Założyłam ten temat bo od jakiegoś czasu mam wrażenie, że im więcej robię, tym mniej widzę. Afirmacje, wizualizacje, praca z intencją - wszystko. I efekty były, naprawdę. ale teraz siedzę i myślę: ok, przeszłam przez kolejną warstwę, a tam jest następna. I następna. Nie wiem czy to tak ma być i po prostu trzeba przez to przejść, czy moze robiłam coś źle i zbudowałam sobie fałszywe przekonanie, że "jestem blisko". Ktoś to zna? To poczucie że nigdy nie ma dna, nigdy nie ma szczytu, ciągle jakiś kolejny poziom?
Znam to bardzo dobrze i nie nazwałabym tego problemem. To jest znak że praktyka działa. Właśnie dlatego, że otwierasz kolejne drzwi, widzisz kolejne korytarze. Gdybyś nic nie robiła, miałabyś złudzenie że dotarłaś. Płaska mapa daje złudzenie końca, sferyczna pokazuje nieskończoność. Pytanie jest inne - czego szukasz na tym "szczycie"? Bo może warto to nazwać zanim pójdziesz dalej.
Wybaczcie, że wchodzę w środku, ale ja jestem na samym początku z afirmacjami i mnie już to trochę przeraża. Czy to znaczy że nigdy nie będzie takiego momentu kiedy człowiek po prostu..... wie, że doszedł? Dla mnie afirmacje to były takie coś prostego, powtarzzam sobie pozytywne zdania i będzie lepiej. A tu okazuje się że to jakaś głęboka studnia? 😉
To co opisujesz Leszczynka to klasyczny efekt oczyszczania. W astrologii mamy takie przejścia przez kolejne domy i to jest dokładnie to samo. Saturn każdego roku przesuwa się i nigdy nie stojesz w miejscu. Afirmacje to taka sama spirala. Nie ma sensu szukać końca, bo to droga, nie meta. Polecam podejść do tego bardziej przez pryzmat planet, sprawdź gdzie masz teraz Saturn bo to może dużo wyjaśnić
Leszczynka poruszyła coś czego sam szukałem przez lata. To nie jest kwestia afirmacji jako techniki, to kwestia tego czego szukasz za nimi. Ja do pewnego momentu myślałem ze jak dobrze ustawię głowę, to wszystko się ułoży. Ale każde ułożenie otwiera nowe pytanie, nowy brak. W pewnym sensie to może być dobra informacja albo zła, zależy jak na to patrzysz 😛 Dla mnie był moment kiedy przestałem szukać końca i zacząłem pytać co teraz, zamiast kiedy dojdę
Ee no ja bym nie dramatyzowała za bardzo. wiem że to frustrujące, sama miałam tak z rytułałami miłosnymi, ciągle czekasz na efekt i sie zastanawiasz czy w ogole coś działa. ale hyba chodzi o to żeby nie pytać KIEDY tylko CZY. chcesz żeby afirmacje coś zmieniły czy chcesz dojść do jakiegoś końca? hej, bo to inne pytania... Leszczynko, czego ci teraz w życiu najbardziej brakuje, serio pytam bo to ważne
Słyszę w tym co piszesz coś co znam z własnej drogi. To nie jest brak wiary, to jest wiara która weszła w ciemną noc, jak to się dawniej mówiło. Nie chodzi o to żeby znaleźć szczyt, chodzi o to żeby wytrzymać z pytaniem. Runy mówią o tym inaczej, jest taka zasada że Hagalaz, runa chaosu i rozbicia, nie jest złą runą. Ona rozbija to co przestało służyć. Może każda nowa warstwa którą odkrywasz to jest właśnie to, rozpadanie się czegoś co już nie jest potrzebne. ojej no, nie wiem czy to pomaga, ale chciałam to powiedzieć.
Ojej, to brzmi na prawdę... trudno. Mam pytanie może trochę z boku, ale skoro mówicie o warstwach i przekonaniach - czy praca z czakrami mogłaby tu pomóc? Czytałam że zablokowana czakra serca albo splotu słonecznego wlasnie daje takie poczucie że nic nie jest wystarczające. Nie wiem czy dobrze to rozumiem ale wydaje mi się że to pasuje do tego co Leszczynka opisuje?
Wiesz Leszczynka, ja mam trochę inne spojrzenie na to wszystko. to co opisujesz, że każdy etaż ma kolejny, to wcale nie musi być problem do rozwiązania. Moze to jest po prostu jak jest... Część ludzi dochodzi do momentu kiedy przestaje szukać szczytu i zaczyna żyć na tym piętrze na którym jest. Nie z rezygnacji, tylko z wyboru. Afirmacje mogą pomóc nie w tym żeby dojść, tylko żeby być tam gdzie się jest bez ciągłego napięcia. Przynajmniej tak to widzę po latach. Choć rozumiem że jak się jest w środku tego zmęczenia, to takie słowa mogą brzmieć jak frazesy.
