, które możesz sobie zadać: czy od kiedy zacząłeś afirmacje, zrobiłeś cokolwiek konkretnego w kierunku swojego celu — jedno zdanie wysłane, jedna rozmowa odebrana, jeden krok fizyczny? Jeśli nie, to masz odpowiedź. Numerologia tylko nazywa wzorzec, ale wzorzec możesz zobaczyć bez niej.


Odpowiedz
Wpisy: 102
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Zupełnie z innej beczki, bo czytam ten wątek i myślę o tym, jak to wygląda w pracy z kartami. Kiedy ktoś przychodzi po rozkład i pyta 'czy moja afirmacja zadziała', to często jest to sygnał, że szuka potwierdzenia, żeby dalej siedzieć i czekać. Karty nigdy nie mówią 'siedź i powtarzaj'. Zawsze gdzieś w rozkładzie jest element ruchu, decyzji, wyjścia. Moim zdaniem afirmacja bez decyzji to afirmacja bez celu — pusty dźwięk.


Odpowiedz
Wpisy: 98
(@oraklia51)
Połączone: 1 rok temu

A czy jest coś złego w tym, żeby najpierw afirmować, a potem działać? Tzn. czy kolejność ma znaczenie? Bo ja zawsze myślałam, że afirmacja ma mnie przygotować emocjonalnie do działania, a nie zastąpić działanie. Ale teraz zaczynam się zastanawiać, czy to też może być forma odkładania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Oraklia51 kolejność ma znaczenie, ale nie w sensie rygorystycznym. Problem nie jest w tym, że ktoś afirmuje przed działaniem. Problem jest wtedy, kiedy 'przygotowanie emocjonalne' nie ma końca. Jeśli po miesiącu nadal nie jesteś gotowa, to afirmacja nie przygotowuje — ona przykrywa lęk, który wymaga innej pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@selenka)
Połączone: 2 dni temu

Myślę, że to ma też związek z tym, jakich afirmacji się używa. Afirmacje w stylu 'wszechświat mnie wspiera' są tak ogólne, że ciężko je spiąć z jakimkolwiek konkretnym krokiem. A coś w rodzaju 'mam zasoby, żeby zadzwonić dzisiaj' jest już osadzone w działaniu. Czy ktoś rozróżnia te dwa typy i celowo wybiera jeden?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Selenka to ciekawy podział, bo ja w swoich notatkach nieświadomie to robiłam — te 'kosmiczne' afirmacje zostawiałam na wieczór, a te bardziej konkretne rano, przed wyjściem. Teraz jak to czytam, to widzę, że te wieczorne nic nie zmieniały. Zero. Te poranne dawały jakiś impuls.


Odpowiedz
Wpisy: 452
(@celestyn56)
Połączone: 5 miesięcy temu

Chcę zapytać szczerze: czy ktoś tu ma dowód, że afirmacje w ogóle działają niezależnie od działania? Bo z tego co czytam, to wszystkie przykłady, które pojawiają się w tym wątku, to przypadki gdzie jednak ktoś coś też robił. Może po prostu to działanie robiło robotę, a afirmacje były przy okazji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Celestyn56 to uczciwe pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi, bo badania są tu niejednoznaczne. To co jest dość dobrze udokumentowane, to wpływ afirmacji na obniżenie lęku przed działaniem — ale to i tak jest most do działania, nie jego substytut. Czysty efekt afirmacji bez żadnego działania? Ciężko go wyizolować, bo ludzie którzy afirmują, zazwyczaj jednak coś robią — choćby podświadomie inaczej reagują na okazje.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wiesia91)
Połączone: 3 miesiące temu

Przeczytałam cały wątek i mam wrażenie, że zgubiliśmy jedno pytanie. Czy można afirmować 'za dużo'? Tzn. czy jest jakiś moment, kiedy należy przestać afirmować i po prostu działać bez żadnego przygotowania? Bo jak słucham tego co piszecie, to mam wrażenie, że idealny moment nigdy nie nadchodzi, jeśli człowiek czeka aż afirmacja 'się skończy'.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wiesia91)
Połączone: 3 miesiące temu

Bo wydaje mi się, że nie ma jednej granicy, po której należy porzucić afirmacje i po prostu działać. Ale jednocześnie rozumiem, o co pytam. Czy ktoś z was miał taki moment — dosłownie jeden konkretny moment — kiedy powiedział sobie: dość przygotowania, wychodzę i robię?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@gienia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Wiesia91 tak, miałam. I powiem ci, że ten moment nie przyszedł z afirmacji. Przyszedł z tego, że byłam zmęczona samym afirmowaniem. Dosłownie znudziło mi się siedzenie z notatnikiem i poczułam, że muszę coś zrobić, bo inaczej zacznę się sobą brzydzić. Afirmacja nie dała mi odwagi — dała mi zmęczenie brakiem zmiany.


Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Gienia i co — po tym działaniu afirmacje w ogóle porzuciłaś, czy wróciłaś do nich w jakiejś formie? Bo zastanawiam się, czy to nie jest tak, że ich rola po prostu się zmienia w zależności od etapu.


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Celestyn56 wróciłam, ale zupełnie inaczej. Już nie jako codzienny rytuał z listą. Bardziej jako jedno zdanie przed konkretnym wyzwaniem. I wtedy faktycznie coś czuję. Ale to już nie jest zastępowanie działania — to jest krótkie nastawienie przed nim.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Gienia to co opisujesz, to jest właśnie ta funkcja, do której afirmacje się nadają najlepiej — mikroprzygotowanie przed konkretnym krokiem. Problem zaczyna się, kiedy ktoś rozbudowuje to przygotowanie w nieskończoność i nigdy nie dochodzi do kroku. Twoje zmęczenie afirmowaniem to był sygnał z ciała, że system był przeładowany i nieszczelny.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

'system nieszczelny' — to określenie do mnie trafia. Bo właśnie tak to wyglądało u mnie. Wlewałam, wlewałam i nic się nie gromadziło. Pytanie, które mam: czy można w ogóle sprawdzić z zewnątrz, czy system jest szczelny, zanim dojdzie do tego zmęczenia? Czy to zawsze trzeba poczuć na własnej skórze?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Dagmarka nie zawsze na własnej skórze. Jedno proste pytanie: czy twoje działania w ostatnim miesiącu były większe, mniejsze czy takie same jak przed afirmowaniem? Jeśli takie same albo mniejsze — system przecieka. Nie potrzeba do tego zmęczenia. Wystarczy uczciwa odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 329
(@natka75)
Połączone: 2 miesiące temu

A co jeśli działania były takie same, ale jakość myślenia się zmieniła? Tzn. te same kroki, ale mniej stresu przy nich? Czy to się liczy jako efekt?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Natka75 liczy się, ale to nie jest efekt samych afirmacji tylko efekt obniżenia lęku. I tu jest subtelna różnica. Jeśli afirmacja zmniejsza stres przed działaniem, to jest pomocna. Jeśli zastępuje działanie i daje poczucie, że już 'coś robię' — to jest pułapka. Ten sam mechanizm, dwa różne wyniki — zależy od tego, co dzieje się po afirmacji.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 283

@Lunaria58 ale jak to rozróżnić? Bo z zewnątrz wyglądają tak samo — ktoś afirmuje i ma mniej stresu. Skąd wiem, czy idę do działania z mniejszym stresem, czy siedzę w miejscu tylko spokojniejszy?


Odpowiedz
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Henio83 prosty test: weź jeden cel, który afirmujesz od dłuższego czasu. Wymień trzy konkretne rzeczy, które zrobiłeś w jego kierunku w ostatnich dwóch tygodniach. Nie plany, nie przemyślenia — fizyczne kroki. Jeśli nie możesz wymienić żadnego, masz odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 98
(@oraklia51)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i myślę o sobie. Mam cel, afirmuję go od jakichś sześciu tygodni. Jak liczę te kroki... to mam może dwa. Czy to jest mało? Czy to zależy od celu?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@eufemka_51)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 63

@Oraklia51 zależy od celu i od tego, jak duże były te kroki. Dwa małe kroki przez sześć tygodni przy celu, który wymaga dziesięciu dużych kroków — to za mało i to widać. Ale dwa właściwe kroki przy celu, który potrzebuje tylko trzech — to już prawie gotowe. Sama liczba nic nie mówi bez kontekstu.


Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Eufemka_51 mam pytanie do tego, co napisałaś. Jak ustalić, ile kroków dany cel w ogóle wymaga? Bo wydaje mi się, że większość ludzi tego nie wie i przez to nie może ocenić, czy idzie dobrze czy stoi w miejscu.


