Mam pytanie bo trochę się gubię. Szukam afirmacji dla siebie, bo od dłuższego czasu mam taki problem że nie potrafię być sobą przy ludziach. Dosłownie zmieniam się w kogoś innego, mówię co chcą usłyszeć, ukrywam swoje zdanie. I nie wiem czy afirmacje w ogóle tu pomogą, bo przecież to głębszy probllem. Czytałam gdzieś że afirmacje działają tylko na powierzchni, nie docierają do głębszych warstw. Czy ktoś ma doświadczenie z czymś takim?
Znam to uczucie bardzo dobrze 🙂 U mnie przez lata wyglądało dokładnie tak samo, każde spotkanie towarzyskie to był spektakl. Afirmacje zaczęłam od prostych rzeczy, w stylu "moje zdanie ma wartość" albo "jestem wystarczająca taka jaka jestem". Szczerość? pierwsze tygodnie nic. Potem zauważyłam że zaczynam się zatrzymywać przed odpowiedzią, zamiast od razu mówić to czego oczekują. Nie wiem czy to zasługa afirmacji czy po prostu czas i świadomość. Ale coś drgnęło.
Ja bym doprecyzowała to co napisałaś o "powierzchni". To zależy jak rozumiemy mechanizm działania afirmacji. Jeśli traktujemy je jak zaklęcie ktore samo z siebie coś zmieni, to rzeczywiście nie sięgają głębiej. Ale jeśli traktujemy je jako impuls dla podświadomości, to działa inaczej. Mam w notatkach że najlepiej działają afirmacje wypowiadane rano, zaraz po przebudzeniu, kiedy umysł jest jeszcze między snem a jasnością. Wtedy bariera krytyczna jest słabsza i sugestia wchodzi głębiej. Próbowałaś o tej porze?
Tu jest jedna rzecz do dopowiedzenia bo widzę że idzie to w kierunku techniki, a brakuje czegoś podstawowego. Lęk przed byciem sobą ma źródło. I żadna afirmacja nie przepracuje tego źródła jeśli sama osoba nie wie skąd ten lęk pochodzi. można powtarzać "jestem autentyczna" dziesięć tysięcy razy i nic się nie zmieni jeśli gdzieś głęboko jest przekonanie że "bycie sobą jest niebezpieczne". To przekonanie musi wyjść na światło najpierw 😉
Wskoczę tu na chwilę,skąd wiadomo że to nie jest zwykłe autosugestia która działa tylko przez chwilę? 🙂 czytałam że placebo też działa, wiec może afirmacje to poprostu placebo dla dorosłych?
No, placebo to nie jest żaden argument przeciwko. Efekt placebo to realna zmiana w organizmie i w zachowaniu, udokumentowana wielokrotnie. Pytanie brzmi - czy coś działa, nie czy działa "naprawdę" w jakimś metafizycznym sensie. Jeśli powtarzanie afirmacji zmienia to co robisz i jak myślisz, to działa. Dyskusja o mechanizmie jest osobna
Jest w tym pytaniu coś ważniejszego niż technika. Bycie sobą to nie jest stan który sie osiąga po 21 dniach afirmacji. To jest raczej kierunek 😉 Przez lata patrzyłem na to inaczej,myślałem że autentyczność to cecha którą albo się ma albo nie. Teraz wiem że to jest raczej ciągłe wracanie do siebie po każdym oddaleniu. I afirmacje mogą pełnić rolę tego przypomnienia, kompasu ktory mówi: tu jest środek, wróć. oj tam, nie muszą zmieniać wszystkiego. Wystarczy że skracają czas błądzenia.
Właśnie, i tu dochodzi ciekawy wątek który chciałam podnieść. Czytałam o czymś co można by nazwać jednoczesnością chwil - że te wszystkie momenty kiedy byłaś sobą, te prawdziwe chwile, one cały czas istnieją. Nie zniknęły. Afirmacja może być mostem do tych momentów, nie do jakiegoś wyobrażonego "nowego ja". co o tym myślicie?
