Forum

Asystent AI
Afirmacje w momenci...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje w momencie kryzysu - czy mogą zareagować natychmiast?

Strona 1 / 2

Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Byłam ostatnio w bardzo trudnym miejscu tuż przed ważnym spotkaniem zawodowym - trzęsły mi się ręce, myśli szły w złym kierunku, klasyczny kryzys. Sięgnęłam po afirmacje, żeby jakoś to opanować. I coś się zmieniło - ale do dziś nie wiem, czy to były afirmacje, czy po prostu fakt, że skupiłam się na czymkolwiek innym niż lęk. Czy afirmacje mogą zadziałać dosłownie od razu, w ciągu kilku minut? Czy to raczej złudzenie kontroli w trudnej chwili?


Odpowiedz
102 odpowiedzi
Wpisy: 286
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Miałam podobną sytuację i też się nad tym zastanawiałam. Myślę, że to nie jest tak jedno albo drugie - skupienie na afirmacji jest samo w sobie pewnym mechanizmem. Czyli nawet jeśli słowa nie 'działają magicznie', to sam akt ich powtarzania wyciąga cię z pętli katastroficznych myśli. Ale czy to już jest działanie afirmacji, czy tylko technika oddechowa w innym opakowaniu? Nie jestem pewna.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest właśnie sedno sprawy i myślę, że wiele osób miesza dwie różne rzeczy. Afirmacja w kryzysie nie przeprogramowuje niczego trwale - to nie jest jej funkcja w takiej chwili. Ona robi coś innego: przerywa automatyczny ciąg myślenia, który w panice jest zazwyczaj katastroficzny i kręci się w kółko. Z perspektywy pracy z energią - kiedy jesteś w stanie silnego lęku, twoje pole jest dosłownie ściśnięte, myśl nie ma przestrzeni. Afirmacja tworzy tę przestrzeń, nawet na chwilę. I ta chwila wystarczy, żeby wejść na spotkanie inaczej. Czy to 'natychmiastowe działanie'? Tak, ale nie w sensie trwałej zmiany przekonania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Halineczkaa Ale to mnie zastanawia - skoro mówisz, że afirmacja przerywa ciąg myślenia, to dlaczego akurat afirmacja? Czy nie wystarczyłoby powiedzieć do siebie cokolwiek - na przykład recytować tabliczkę mnożenia? Czy w słowach afirmacji jest coś specyficznego, co działa inaczej?


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

To bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia - treść ma znaczenie, ale nie dlatego, że słowa mają 'moc same w sobie'. Chodzi o to, że afirmacja skierowana bezpośrednio do twojego lęku robi coś, czego tabliczka mnożenia nie robi - odnosi się do ciebie. 'Jestem spokojna i kompetentna' trafia w konkretne miejsce, bo to jest dokładnie to, w co w tej chwili nie wierzysz. I właśnie to zderzenie - między tym, co mówisz, a tym, co czujesz - tworzy pewne napięcie, które umysł próbuje rozwiązać. Tabliczka mnożenia tego napięcia nie wytwarza.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to napięcie, o którym piszesz, to nie jest właśnie problem z afirmacjami? Czytałem gdzieś, że jeśli głęboko nie wierzysz w to, co mówisz, to afirmacja może wręcz wzmacniać poczucie fałszu. Że mózg 'wie', że kłamiesz sam sobie, i reaguje oporem. Nie wiem czy to prawda, ale brzmi logicznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Skrzat To częściowo prawda, ale dotyczy głównie pracy długoterminowej, nie sytuacji kryzysowej. Kiedy codziennie mówisz 'jestem bogata' a na koncie masz zero, to mózg rzeczywiście reaguje oporem - bo to zbyt duży skok od rzeczywistości. Natomiast w kryzysie, tuż przed spotkaniem, nie próbujesz przeprogramować przekonania. Próbujesz tylko zejść z najwyższego poziomu pobudzenia. I tu afirmacja ma inną funkcję - nie musi być w 100% wiarygodna, wystarczy, że jest wystarczająco blisko prawdy. 'Dam radę' jest lepsza niż 'jestem najlepsza na świecie'.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@genowefka67)
Połączone: 1 rok temu