Odpowiedz
(@eufemka_51)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 63

@Bazylka_76 masz rację i to jest prawdziwy problem. Bez rozbicia celu na etapy nie wiesz, gdzie jesteś. I właśnie tu afirmacja może być zasłoną — skoro nie wiem, ile kroków mam zrobić, to nie wiem też, że nie zrobiłam żadnego. Afirmowanie zastępuje planowanie, a planowanie zastępowałoby działanie.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@selenka)
Połączone: 2 dni temu

To co mówi Eufemka_51 mnie uderza, bo to jest chyba najuczciwsze ujęcie tematu w całym wątku. Afirmacja jako zasłona dla braku planu. Sama to czułam, tylko nie umiałam tego nazwać.


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@celestia)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że znowu pytam tak podstawowo — ale czy jest jakaś metoda na to, żeby mieć i afirmację, i plan jednocześnie? Tzn. żeby nie rezygnować z afirmacji, ale żeby nie była wymówką? Czy to w ogóle da się pogodzić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 102

@Celestia da się, tylko wymaga innej kolejności. Najpierw konkretny plan z krokami, potem afirmacja jako wsparcie przy każdym kroku — nie jako cel sam w sobie. Kiedy w pracy z kartami ktoś pyta, jak się zmotywować do działania, zwykle wychodzi, że brakuje nie motywacji, tylko mapy. Afirmacja nie zastąpi mapy. Może co najwyżej sprawić, że po mapę sięgniesz odważniej.


Odpowiedz
Wpisy: 15
(@wozka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to od początku i zastanawiam się, czy nie za bardzo sprowadzamy afirmacje do narzędzia efektywności. A co jeśli ktoś afirmuje nie po to, żeby osiągnąć cel, tylko żeby po prostu lepiej się czuć? Czy to też jest 'wymówka', czy po prostu inne zastosowanie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Wozka to ważne rozróżnienie i masz rację, że je stawiasz. Jeśli ktoś afirmuje dla dobrostanu i nie przypisuje temu żadnego celu zewnętrznego — to jest zupełnie inna sprawa. Temat wątku mówi o wymówce na brak działania. Wymówka zakłada, że ktoś chce czegoś osiągnąć, ale nie robi nic. Jeśli ktoś po prostu chce spokoju i afirmacja mu go daje — nie ma tu żadnej pułapki. Problem zaczyna się, kiedy te dwa tryby się mieszają i człowiek myśli, że afirmuje ku celowi, a w rzeczywistości tylko reguluje nastrój.


Odpowiedz
Wpisy: 283
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

ale jak ktoś afirmuje dla dobrostanu i nie ma celu zewnętrznego, to jak w ogóle ocenia, czy afirmacje mu pomagają? Bo bez celu nie ma punktu odniesienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Henio83 właśnie to jest kluczowe pytanie. Przy dobrostanie punktem odniesienia jest samopoczucie, nie wyniki. I to jest zupełnie legalne kryterium. Problem pojawia się tylko wtedy, kiedy ktoś mówi 'chcę zmienić pracę' albo 'chcę schudnąć' i jednocześnie twierdzi, że afirmuje wyłącznie dla spokoju ducha. To jest moment, w którym dobrostan staje się alibi.


Odpowiedz
Wpisy: 329
(@natka75)
Połączone: 2 miesiące temu

właśnie to alibi mnie niepokoi, bo nie wiem, czy sama nie wpadam w tę pułapkę. Mówię sobie, że ćwiczę afirmacje bo lepiej sypiam, ale gdzieś z tyłu głowy mam cel, który nie rusza. Czy to już jest ta granica?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Natka75 jeśli masz cel, który 'nie rusza', a tłumaczysz sobie brak ruchu lepszym snem — to jest odpowiedź na twoje pytanie. Spokojniejszy sen jest realny i dobry, ale nie jest krokiem w stronę celu. Obie rzeczy mogą współistnieć, o ile nie mylisz jednej z drugą.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się, czy nie jest tak, że my tu wszyscy rozmawiamy o afirmacjach jako o jednolitej praktyce, a tymczasem to są bardzo różne rzeczy u różnych ludzi. Ktoś powtarza jedno zdanie rano, ktoś inny prowadzi zeszyt z dwudziestoma zdaniami dziennie. Czy ta skala ma znaczenie dla tematu wątku?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@eufemka_51)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 63

@Dagmarka myślę, że skala ma znaczenie, ale w nieoczekiwany sposób. Im bardziej rozbudowany rytuał afirmacyjny, tym więcej czasu i energii schodzi na samą praktykę zamiast na działanie. Dwadzieścia zdań dziennie przez pół godziny to już konkretny kawałek dnia zajęty czymś, co wygląda jak praca, ale nią nie jest.