Plejadka, to jest ciekawy kierunek ale uważam że troche zbyt skomplikowany na to co tu jest potrzebne. Osoba która się boi być sobą nie potrzebuje koncepcji filozoficznych na start, potrzebuje czegoś prostego i namacalnego. Konkret: zanim zaczniesz od afirmacji warto przez kilka dni zapisywać sytuacje kiedy UDAŁO ci się być sobą choćby przez chwilę. Choćby jedna na tydzień. To daje materiał do pracy i pokazuje że ta autentyczność już w tobie jest, nie jest czymś do zbudowania od zera
Dorzuce coś bo sama przez to przechodziłam. Miałam swoje listy afirmacji, bardzo długie, i to był błąd... Zbyt wiele naraz, umysł się gubi. Skończyłam na trzech i tylko trzech afirmacjach jednocześnie. U mnie działała zasada że im krótsza tym lepsza. "Mój głos się liczy" jest lepsze niż "jestem osobą która ma prawo wyrażać swoje autentyczne zdanie w każdej sytuacji". To drugie brzmi jak regulamin 😛
Haha "brzmi jak regulamin" - trafione. Sam miałem kiedyś afirmację tak długą ze zanim ją skończyłem to zapomniałem początek :D. Ale mam inne pytanie do tematu - a co z afirmacjami które dotykają wstydu? Bo lęk przed byciem sobą to często wstyd, że "prawdziwe ja" jest gorsze niż maska. czy ktos pracował z tym przez afirmacje i co konkretnie powtarzał?
Uff,wstyd to osobna kategoria i tu jestem trochę ostrożna. Klasyczna afirmacja "nie wstydzę się siebie" przy głębokim wstydzie moze zadziałać odwrotnie, bo umysł natychmiast weryfikuje i mówi "nieprawda". Przy wstydzie bezpieczniej zaczynać od akceptacji stanu niż od zaprzeczenia. "Pozwalam sobie czuć to co czuję" albo "uczę się być łagodna dla siebie". Małe kroki w kierunku, nie skoki nad przepaścią.
Przeczytałam cały wątek i mam takie podstawowe pytanie może głupie - czy afirmacje trzeba mówić na głos czy można tylko myśleć? Bo czuję się głupio mowiąc do siebie głośno i to troche blokuje
O super ze o tym piszecie bo ja tez mam dokladnie ten problem z lękiem bycia soba, w szkole caly czas udaje kogoś innego i nie wiem nawet kim tak naprawde jestem. spróbuje tych afirmacji pomostowych o których pisała Anyzek_61, brzmi logicznie. dzieki wszystkim za te posty, naprawde pomoglo mi to popatrzec inaczej 🙂
Jest tu cos co mnie zatrzymuje. Pisała Plejadka o jednoczesności chwil wcześniej i to idzie głębiej niż tylko technika. oj tam, jeśli te momenty kiedy byłaś sobą naprawdę istnieją w jakimś sensie poza linearnym czasem, to afirmacja nie tworzy czegoś nowego, tylko otwiera dostęp do tego co już jest. To inaczej rozkłada ciężar. Nie musisz "stawać się", musisz sobie przypomnieć. I to jest zupełnie inny rodzaj pracy wewnętrznej. Pytanie do Anyzek_61 - czy przy tej pracy z cieniem o której piszesz, to też tak widzisz, że chodzi o odkrywanie a nie budowanie?
Kurcze, to co pisze Anyzek_61 o warstwach trochę mnie przybiło. myślałam że jestem na dobrej drodze z tymi afirmacjami a tu wychodzi że to dopiero wstęp do wstępu 🙂 ale chyba mam jedno takie wspomnienie jak Plejadka pisała - pamiętam moment kiedy coś powiedziałam głośno, że mi sie cos NIE podoba i wszyscy się zdziwili, i ja tez się zdziwiłam że to powiedziałam. i było mi z tym dobrze przez chwilę. może od tego zacznę, może to jest ten punkt odniesienia? 😉