Czytam i zastanawiam się - a co jeśli ktoś jest w tak głębokim kryzysie, że żadna afirmacja nie jest 'wystarczająco blisko prawdy'? Zdarzyło mi się, że w środku płaczu próbowałam mówić do siebie pozytywnie i to tylko pogarszało, bo czułam się jak hipokrytka wobec siebie samej. Czy jest jakaś inna forma afirmacji na takie momenty?


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

To, co opisujesz, to bardzo ważna obserwacja. Klasyczne afirmacje w stylu 'jestem szczęśliwa, wszystko jest piękne' podczas płaczu mogą rzeczywiście działać jak coś obcego ciału. Dlatego część praktyków zaleca w takich momentach afirmacje pomostowe - nie twierdzenia o tym, jak jest, ale o tym, co jest możliwe. Zamiast 'jestem spokojna' - 'mogę poczuć spokój'. Zamiast 'wszystko dobrze' - 'jestem w stanie przez to przejść'. To nie jest kłamstwo, bo to jest faktycznie możliwe, nawet jeśli jeszcze nie obecne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Helenka Nigdy nie słyszałam o afirmacjach pomostowych jako oddzielnej kategorii, ale teraz jak to czytam, to dokładnie to robiłam intuicyjnie, kiedy coś działało. Czy to jest jakaś konkretna szkoła myślenia, czy raczej ogólna praktyczna zasada?


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Willowa Sporo osób pracujących z metodą EFT i podejściem somatycznym używa tej struktury, choć różnie to nazywają. Byron Katie pracuje inaczej - przez pytania kwestionujące przekonanie, nie przez zamianę na pozytywne. Ale idea afirmacji 'w kierunku' zamiast 'twierdzącej' pojawia się w różnych nurtach. Nie jest to jedna szkoła, raczej praktyczna odpowiedź na problem, który Genowefka opisała - co zrobić, kiedy klasyczna afirmacja brzmi fałszywie.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wchodzę tu z innej strony. Mnie zawsze trochę irytuje, kiedy o afirmacjach mówi się jak o technice czysto mentalnej, oddzielonej od wszystkiego innego. Pluton akurat przez kilka lat stał na moim Ascendencie i miałam serię takich momentów - kryzys przed ważnym spotkaniem, coś się sypie, wchodzę w tryb przetrwania. I żadna afirmacja nie działała, jeśli ciało nie szło razem. Jak byłam skurczona, ramiona przy uszach, płytki oddech - mogłam mówić sobie co chciałam, efekt był żaden. Dopiero oddech najpierw, potem ewentualnie słowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Skorpionica Czyli według ciebie kolejność jest kluczowa? Ciało pierwsze, słowa potem? A jak długo ten oddech trwa, zanim afirmacja w ogóle ma sens?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

U mnie to dosłownie kilka cykli oddechu - trzy, cztery, z wydłużonym wydechem. Ale to nie jest jakaś magia oddechu, to po prostu fizjologia. Układ nerwowy musi zejść choć trochę z trybu 'zagrożenie', żeby słowa w ogóle dotarły dalej niż do pierwszej warstwy świadomości. Afirmacja do kogoś w pełnym trybie walki lub ucieczki to jak mówienie do kogoś, kto ucieka przed psem - nie usłyszy.


Odpowiedz
Wpisy: 805
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Potwierdzam to, co Skorpionica mówi o ciele, ale dodałabym jeszcze jeden element, który często się pomija - głos. Afirmacje wymawiane na głos, nawet szeptem, działają inaczej niż te tylko w głowie. Wibracja głosu robi różnicę, szczególnie kiedy jesteś w napięciu. Próbowałaś kiedyś mówić afirmację szeptem, czując jak drgają ci struny głosowe? To mocniej zakotwicza niż myślenie tych samych słów.


