Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba nie jest często poruszane - mianowicie czy afirmacje mogą być szkodliwe dla osoby, która ma psychozę albo schizofrenię. Czytałem różne rzeczy o energetycznych szlakach i o tym jak umysł przetwarza powtarzane treści, i jakoś zaczęło mnie to niepokoić. Bo jeśli ktoś ma już zaburzony kontakt z rzeczywistością, to co się dzieje gdy zaczyna intensywnie powtarzać "jestem jednością z wszechświatem" albo "słyszę głos swojego wyższego ja"? Czy ktoś z Was miał kontakt z taką sytuacją albo w ogóle myślał o tym aspekcie?
To jest pytanie, które naprawdę rzadko ktoś zadaje w takich miejscach, i dobrze że się pojawia. Krótka odpowiedź: tak, afirmacje mogą namieszać, i to całkiem poważnie. Dłuższa odpowiedź: to zależy od tego, jakiego typu są to afirmacje i w jakim stanie jest dana osoba. Afirmacje, które rozmywają granicę między jaźnią a "kosmosem", albo te, które zakładają że słyszymy jakieś wewnętrzne głosy i przewodników, to przy aktywnej psychozie jest jak dolanie oliwy do ognia. Umysł w psychozie i tak już ma problem z odróżnianiem tego co wewnętrzne od zewnętrznego.
No właśnie, ale tu się pojawia pytanie, bo ja na przykład ćwiczę pracę z czakrami i do tego stosuję afirmacje. I zawsze mnie uczono że chodzi o wzmocnienie energii, a nie o rozmywanie granicy jaźni. Czy te "niebezpieczne" afirmacje to jakaś konkretna kategoria, czy chodzi o każde powtarzanie pozytywnych stwierdzeń? bo troche czuje ze to dwie rózne sprawy.
Hmm ale zaraz. Ja medytuję i stosuję afirmacje od jakiegoś czasu i nigdy nie miałam żadnych niepokojących objawów. Skąd ta granica jak ją rozpoznać? Czy chodzi o częstotliwość, o treść, czy o coś jeszcze innego? 🙂 Szczerze mówiąc trochę mnie to niepokoi, bo sama czasem stosuję afirmacje związane z czakrami i energią i teraz sie zastanawiam czy robię to dobrze
Gustawa, u ciebie to prawdopodobnie nie ma znaczenia jeśli nie masz żadnych predyspozycji i jesteś zdrowa. Problem leży gdzie indziej... chodzi o ludzi, którzy już mają w rodzinie historię chorób psychicznych, albo sami mieli epizody, albo są w leczeniu i biorą leki. eh, dla nich takie praktyki mogą być na prawdę ryzykowne. Myślę też że dużo zależy od tego, czy ktos robi to samodzielnie bez żadnego nadzoru, czy ma kogoś, kto może powiedzieć "hej, coś nie gra".
Dorzucę inną perspektywę. Afirmacje to nie jest zjawisko magiczne w sensie energetycznym, to mechanizm psychologiczny, repetytorium myślowe... I jak każde sposób do pracy z umysłem, przy zaburzeniach psychicznych wymaga nadzoru specjalisty. Z mojego doświadczenia wiem, że osoby z psychozą mają tendencję do dosłownego traktowania metafor. Więc afirmacja "jestem jednym z naturą" może dla osoby zdrowej być piękną przenośnią, a dla kogoś w epizodzie - dosłownym faktem, który zaczyna budować urojeniową strukturę. To jest naprawdę realne ryzyko, nie przesadzam.
Mam w swoich notatkach zapisane coś ciekawego z książki, którą czytałam parę miesięcy temu, no nie pamiętam autora teraz niestety, ale tam było o tym właśnie. joj, że stan głębokiej koncentracji podczas powtarzania afirmacji czy mantry to jest stan odmiennej świadomości... I że dla kogoś z chwiejną granicą ego ten stan może być na prawdę dezorientujący, bo zacierają się kontury tego co "ja" a co "nie-ja". Nie wiem czy to ma związek z szlakami energetycznymi, ale coś tu jest na rzeczy 😉
Przepraszam ze wchodzę ale chciałam zapytac - a co jeśli ktoś nie wie że ma predyspozycje? ^^ znaczy się nie był u lekarza i nie wie. czy jest jakiś objaw który mówi żeby nie robić takich afirmacji? pytam bo mam koleżankę która ostatnio dziwnie się zachowuje i jednocześnie bardzo intensywnie zaczęła ćwiczyć jakieś afirmacje z jakiegoś kursu online
Hmm, chce zapytac trochę z boku ale czy te szlaki energetyczne o których mówi tytuł to chodzi o meridiany, czy o coś innego? bo ja słyszałem różne rzeczy i nie jestem pewien czy to ta sama koncepcja co przy afirmacjach, czy zupełnie osobny temat. trochę się gubię
No i tu Edek dotknął czegoś istotnego ale powiem szczerze, że to "zmienia przepływ energii" to jest sformułowanie które mi trochę nie leży. Bo to brzmi jak gotowy przepis na to, żeby ktoś zaczął wyjaśniać swoje objawy przez pryzmat energetyczny zamiast iść do lekarza. Widziałam to nie raz. Osoba ma ewidentnie objawy wymagające leczenia, a zamiast pomocy medycznej dostaje odpowiedź, że to kwestia zablokowanej czakry albo zaburzonego szlaku energetycznego. I tak koło się zamyka.
Czytam ten watek od poczatku i mam pytanie bo trochę sie boję - czy to znaczy ze osoby z depresją tesz nie powinny robić afirmacji? joj, bo to tez jest choroba psychiczna i slyszalam ze afirmacje sa wlasnie dla takich osob szczegolnie pomocne 🙂 troche sprzeczne sygnaly dostaje
Wiesz co, to mnie zastanawia czy w takim razie jest jakaś bezpieczna wersja afirmacji dla kogoś kto ma problemy psychiczne albo jest na granicy. ojejciu, bo tak Czytam i czytam, i wychodzi na to że albo afirmacje są ok albo nie są, a ja czuję że to musi być jakieś spektrum. Czy ktoś miał kontakt z podejściem które próbowało jakoś to pogodzić? Tzn. dostosować afirmacje do potrzeb osoby która jest w leczeniu?
Pola, właśnie. Są takie podejścia. Czytałam o tzw. afirmacjach zakorzeniona, które zamiast "jestem doskonały i bez wad" mówią cos w stylu "mogę zrobić jeden mały krok" albo "moje stopy dotykają ziemi i to jest realne". To działa zupełnie inaczej energetycznie i psychologicznie bo zamiast rozrywać kontakt z rzeczywistością, wzmacnia zakorzenienie... Przy predyspozycjach do psychozy to niebo a ziemia w porównaniu z tymi kosmicznymi, wszechświatowymi afirmacjami z popularnych kursów. Nie wiem czy to rozwiązuje cały problem ale jest chyba lepszym kierunkiem