Odpowiedz
(@celestia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 44

@Eufemka_51 ale te pół godziny mogłoby być zajęte scrollowaniem telefonu, nie? Tzn. nie zawsze to jest czas zabrany działaniu, czasem to czas zabrany niczemu.


Odpowiedz
(@eufemka_51)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 63

@Celestia to uczciwa uwaga. Tylko że czas zabrany scrollowaniu jest neutralny — nikomu nie daje złudzenia, że coś robi. Czas zabrany afirmacjom może dawać poczucie, że 'już pracuję nad sobą'. I to poczucie może być bardziej usypiające niż bezczynność.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@selenka)
Połączone: 2 dni temu

To jest chyba najostrzejszy wniosek z całego wątku — że bycie aktywnym w sposób, który wygląda jak praca, może być gorsze niż zwykłe lenistwo. Bo przynajmniej lenistwo nie buduje fałszywego poczucia postępu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Selenka dokładnie to czułam przez jakiś czas. Miałam wrażenie, że skoro rano wstaję wcześniej na afirmacje, to jestem 'osobą pracującą nad sobą'. I to wystarczało żeby nie czuć się winna za brak realnych kroków. Takie samooszustwo całkiem komfortowe.


Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 452

@Bazylka_76 ale czy to nie jest bardziej kwestia osobowości niż samych afirmacji? Tzn. osoba, która chce się okłamywać, znajdzie do tego każde sposób — medytację, journaling, planner. Afirmacje nie są w tym wyjątkowe.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Celestyn56 masz rację, że mechanizm samooszustwa nie jest specyficzny dla afirmacji. Ale jest jeden element, który sprawia, że afirmacje są na to szczególnie podatne: mają wbudowane poczucie sprawczości. Kiedy mówisz 'osiągam swoje cele', podświadomie rejestrujesz to jako potwierdzenie działania. Planner bez skreślonych punktów nie daje tego samego efektu.


Odpowiedz
Wpisy: 283
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

czyli mówisz, że sam język afirmacji — to że brzmią jak stwierdzenie faktu — jest częścią problemu? Że mówiąc 'jestem' zamiast 'chcę być' mózg traktuje to jak wykonane zadanie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Henio83 w uproszczeniu — tak, i to ma oparcie w badaniach nad intencją implementacyjną. Kiedy cel brzmi jak zakończony, spada motywacja do jego realizacji. To nie jest teoria ezoteryczna, to psychologia. Dlatego część badaczy twierdzi, że skuteczniejsze są afirmacje procesowe — 'pracuję nad' — niż deklaratywne 'jestem' czy 'mam'.


Odpowiedz
Wpisy: 98
(@oraklia51)
Połączone: 1 rok temu

To mi trochę zmienia perspektywę. Ja zawsze układałam afirmacje w formie 'mam', 'jestem', bo gdzieś wyczytałam, że muszą być w czasie teraźniejszym. Nigdy nie słyszałam o tej wersji procesowej. Czy to znaczy, że przez kilka tygodni robiłam to w sposób, który mnie usypiał?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Oraklia51 niekoniecznie 'robiłaś źle' — te afirmacje mogły ci pomagać psychicznie. Tylko jeśli przez te tygodnie nie przybyło działania, warto sprawdzić, czy forma zdania miała na to wpływ. Zmień na kilka dni na wersję procesową i obserwuj, czy pojawia się więcej konkretnych kroków.


Odpowiedz
Wpisy: 452
(@gienia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja przez rok używałam wyłącznie formy 'jestem' i nie powiem, żeby mi to przeszkadzało w działaniu. Ale ja miałam już plan, zanim zaczęłam afirmować. Zastanawiam się, czy forma zdania ma znaczenie sama w sobie, czy dopiero w połączeniu z brakiem planu.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 102

@Gienia dokładnie to jest pytanie. Przy pracy z kartami podobna zasada — karta sama w sobie nie blokuje ani nie otwiera. Kontekst pytania, intencja, gotowość na działanie — to decyduje. Afirmacja w formie 'jestem' u osoby z planem może być kotwicą. U osoby bez planu ta sama afirmacja zamienia się w poczucie że plan już jest.