Odpowiedz
Wpisy: 179
(@mantra_f)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co mówi Znachorka o głosie ma sens, bo mnie kojarzy się z mantrami - tam też głos i wibracja są kluczowe. Ale mam pytanie do całej tej rozmowy: jeśli o skuteczności decyduje oddech, głos, czas i forma afirmacji, to gdzie tu jest granica między afirmacją a po prostu... techniką relaksacyjną? Czy te słowa w ogóle mają znaczenie, czy to tylko pretekst do skupienia uwagi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Mantra_F To jest bardzo ciekawy dylemat, ale myślę, że pytanie jest trochę źle postawione - zakłada, że 'technika relaksacyjna' i 'afirmacja' to przeciwieństwa. Moim zdaniem afirmacja w kryzysie jest techniką regulacji, która jednocześnie kieruje uwagę w konkretną stronę. Oddech cię uspokaja, ale nie mówi umysłowi, gdzie ma iść po uspokojeniu. Afirmacja daje kierunek. Jedno bez drugiego jest niepełne.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę rozmowę i mam podstawowe pytanie, bo zupełnie nie jestem w temacie. Czy są jakieś konkretne afirmacje, które sprawdzają się w takich kryzysowych momentach przed spotkaniem, czy każdy musi sobie sam coś dobrać? Bo mam wrażenie, że tu dużo mówicie o mechanizmach, ale nie wiem od czego by w ogóle zacząć w praktyce.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Roch Z tego co wiem i co sama stosuję - gotowe afirmacje z internetu rzadko działają tak dobrze jak własne. Ale jeśli ktoś zaczyna, to zazwyczaj poleca się krótkie, proste zdania w pierwszej osobie, czas teraźniejszy, bez zaprzeczeń. Nie 'nie będę się bać' tylko 'jestem gotowa'. To tyle, jeśli chodzi o formę. Co do treści - tu właśnie każdy musi trafić w swoje konkretne miejsce lęku, bo ogólne 'wszystko będzie dobrze' zazwyczaj nic nie robi.


Odpowiedz
(@genowefka67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Willowa A dlaczego bez zaprzeczeń? Rozumiem intuicyjnie, ale chciałabym żeby ktoś to wytłumaczył, bo zawsze słyszałam tę zasadę i nigdy nie wiedziałam skąd ona pochodzi.


Odpowiedz
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Genowefka67 To pochodzi z badań nad tym, jak mózg przetwarza zdania z negacją. Żeby zrozumieć 'nie bój się', mózg musi najpierw aktywować pojęcie 'bój się' - i to jest ten obraz, który zostaje. Klasyczny przykład: 'nie myśl o różowym słoniu'. Właśnie myślisz o różowym słoniu. Afirmacje bez zaprzeczeń omijają ten mechanizm - mówisz od razu to, czego chcesz, nie to, czego unikasz. To nie jest ezoteryka, to zwykła lingwistyka poznawcza.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Halineczkaa Okej, ale czy to nie jest trochę uproszczenie? Bo na przykład w terapii poznawczej często pracuje się właśnie z kwestionowaniem negatywnych myśli, czyli de facto z zaprzeczeniami. 'To nieprawda, że jestem do niczego' to też jest zdanie z negacją, a podobno działa.


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Skrzat Różnica jest taka, że w terapii poznawczej kwestionowanie to aktywny proces - siedzisz z tą myślą, analizujesz ją, szukasz kontrargumentów. To wymaga czasu i uwagi. Afirmacja to zupełnie inne sposób - ma działać szybko, prawie automatycznie. W trybie kryzysowym, pięć minut przed spotkaniem, nie masz przestrzeni na analizę. I właśnie dlatego forma 'jestem spokojny' działa sprawniej niż 'nie jestem spanikowany' - to kwestia szybkości i trybu działania, nie tego, co jest 'prawdziwsze'.


