Nie wiem czy to dobry dział, ale wydaje mi się że tak. Mam taki problem że kiedy jestem przy mamie to po prostu..... kurczę, znikam. Jakbym się zmniejszała. Mam swoje zdanie, swoje życie, ale przy niej to wszystko gdzieś ucieka i zostaję taką małą dziewczynką co czeka na ocenę. Próbowałam różnych afirmacji w stylu "jestem dorosłą kobietą" albo "mam prawo do swojego zdania", ale jakoś nie czuję żeby cokolwiek się zmieniało. Czy ktoś pracował z afirmacjami przy takim problemie? Chodzi mi o relację z matką, o to że człowiek czuje się przy niej mały i bez siły.
No cóż, afirmacje afirmacjami, ale To o czym piszesz to jest coś głębszego. to nie jest kwestia słów które sobie powtarzasz. To jest przenoszenie stanu, coś co dzieje się na poziomie pola między wami, nie na poziomie głowy. Dlatego żadna afirmacja powiedziana na sucho nie przebije się przez taki wzorzec. matka to pierwsze pole jakie znamy, pierwsze lustro, i to lustro zostaje zakodowane w nas bardzo wcześnie, zanim jeszcze słowa cokolwiek znaczyły. można to przeprogramować, ale nie przez samo gadanie do siebie w lustro.
Moim zdaniem najprostsze co możesz zrobić to afirmacje z oddechem - mówisz je na wydechu i dosłownie wyobrażasz sobie że wypychasz z siebie to stare poczucie małości. ech, jak wdech to nabierasz nowe przekonanie, jak wydech to wypychasz stary schemat. Robiłam tak z klientkami i działa lepiej niż samo mechaniczne powtarzanie. Kilkanaście minut dziennie wystarczy.
Ja mam inne zdanie w tym temacie. To co Mocarna opisuje jako "przenoszenie stanu przez pole" to jest realne zjawisko, nie kwestionuję, ale powiem szczerze - sama afirmacja nie wystarczy bez pracy z przekonaniem które za tym stoi. Wiele kobiet latami powtarza "jestem wystarczająca" i nic bo gdzieś głębiej siedzi przekonanie że matka ma rację. I dopóki to nie zostanie ruszone, żadne słowo nie przebije. Pytanie do ciebie Nashira - czy masz jakieś konkretne zdanie matki które szczególnie w ciebie uderza? ^^ jedno takie zdanie które słyszałaś dużo razy?
Znam to z własnego doswiadczenia. U mnie zadziałało dopeiro kiedy zaczęłam robić afirmacje dosłownie chwilę PRZED kontaktem z mamą, nie ogólnie rano i wieczór. Stałam pod jej drzwiami i kilka razy mówiłam sobie w myslach że jestem oddzielną osobą, że jej nastrój to jej nastrój a nie mój. Brzmi śmiesznie ale coś się zaczęło zmieniać. nie od razu, ale po jakimś czasie zauważyłam że szybciej do siebie wracam po rozmowie z nią.
To co opisuje Willowa ma sens jako technika zakotwiczenia ale mam pytanie do Mocarnej - bo zaciekawiło mnie to z tym polem. Czy tu chodzi o coś w rodzaju morficznego pola Sheldrake'a czy raczej mówisz o czymś co jest po prostu dynamiką psychologiczną ubrana w język energetyczny? Bo to są jednak dwa różne twierdzenia i chciałbym wiedzieć z czego wychodzisz
Rzadko piszę, ale tu się nie powstrzymam, ale chciałam zapytać - czy takie afirmcje przed kontaktem z mama to sie mowi na głos czy tylko w mysli? 🙂 bo mam podobny problem i zastanawiam sie czy to ma znaczenie