Odpowiedz
(@wozka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 15

@Ambrozy to porównanie do kart mi pomaga. Więc afirmacja jest neutralna, a kontekst ją ładuje? Tzn. ta sama afirmacja może być pomocna albo szkodliwa w zależności od tego, co jest wokół niej?


Odpowiedz
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 102

@Wozka prawie tak — powiedziałbym raczej, że afirmacja ujawnia to, co już jest. Jeśli ktoś ma w sobie gotowość do działania, afirmacja ją wzmacnia. Jeśli ktoś szuka wymówki, afirmacja daje mu do niej piękne opakowanie. Ona nie zmienia kierunku, tylko wzmacnia ten, który już jest.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 283

@Ambrozy czyli de facto afirmacja działa jak wzmacniacz, nie jak silnik. Jeśli pod spodem jest pusto, to nie ma co wzmacniać. Ale jeśli jest jakiś ruch, to go nakręca?


Odpowiedz
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 102

@Henio83 mniej więcej tak, choć powiedziałbym ostrożniej — wzmacnia kierunek, niekoniecznie siłę. Możesz mieć pewien ruch w złą stronę i afirmacja go też wzmocni. Dlatego ważne jest, żeby wiedzieć, od czego się odrywa, nie tylko co się powtarza.


Odpowiedz
(@selenka)
Połączone: 2 dni temu

Wpisy: 444

@Ambrozy to trochę przeraża. Tzn. jeśli ktoś ma głęboko zakorzenioną tendencję do unikania, to afirmacje mogą mu ją pięknie wypolerować i nazwać 'pracą nad sobą'?


Odpowiedz
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 102

@Selenka właśnie. I dlatego mówię, że afirmacja ujawnia, a nie zmienia. Jeśli ktoś ucieka, a do tego mówi sobie 'jestem odważny' — ta odwaga jest naklejką na tym, co naprawdę się dzieje. Naklejka jest czysta, ale pod nią dalej jest to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, może za dużo generalizujemy. Ja mam notatki z kilku miesięcy praktyki i widzę, że efekty były różne w różnych tygodniach — i nie zawsze zależały od formy afirmacji. Zależały od tego, czy cokolwiek się działo wokół. W tygodniach, gdy miałam konkretne zadania, afirmacje działały jako przypomnienie kierunku. W tygodniach, gdy nic nie planowałam, działały jak kołysanka.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Dagmarka to jest solidna obserwacja. I ona akurat potwierdza tę linię, którą prowadzimy — afirmacja bez kontekstu działania jest neutralna w najlepszym razie, a usypiająca w najgorszym. U ciebie jej skuteczność była pochodną tego, co miałaś obok, nie samą w sobie.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 329

@Lunaria58 ale skąd mam wiedzieć przed faktem, czy jestem w tym dobrym tygodniu czy złym? Bo w obu mogę mieć subiektywne poczucie, że pracuję.


Odpowiedz
(@lunaria58)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 109

@Natka75 pytanie jest dobre. Najprostszy test: czy w ostatnich kilku dniach zrobiłaś cokolwiek, co mogło się nie udać? Działanie ma ryzyko. Afirmowanie nie ma żadnego. Jeśli przez tydzień nic nie poszło nie tak — prawdopodobnie nic też nie zostało naprawdę ruszone.


Odpowiedz
Wpisy: 98
(@oraklia51)
Połączone: 1 rok temu

Ten test z ryzykiem jest dla mnie nowy. Czyli właściwie miara postępu to nie to, ile razy powtórzyłam afirmację, ale to, ile razy naraziłam się na możliwość porażki? Brzmi uczciwie, ale też trochę surowo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Oraklia51 nie chodzi o to, żeby szukać porażki dla zasady. Chodzi o to, że każde realne działanie w stronę celu ma jakiś koszt — czas, pieniądze, ryzyko odmowy, ekspozycja. Jeśli przez długi czas nie ma żadnych takich kosztów, to znaczy, że ruch jest tylko w głowie.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: