Zastanawiam się czy ktoś tu próbował świadomie wplatać afirmacje do rytuałów - i mam na myśli cos konkretnego, nie tylko mruczenie pozytywnych zdań przy świecy. Chodzi mi o to, że afirmacja wypowiedziana w odpowiednim momencie rytuału działa inaczej niż ta sama afirmacja powiedziana rano przy kawie. Kontekst robi robotę. Rytuał tworzy ramę, a w tej ramie słowa nabierają innego ciężaru. Ciekawi mnie jak inni to czują - bo to nie jest tylko psychologia, przynajmniej w moim odczuciu.
No dokładnie, sam tak robię od dłuższego czasu. Afirmację wplatam zaraz po zapaleniu świecy i oczyszczeniu przestrzeni bo wtedy umysł jest juz przestawiony na inny tryb. Moim zdaniem najlepiej działa jak afirmacja jest krótka i wypowiadana na wydechu - oddech synchronizuje intencję z ciałem 😀 Czytałem że w starszych tradycjach ceremonialnych słowo traktowano jako składnik rytuału na równi z ziołem czy symbolem, nie jako dodatek
A ja mam pytanie bo nie do końca rozumiem - czy afirmacja w rytuale to coś innego niż np. zaklęcie czy mantra? bo mi sie wydaje ze to jest prawie to samo tylko inne nazwy... czy jest jakaś realna różnica?
Czytałam gdzieś że afirmacje najlepiej działają w stanie podobnym do transu i chyba dlatego rytual tak pomaga, bo wprowadza w ten stan naturalnie 🙂 ale nie jestem pewna czy sama bym umiała to połączyć - jak to praktycznie wygląda? czyli najpierw rytuał, a afirmacja na końcu czy w środku?
Marceli67 pomija jeden watek ktory uwazam za kluczowy. Tradycje hermetyczne i szamanskie traktowaly slowo wypowiedziane rytualnie jako akt kreacji, nie jako technikę psychologiczną. To rozróznienie nie jest akademickie, ma realne skutki dla podejscia do praktyki. Jesli traktujesz afirmacje tylko jako przeprogramowanie umysłu, rytuał jest ci do tego zbedny. Jesli traktujesz wypowiedziane slowo jako realne działanie w przestrzeni, to rytuał nadaje mu moc i kierunek. Obie drogi działają ale to są inne drogi.
