Używam afirmacji od jakichś trzech miesięcy i zauważyłem coś, czego się nie spodziewałem. Zacząłem od typowych rzeczy - pieniądze, sukces, pewność siebie. A teraz coraz mniej mi zależy na tych konkretnych rzeczach, które sobie afirmowałem. Jakby samo powtarzanie zmieniło mi priorytety, nie tylko nastawienie. Czy ktoś miał podobnie? Czy to normalne, że afirmacje zmieniają to, czego w ogóle chcemy, zamiast po prostu nam to dawać?
Mam podobne doświadczenie i przez długi czas nie wiedziałam, jak to nazwać. Afirmowałam awans, konkretne stanowisko, i w pewnym momencie zorientowałam się, że przestałam w ogóle o tym myśleć - nie dlatego, że dostałam, ale dlatego, że przestało mi na tym zależeć. Zaczęłam się zastanawiać, czy to efekt praktyki, czy po prostu upływ czasu.
To, co opisujecie, ma swoje wyjaśnienie, choć niekoniecznie ezoteryczne. Regularnie powtarzane słowa zmieniają uwagę, a uwaga zmienia postrzeganie priorytetów. Ale jest tu jedno ważne rozróżnienie, które wiele osób pomija: zmiana fokusa to nie to samo co zmiana wartości. Fokus przesuwa się stosunkowo szybko. Wartości zmieniają się latami. Macie pewność, że to drugie, nie pierwsze?
zadaj sobie jedno pytanie: czy coś, czego teraz chcesz, byłoby dla ciebie ważne nawet gdybyś przez rok w ogóle nie robił żadnych afirmacji? Jeśli tak - to wartość. Jeśli odpowiedź jest niepewna - to prawdopodobnie efekt fokusa, który afirmacje po prostu przestawiły.
Myślę, że to też kwestia czakry serca. Jak człowiek zaczyna afirmacje, często na początku ma aktywną głównie czakrę podstawy - bezpieczeństwo, material, przetrwanie. A po jakimś czasie praktyki czakra serca się otwiera i człowiek zaczyna chcieć innych rzeczy, bardziej duchowych. Może dlatego priorytety się przesuwają.
Zgadzam się z Celestynką co do mechanizmu uwagi. Jest coś takiego jak efekt torowania - kiedy coś regularnie powtarzasz, mózg zaczyna to traktować jako istotne i filtrować przez to nowe informacje. Możliwe, że przez trzy miesiące afirmowania Ferdek po prostu zaczął inaczej interpretować to, co mu się przydarza, i przy okazji zmienił to, co w ogóle zauważa. To mogło przebudować priorytety bez jego świadomości.
A czy moznaby to jakoś odwrócić, jeśli ktoś nie chce żeby mu się zmieniły priorytety? Pytam bo trochę mnie to niepokoi, skoro i tak nie wiem co afirmować, to jeszcze sie boję że naafirmuje sobie coś i sie okaze że to nie to 🙂
To pytanie Gabrysi tak naprawdę dotyka sedna tego wątku. Czy afirmacje to coś, co 'robimy' z precyzyjnym skutkiem, czy raczej coś, co zmienia nas w sposób, którego nie kontrolujemy? Bo jeśli Ferdek po trzech miesiącach chce czego innego, to albo afirmacje zadziałały inaczej niż planował, albo zadziałały dokładnie tak jak powinny - tylko on nie wie tego drugiego.
Przepraszam że się wtrącam, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie, że po długim afirmowaniu człowiek może w ogóle przestać chcieć tego, o co prosił? I to jest dobry znak? Dla mnie to brzmi trochę dziwnie, bo po co wtedy afirmować, skoro efekt jest taki, że nam przestaje zależeć?
Dodałabym jeszcze jeden aspekt, który tu się pojawia, a nie został nazwany wprost: selektywna uwaga z czasem zmienia nie tylko to, co widzimy, ale też co uważamy za możliwe. Jeśli ktoś przez miesiące afirmuje coś, co podświadomie uważa za nieosiągalne, mózg w końcu albo zaczyna to traktować jako realne, albo... przesuwa fokus na coś, co faktycznie uznaje za możliwe. I to drugie może tłumaczyć właśnie to, co opisał Ferdek.
Dobra ale ja tego nie kumam. Jeśli afirmacje same z siebie zmieniają to, czego chcemy, to trochę tak jakby ktoś inny decydował za nas co mamy chcieć - tylko tym kimś jest nasza własna głowa albo 'praktyka'. Brzmi jak utrata kontroli, nie jak samorozwój.
Czytam ten wątek od początku i chcę dodać coś, co może być niepopularne: zmiana tego, czego szukamy, przez afirmacje, wcale nie jest gwarantowana ani zawsze pożądana. Znam osoby, które po roku praktyki były bardziej zagubione niż przed, bo fokus skakał im od jednej afirmacji do kolejnej i nigdy nic nie zakorzenił się naprawdę. Regularność to jedno, ale afirmacje bez wewnętrznej pracy mogą budować tylko nową warstwę chcenia na starej, zamiast cokolwiek zmieniać głębiej.
Chcę wrócić do tego, co napisał Kazik, bo myślę że to ważna obserwacja. To nie jest tak, że afirmacje 'decydują za nas' - one raczej działają jak sito. Ale sito może zatrzymywać rzeczy użyteczne albo wyrzucać coś, co było wartościowe. I tu właśnie leży ryzyko, o którym mało kto mówi wprost: jeśli wchodzisz w praktykę z bardzo rozmytym obrazem siebie, afirmacje mogą wzmacniać każdą kolejną chwilową tożsamość, nie jakąś 'głębszą prawdę'. Widziałam to nie raz.
to jest właśnie ten paradoks. Wiele osób sięga po afirmacje w momencie kryzysu albo szukania, nie ze stanu stabilności. I to nie jest zły punkt startowy - ale wtedy trzeba być świadomym, że zmiana fokusa, którą obserwujesz, może być zarówno efektem praktyki, jak i efektem samego wychodzenia z kryzysu. Trudno te dwie rzeczy rozplątać.
A jak wy w ogóle wiecie kiedy afirmacje 'działają'? Tzn. po czym to poznajecie? Pytam serio bo czytam ten wątek i widzę dużo mówienia o zmianie fokusa, ale nie wiem jak odróżnić że to przez afirmacje a nie że po prostu czas minął i człowiek dojrzał 🙂
Mam może głupie pytanie ale chcę się upewnić - czy jeśli ktoś robi afirmacje tylko tydzień albo dwa, to może już mieć zmianę fokusa o której mówicie? Czy to musi być naprawdę długa praktyka?
Ja chcę wrócić do czegoś co Celestynka powiedziała wcześniej, bo nadal mam wątpliwości. Celestynka mówiła że czakry nie mają z tym związku, ale jednak w wielu tradycjach praca z intencją jest ściśle powiązana z centrum serca. Skąd taka pewność, że to tylko mechanizm uwagi a nie coś głębszego?
Słucham tej dyskusji i przychodzi mi do głowy coś, czego nikt jeszcze nie powiedział. Afirmacje mają też wymiar czasowy - robimy je w pewnym momencie życia, z pewnym Saturn returnem albo progresją Słońca. Zmiana, którą przypisujemy afirmacjom, może być po prostu tym, że akurat nadszedł czas na tę zmianę astrologicznie. I afirmacje były tylko formą skupienia się na tym procesie, nie jego przyczyną.
Właśnie o to mi też chodziło, kiedy pytałam wcześniej o racjonalizację. Bo jeśli zmiana fokusa następuje niezależnie od afirmacji - tylko przy ich okazji - to regularna praktyka może dawać złudne poczucie sprawczości. I to nie jest neutralne psychologicznie.
Dobra, to wracając do mojego oryginalnego pytania, bo trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś z was doświadczył konkretnie tego, że po długiej praktyce chciał czego innego - i teraz z perspektywy czasu mówi, że to był dobry kierunek? Nie teoretycznie, tylko z własnego życia?
odpowiem, bo mam konkretny przykład. Przez dwa lata powtarzałam afirmacje związane z karierą - wszystkie o sukcesie zawodowym, awansie, pieniądzach. Gdzieś po roku zaczęłam zauważać, że coraz mniej mi na tym zależy. Nie dlatego, że przestałam dbać o siebie finansowo, ale zaczęło mi przeszkadzać, że poświęcam temu tyle głowy. W pewnym momencie zmieniłam afirmacje na zupełnie inne - o relacjach, spokoju, obecności. I dziś powiem ci, że to był dobry kierunek. Ale nie wiem, czy afirmacje to zrobiły, czy po prostu dojrzałam. I to jest właśnie to, o czym pisała Gabrysia98 kilka postów wyżej.
dobre pytanie i szczerze - trochę jedno i drugie, ale trudno mi to rozdzielić. Pamiętam że zaczęłam czuć coś w rodzaju oporu przed powtarzaniem starych afirmacji. Jakby nie pasowały. I dopiero wtedy świadomie je zmieniłam. Więc może ten opór był sygnałem, że fokus już się przesunął, a ja za nim poszłam?
To, co opisuje Irisa91, to jest bardzo ciekawy mechanizm. Opór przed własną afirmacją często znaczy, że część ciebie jej nie wierzy albo już jej nie potrzebuje. Ale tu jest pułapka, o której mało kto mówi wprost: możesz też czuć opór dlatego, że afirmacja dotyka miejsca, w którym masz blokadę. I wtedy rezygnacja z niej to ucieczka, nie przesunięcie fokusa. Jak to odróżnić, Irisa91 - miałaś jakiś sposób?
Ja ze swojej strony dodam, że przy afirmacjach bardzo ważna jest według mnie praca z czakrą gardła, bo afirmacje to słowa i jeśli czakra gardła jest zablokowana, to żadna zmiana fokusa nie nastąpi, bo te słowa nie mają mocy. Spotkałam się z tym u kilku osób.
Wracam do wątku, który trochę ucichł, bo mnie bardzo dotyczy. To pytanie o zmianę fokusa - u mnie faktycznie nastąpiła i to dość dramatyczna. Zaczynałam afirmacje żeby 'mieć więcej' - więcej pieniędzy, więcej pewności siebie, więcej wszystkiego. Po kilkunastu miesiącach stwierdziłam, że w ogóle nie chcę 'więcej', tylko 'inaczej'. Nie wiem jak to się stało, ale zmiana była na tyle wyraźna, że sama się dziwiłam.
Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół jednej nierozwiązanej kwestii. Zmiana fokusa, o której mówimy, może być dojrzewaniem, może być efektem afirmacji, może być reakcją na okoliczności życiowe. Te trzy rzeczy są splecione. Czy nie jest tak, że afirmacje są po prostu jednym z czynników, który uczestniczy w procesie razem z innymi - a nie samodzielną przyczyną?
Mam pytanie do Perzyny bo nie do końca rozumiem - mówisz, że treść afirmacji nie ma znaczenia? Czyli dowolna afirmacja powtarzana regularnie da ten sam efekt?
