Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko jest omawiane wprost. Chodzi o afirmacje i o to, czy mówienie o nich innym - rodzinie, przyjaciołom - w jakiś sposób wpływa na ich działanie. Słyszałam różne opinie. Jedni mówią, że dzielenie się afirmacją z kimś bliskim wzmacnia intencję, bo jakby 'świadek' nadaje jej dodatkową energię. Inni twierdzą odwrotnie - że wypowiadając afirmację na głos komuś obcemu, rozpraszamy jej ładunek. Sama mam mieszane doświadczenia. Powiedziałam kiedyś koleżance, jaką afirmację powtarzam od kilku tygodni, i od razu poczułam, jakby coś ze mnie uszło. Nie wiem, czy to psychologia, czy coś więcej. A wy jak to czujecie?
To jest coś, nad czym sama się głowiłam. Mam wrażenie, że to zależy od tego, komu mówisz. Jak powiesz afirmację komuś, kto cię wspiera i wierzy w to samo co ty, efekt może być inny niż gdy powiesz komuś sceptycznemu. Sceptyk może odruchowo wrzucić komentarz w stylu 'no ale to chyba nie działa' i nagle masz w głowie ten głos zamiast swojej afirmacji. Chociaż może to też jest tylko kwestia tego, jak mocno stoisz za swoją intencją?
Dokładnie. I to jest moim zdaniem właściwe pytanie. Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich - to zależy od etapu, na którym jesteś z daną afirmacją. Świeża afirmacja to jak sadzonka. Możesz ją pokazywać, ale musisz liczyć się z tym, że ktoś ją podepnie inaczej niż ty chcesz.
Ja bym jeszcze dodała jeden kąt, o którym nie powiedzieliście. Są tradycje, w których życzenia i intencje wypowiedziane na głos przed osiągnięciem - wręcz 'spalają' energię, bo zamiast kierować ją do manifestacji, rozładowujesz ją przez usta. Coś podobnego mówi się o rytuałach - nie opowiadasz o rytuale dopóki nie zadziałał. Myślę, że afirmacje mogą działać podobnie.
Mam pytanie do tego, co napisała Sprawiedliwa - skoro afirmacje działają głównie przez układ nerwowy i podświadomość, to czy w ogóle ma sens mówienie o 'energii' afirmacji? Czy to nie jest po prostu psychologia?
Czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy ktoś z was rozróżnia między 'opowiadaniem o afirmacji' a 'wypowiadaniem jej razem z kimś'? Bo to brzmi jak dwa różne scenariusze. Opowiadanie to informowanie kogoś o praktyce. Wypowiadanie razem - to już coś w rodzaju wspólnej intencji. Mam wrażenie, że to drugie może być wzmacniające, jeśli ta osoba naprawdę jest z tobą.
Przepraszam, że wchodzę z boku - ale mam pytanie do osób bardziej doświadczonych. Czy afirmacje w ogóle można łączyć z innymi praktykami, na przykład z runami albo noszeniem konkretnych kamieni? Czy to coś zmienia w tym, czy pokazujemy je innym czy nie?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że dotknęłyśmy czegoś ważnego. Czy 'bronienie' afirmacji w rozmowie ze sceptykiem to w ogóle coś pożądanego? Bo afirmacja nie jest twierdzeniem naukowym, które można bronić argumentami. To coś, co działa albo nie działa - i to widać w życiu, nie w debacie.
Ale właśnie tu mam wątpliwość. Jeśli afirmacja 'widoczna jest w życiu', to przecież po pewnym czasie możesz to komuś pokazać bez ryzyka - bo masz już efekty. Wtedy dzielenie się nie niszczy nic, bo afirmacja już 'wykonała robotę'. Może problem dotyczy tylko etapu, kiedy pracujesz nad czymś, czego jeszcze nie ma?
Mam pytanie, bo trochę się w tym gubię. Czy to w ogóle ma znaczenie, jaką afirmację wypowiadamy - czy może chodzi wyłącznie o to, komu ją mówimy i kiedy? Bo z tej rozmowy wynika, że dobra afirmacja może 'nie zadziałać' przez złą chwilę podzielenia się nią, a to mnie trochę zniechęca.
Wróćmy na chwilę do pytania Talizmany z początku wątku, bo mam wrażenie, że trochę od niego odpłynęłyśmy. Pytanie było: dzielić się czy nie? I po tej całej rozmowie mam dla siebie odpowiedź: zależy od etapu i od osoby, której mówisz. Świeża afirmacja, osoba sceptyczna - lepiej milczeć. Afirmacja zakorzeniona, osoba wspierająca - można. Czy tak to widzicie?
Dokładnie to samo zauważyłam u siebie. Jak zacznę opowiadać o afirmacji zbyt wcześnie, to czuję, jakby coś 'uciekało'. Nie wiem, czy to psychologia, czy coś więcej, ale efekt jest za każdym razem podobny - przestaję czuć tę afirmację jako swoją.
Wracam do tego, co powiedziała Aldona, bo to jest coś, o czym nie pomyślałam na początku wątku. Mówiłam o dzieleniu się afirmacją w sensie mówienia - rozmowy, zwierzeń. Ale dziennik, nagranie dla siebie, kartka schowana w szufladzie - to są zupełnie inne formy. Może nie 'dzielić się czy nie' to właściwe pytanie, tylko 'z kim i w jakiej formie'?
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie z boku. Wszyscy mówicie o afirmacjach jakby były czymś, co można 'zniszczyć' jedną rozmową. Ale czy to nie zakłada, że afirmacja jest z natury krucha? Jeśli coś się odpryskuje od jednego sceptycznego komentarza, to może po prostu nie było wystarczająco silne? Nie atakowałem - naprawdę pytam.