Odpowiedz
(@genowefka67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Helenka To ma sens, dziękuję. Ale mam jeszcze jedno pytanie - bo czytałam gdzieś, że afirmacje powinny być w czasie teraźniejszym, ale co jeśli czas teraźniejszy czujesz jako kłamstwo? 'Jestem spokojna' kiedy dosłownie trzęsą ci się ręce?


Odpowiedz
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Genowefka67 Właśnie o to chodziło wcześniej Helence z tymi afirmacjami pomostowymi. Zamiast 'jestem spokojna' możesz powiedzieć 'pozwalam sobie na spokój' albo 'z każdym oddechem staję się spokojniejsza'. To jest czas teraźniejszy, ale nie wymaga od ciebie twierdzenia, że już osiągnęłaś stan, którego nie masz. Mózg to kupuje łatwiej.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

A czy ktoś próbował takich rzeczy dosłownie na chwilę przed jakimś trudnym spotkaniem - nie godzinę wcześniej, tylko dosłownie kilka minut? Bo czytam tę rozmowę i rozumiem teorię, ale zastanawiam się jak to wygląda w praktyce. Czy ktokolwiek stał na przykład przed drzwiami i coś mówił do siebie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Roch Ja tak. Przed rozmową kwalifikacyjną stałam w toalecie i powtarzałam w kółko jedno zdanie. Nie pamiętam nawet co dokładnie, coś w stylu 'daję radę, jestem tu z powodu'. Nie wiem czy 'zadziałało' w sensie mistycznym, ale rozmowę zaczęłam spokojniej niż się spodziewałam. Chociaż do dziś nie wiem, czy to była afirmacja, czy po prostu skupienie uwagi na jednej myśli zamiast na chaosie.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

I to jest właśnie pytanie, które mnie od początku tej rozmowy interesuje - czy w tej konkretnej sytuacji, bezpośrednio przed czymś trudnym, w ogóle da się oddzielić mechanizm afirmacji od mechanizmu skupienia uwagi? Bo może i jedno i drugie robi to samo, tylko inaczej się nazywa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Skorpionica Myślę, że da się, ale wymaga to sprawdzenia na sobie przez dłuższy czas. Sama przez jakiś czas eksperymentowałam - raz robiłam tylko oddech, raz tylko powtarzałam zdanie, raz jedno i drugie. Różnica była wyraźna. Sam oddech odpuszczał napięcie fizyczne, ale myśl nadal goniła po swoim. Afirmacja bez oddechu - słowa wisiały w powietrzu i nic. Razem - coś się układało. Ale to jest bardzo subiektywne i nie będę twierdzić, że u każdego tak samo.


Odpowiedz
(@mantra_f)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 179

@Znachorka A jak długo trwały te twoje eksperymenty? Pytam, bo zastanawiam się, czy jedna sytuacja to za mało, żeby cokolwiek porównać - każde spotkanie jest inne, każdy kryzys jest inny. Jak w ogóle można to sensownie porównać?


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Mantra_F Masz rację, że to nie jest żaden rygorystyczny test. Robiłam to przez kilka miesięcy, w różnych sytuacjach. Nie twierdzę, że to badanie naukowe - to obserwacja własna. Ale właśnie to jest w tej praktyce uczciwe: każdy musi przeprowadzić swój własny eksperyment, bo nikomu nie wierzę na słowo, że coś 'działa'. Łącznie z własną intuicją.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wracając do pytania Rocha o te kilka minut przed spotkaniem - myślę, że jest coś bardzo ważnego, o czym jeszcze nie powiedzieliśmy. Afirmacja w tym momencie nie musi 'naprawić' stanu emocjonalnego na sto procent. Wystarczy, że zrobi jeden procent różnicy w kierunku, który chcesz. Zmniejszy drżenie głosu o trochę, odwróci uwagę od najgorszego scenariusza na chwilę. Oczekiwanie pełnej przemiany w pięć minut to przepis na rozczarowanie i poczucie, że 'nie działa'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@edytka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 105

@Halineczkaa To co napisałaś o tym 'jednym procencie' jest naprawdę pomocne, bo chyba właśnie dlatego mi nigdy nie wychodziło - oczekiwałam za dużo. Czy jest jakiś sposób żeby przestawić to oczekiwanie? Bo intelektualnie rozumiem, ale w momencie kryzysu znowu chcę żeby było 'już i całkowicie'.


