Mam taki problem i nie wiem czy to jest odpowiednie miejsce ale wrzucam... Powtarzam afirmacje na akceptację ciała już hyba ze trzy miesiące i... nic. BMI takie samo, waga taka sama, i szczerze? Nadal nie mogę patrzeć na siebie w lustrze bez grymasu. Czytałam że afirmacje mają "przeprogramować umysł" ale zastanawiam się czy one w ogóle działają kiedy wskaźnik BMI sie nie zmienia, bo jakoś nie mogę uwierzyć własnym słowom że "jestem piękna i kocham swoje ciało" skoro wiem że to nieprawda. Czy ktoś miał tak samo?
To jest właśnie ten problem z afirmacjami - ludzie myślą że jak będą powtarzać to magicznie zaczną wierzyć. Ale mózg nie jest głupi, jak mówisz coś co jest w oczywistej sprzeczności z tym co widzisz w lustrze, to pojawia się opór i to normalne. Są badania na ten temat, nie pamiętam dokładnie kto to robił ale chodzi o to że zbyt duży dysonans między afirmacją a przekonaniem sprawia że efekt jest odwrotny. Lepiej zaczynać od czegoś mniejszego, np. "zaczynam poznawać swoje ciało" zamiast "kocham swoje ciało".
Ja miałam podobnie z innymi afirmacjami i wiem o co chodzi z tym "mechanicznym" powtarzaniem. U mnie zmieniło się dopiero jak zaczełam to robić inaczej - nie przed lustrem, bo lustro mnie deprymowało. Chodziłam po pokoju i mówiłam to głośno, troche jak mantrę. Nie wiem czy to ezoteryka czy po prostu psychologia ale coś drgnęło po jakiś 5-6 tygodniach... Nie że nagle pokochałam ciało ale przetał mnie ten ścisk w brzuchu jak szłam na plażę.
Ale serio, czy ktoś tu na prawdę wierzy że samo powtarzanie zdań zmieni to jak wyglądasz albo jak się czujesz? Bo to chyba jednak trochę zbyt proste. Jak ktoś ma realny problem z akceptacją ciała to chyba potrzeba czegoś więcej niż afirmacje?
Właśnie - i tu jest clou sprawy. Temat mówi "kiedy BMI się nie zmienia" i to jest piękne ujęcie bo sugeruje że BMI miało się zmienić. oj tam, pytanie do Albitki, bo to ważne - czy ty chcesz zaakceptować ciało POMIMO że BMI zostaje jak jest, czy chcesz użyć afirmacji do zmiany sylwetki? Bo to są zupełnie inne praktyki i jedne drugich nie zastępują.
Ojej no, ojej, dobre pytanie. Chyba... trochę jedno i drugie? 🙂 Chciałabym schudnąć ale też chciałabym przestać się wstydzić gdy nie schudnę. Teraz mam tak że jak waga stoi w miejscu to afirmacje wydają mi się bez sensu, bo czuję że kłamię.
Albitka, rozumiem to uczucie! Ja miałam coś podobnego z afirmacjami w innym obszarze i naprawdę długo zajęło mi zrozumienie że to nie jest kłamstwo - to jest intencja. Jak mówisz "kocham swoje ciało" to nie mówisz że wszystko jest idealne, tylko że wybierasz miłość zamiast walki. przynajmniej tak mi to kiedyś ktoś wytłumaczył i coś mi kliknęło. Może to pomoże?
A czy afirmacje przed lustrem to w ogóle dobry pomysł? ojej no, gdzies czytałam że lustro wzmacnia przekaz ale nie wiem na ile to prawda. Bo jak patrze na siebie w lustrze i mowie cos pozytywnego a jednocześnie widzę rzeczy które mi sie nie podobają, to raczej te negatywne myśli wygrywają, nie afirmacja...
Prześledziłam ten temat i mam wrażenie że wszyscy zakładają że akceptacja ciała to jest coś do osiągnięcia przez afirmacje, ale czy to nie jest trochę... zbyt psychologiczne jak na to forum? Pytam serio bo wydaje mi się że jest jakiś aspekt energetyczny ciała który tu pomijamy. Np. praca z czakrą splotu słonecznego czy serca? Może problem leży głębiej i afirmacje to tylko jeden element?
Ale Gosiunia ma rację że to może mieć więcej warstw. Ja sama pracowałam z afirmacjami i z rytuałami jednocześnie i ta kombinacja dawała inny efekt niż samo powtarzanie zdań 😛 Nie mówię że afirmacje nie działają samodzielnie - działają, tylko może wolniej albo płyciej. A to co opisuje Albitka - ten dysonans, to uczucie że kłamie - brzmi jak by brakowało jeszcze czegoś co te słowa zakotwi.
Do tej pory tylko czytałam, ale jeśli uczucia są takie... zmienne? 🙂 Jednego dnia jest lepiej, drugiego gorzej... To jest postęp czy nie?
Wlasnie weszłam w ten watek i mega sie utożsamiam z tym co pisze Albitka. Ja też kiedys robiłam afirmacje na ciało i po kilku tygodniach rzuciłam bo stwierdziłam ze to nie dla mnie... Ale moze zrobiłam bład ze przstałam za wcześnie? Ile czasu wy dajecie żeby ocenić czy cos działa czy nie, bo trzy miesiące to dużo czy mało?
Ines71 pisz znowu do nas jak zaczniesz od nowa, bo naprawdę ciekawe jest śledzić jak komuś idzie 🙂 ja sama byłam w podobnym miejscu i wiem że ta chwila kiedy chce się rzucić to jest dosłownie tuż przed tym kiedy coś zaczyna drgnąć... Nie wiem czemu tak jest ale mam takie wrażenie z własnego doświadczenia. Może to przypadek oczywiście ale jednak.
Ja też chcę zapytać o jedną rzecz bo mam taki problem - co robić jak afirmacja brzmi okej rano, ale wieczorem jak coś pójdzie nie tak (np. zdjęcie, komentarz kogoś) to się wszystko sypie i czuję że zaczyna się od zera? Czy to normalne że tak się waha? 🙂
To jest normalne Albitka, ale też trochę pokazuje że sama afirmacja może nie wystarczyć. Jeśli jeden komentarz wywraca wszystko do góry nogami to znaczy że przekonanie nie jest jeszcze zakorzenione. Afirmacja to nie szczepionka którą bierzesz raz i masz spokój. trzeba ja ponawiać. Choć przyznam szczerze że mam wątpliwości czy to w ogóle wystarczy przy głębszych problemach z obrazem ciała 😛
Przepraszam ze się wtrącę ale chce zapytać Tarocistki - co to znaczy "jakość obecności" w trakcie afirmacji? Serio nie rozumiem, jak można być bardziej obecnym niż kiedy patrzy się w lustro i mówi zdanie? Czy to jest jakiś specjalny stan?
No właśnie, Chalcedonka pyta to co ja chciałam powiedzieć. To trochę brzmi jak że jak afirmacje nie działają to znaczy że źle je robisz, i zawsze można powiedzieć "rób lepiej" 🙂 Ale jak sprawdzić że robi się "dobrze"? Trochę to jest tak że nie da się udowodnić że coś nie zadziałało.
