Chcę poruszyć coś, o czym rzadko sie mówi w kontekście afirmacji. Większość poradników mówi: powtarzaj, wierz, działaj. I okej, to ma sens. Ale jest pewna pułapka, w którą sama wpadłam i widziałam jak wpadały w nią inne osoby. Kiedy afirmacje zamiast pomagać zaczynają być formą kary. Przykład z życia: ktoś codziennie rano powtarza "jestem godna miłości" albo "zasługuję na szczęście" i zamiast czuć się lepiej, po kilku tygodniach czuje się gorzej. Bo głęboko w środku jest głos, który mówi: "no to czemu tego nie masz?". I ta sprzeczność potrafi być naprawdę bolesna. Pytanie do Was, czy ktoś to przerabiał i jak sobie z tym radził?
Tak, dokładnie to samo mi się przydarzyło. Robiłam afirmacje miłosne przez jakiś czas i zamiast spokoju to czułam coraz większy niepokój. jak by każde powtórzenie przypominało mi, że tej miłości jeszcze niema. Myślę, że problem jest w tym, że afirmacja musi jakoś pasować... oj nie, miałam nie używać tego słowa. Chodzi mi o to, że musi być choć trochę wiarygodna dla ciebie samej, inaczej umysł od razu ją odrzuca.
Dokładnie tak. I właśnie dlatego coś mi tu nie gra do całej tej kultury afirmacji,która jest teraz wszędzie. Te listy "powiedz to 100 razy rano" bez żadnego kontekstu, bez rozeznania gdzie ta osoba jest teraz, to może być na prawdę szkodliwe 😉 czarownica dobrze to nazwała, kara. Bo kiedy masz niskie poczucie własnej wartości i codziennie mówisz sobie że jesteś wspaniała, a życie temu nie odpowiada, to nie leczysz rany, ty wsypujesz w nią sól.
Ale czy to nie jest kwestia tego, jak ktoś te afirmacje dobiera? Bo ja też to robiłam źle na początku, brałam gotowe z internetu, jedno zdanie, rzucałam w powietrze i tyle 🙂 Potem zaczęłam pisać własne i to zupełnie inna historia. Własne słowa jakoś lepiej trafiają. mystica, czy te pytania afirmacyjne to konkretna metoda, bo nie słyszałam o tym?
Hej, hmm, brzmi sensownie ale mam pytanie, bo jestem sceptyczny wobec tego całego nurtu. Jak odróżnić, że afirmacja "działa" od tego że poprostu samemu zaczęłeś coś robić inaczej i to przyniosło efekt? Bo mi się wydaje, że często ludzie przypisują efekty afirmacjom, a tak naprawdę to zmieniło się ich zachowanie przy okazji, nie słowa.
O rany, cieszę się, że natknęłam się na ten wątek, bo miałam ostatnio dokładnie ten problem o którym piszecie. robiłam afirmacje pod pewną sytuację życiową i po jakimś czasie zaczęłam się czuć jakby ta sytuacja mnie określała, jakby cały mój dzień kręcił się wokół tego jednego zdania. Czy to normalne że afirmacja może człowieka tak nakręcić zamiast uspokoić? pytam bo nie wiem czy źle to robiłam czy to poprostu nie dla mnie
Dobra, ale jak ktoś jest na początku tej drogi i nie ma jeszcze żadnego spokoju, bo dlatego w ogóle zaczął robić afirmacje, to jak ma mówić ze spokoju? 😀 Trochę to błędne koło. Serio pytam, bo nie ogarniam tej logiki
A czy nie jest tak, że właśnie te negatywne uczucia przy afirmacjach są sygnałem, że trafiłaś w coś ważnego? Słyszałam, że jak bardzo boli, to znaczy, że dotknęłaś prawdziwego przekonania, które trzeba zmienić. Czy to ma sens, czy to jakiś mit? 😉