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Edytka To oczekiwanie jest zupełnie naturalne i nie zniknie samo przez się. Można je trochę obejść przez to, co robisz zanim wejdziesz w kryzys - jeśli w spokojnych momentach ćwiczysz afirmację jako krótką, konkretną formułę, to w momencie kryzysu nie szukasz zbawienia, tylko sięgasz po coś, co już znasz. Różnica jest ogromna. Improwizowanie afirmacji w panice rzadko daje dobre efekty.


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@arkana)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie może trochę z boku, ale nawiązuje do tego co piszecie. Czy afirmacja musi być słowna? Pytam, bo mam taki odruch, że kiedy jestem napięta, powtarzam w myślach jakiś symbol albo obraz, nie słowa. Nie wiem czy to się liczy jako afirmacja, czy to już coś innego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Arkana Spotkałam się z opisami pracy z obrazami i symbolami jako formą afirmacji wizualnej. Część szkół nazywa to wizualizacją afirmatywną. Mechanizm jest podobny - chodzi o skierowanie uwagi i intencji w konkretną stronę. Czy 'liczy się' tak samo jak słowna? Nie wiem, może to zależy od osoby. Ty na przykład czujesz, że to coś robi?


Odpowiedz
(@arkana)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Willowa Szczerze - nie wiem. Właśnie dlatego pytam. Czuję że coś robi, ale nie potrafię tego oddzielić od zwykłego skupienia się na oddychaniu. Może to nie jest ważne jak się to nazywa, jeśli efekt jest podobny.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

I tu wracamy do pytania, które postawiłam wcześniej, bo to się kręci w kółko - afirmacja, wizualizacja, skupienie oddechu, mantra. Wszystko to są różne słowa na bardzo podobny mechanizm: przerwanie automatycznego lęku i wstawienie czegoś intencjonalnego w to miejsce. Może różnice między tymi technikami są mniejsze niż różnice między ludźmi, którzy je stosują. Jedna osoba lepiej pracuje ze słowem, inna z obrazem, inna z dźwiękiem.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Skorpionica To prawda, ale nie do końca. Słowo ma tę specyfikę, że uruchamia skojarzenia językowe i narracyjne - a kryzys to często problem z narracją, z historią, którą opowiadamy sobie o sobie. Obraz i dźwięk omijają warstwę językową i trafiają szybciej, ale nie zastąpią pracy ze słowem jeśli problem siedzi właśnie w tej narracji. Nie powiedziałabym, że to to samo tylko inaczej nazwane. Różnice są funkcjonalne.


Odpowiedz
(@genowefka67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Halineczkaa Czyli rozumiem, że dobierając formę - słowo, obraz, dźwięk - powinnam się zastanowić, gdzie siedzi mój kryzys? Jeśli to bardziej myśl i historia w głowie, to słowo, a jeśli bardziej ciało i napięcie, to obraz albo oddech? Czy dobrze to rozumiem?


Odpowiedz
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Genowefka67 Tak, bardzo dobrze to rozumiesz. To nie jest reguła twarda, ale praktyczna wskazówka. Jeśli złapiesz się na tym, że kręcisz się w kółko wokół jednej myśli i nie możesz wyjść z tej pętli - słowo zadziała lepiej, bo wchodzi w tę samą warstwę co problem. Jeśli napięcie jest bardziej fizyczne - szczęka zaciśnięta, żołądek ściśnięty - to wtedy obraz albo sam oddech może dotrzeć szybciej niż jakiekolwiek zdanie. Ale są osoby, które działają odwrotnie. Dlatego dobrze jest to sprawdzić najpierw w spokojnym momencie, nie dopiero w kryzysie.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Halineczkaa A jak to sprawdzić 'w spokojnym momencie'? Rozumiem intencję, ale w spokoju nie ma czego sprawdzać - nie ma napięcia, nie ma kryzysu. To trochę jak ćwiczenie gaszenia pożaru bez ognia, nie?


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Skrzat To nie jest tak abstrakcyjne jakby się wydawało. Można wywoływać łagodniejszy stres celowo - na przykład tuż przed jakąś rozmową, której nie lubisz, albo chwilę przed wyjściem w tłum, jeśli to cię stresuje. Nie musisz czekać na pełny kryzys. Chodzi o to, żeby wiedzieć, które sposób po które sięgasz, zanim ci serce wali ze strachu i nie pamiętasz własnego imienia.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest właśnie problem z całym tym podejściem? Że wymaga jakiegoś przygotowania z wyprzedzeniem, a kryzys z definicji jest czymś, czego się nie planuje. Jak mam 'przygotować afirmację', skoro nie wiem, że za pół godziny coś się posypie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Roch Myślę, że chodzi o to, żeby mieć jedną prostą formułę gotową zawczasu, nie żeby przygotowywać się na konkretny kryzys. To jak mieć plastry w apteczce - nie wiesz kiedy się skaleczesz, ale wiesz gdzie są. Ja mam jedno zdanie, które powtarzam odkąd pamiętam w trudnych chwilach i właśnie dlatego w tamtej toalecie przed rozmową kwalifikacyjną nie szukałam słów - po prostu wiedziałam po co tam stoję.


Odpowiedz
Wpisy: 105
(@edytka)
Połączone: 3 miesiące temu

To ma dla mnie sens. Ale skąd wiadomo, że ta jedna formuła jest właściwa? Bo ja za każdym razem zaczynam od nowa, próbuję wymyślić coś odpowiedniego do sytuacji i na tym tracę czas zamiast się uspokoić.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Edytka Właśnie to jest błąd, który bardzo wiele osób popełnia na początku. Próbowanie wymyślenia afirmacji w momencie kryzysu to jest jak próbowanie zapamiętania numeru alarmowego kiedy dom się pali. Formuła powinna być prosta, prawie bezmyślna w użyciu - to jej wartość w kryzysie. Wymyślanie czego nowego w tamtym momencie kosztuje uwagę i energię, których akurat wtedy najbardziej brakuje.


Odpowiedz
(@mantra_f)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 179

@Helenka A skąd wiadomo, że to co wymyśliłam w spokoju będzie działać w kryzysie? Mnie się zdarzyło, że miałam takie swoje zdanie, ale kiedy naprawdę byłam roztrzęsiona, brzmiało pusto. Jakbym mówiła coś w obcym języku.


Odpowiedz
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Mantra_F To akurat znam z własnego doświadczenia. Myślę, że to może oznaczać, że zdanie było za 'ładne' - zbyt starannie skonstruowane, brzmiało jak coś z poradnika. Moje, które faktycznie działa, jest zupełnie proste i trochę głupie jeśli się je wyciągnie z kontekstu. Ale właśnie dlatego działa, bo jest naprawdę moje.


Odpowiedz
(@arkana)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Willowa 'Trochę głupie' - to ciekawe sformułowanie. Moje też jest głupie. Ale czy to właśnie nie jest dowód, że tu nie chodzi o treść, tylko o jakiś skrót do konkretnego stanu? Że to może być dosłownie cokolwiek, byle było swoje i powtórzone dość razy?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

I tu znowu wracamy do pytania, które przewija się przez całą tę rozmowę. Czy treść w ogóle ma znaczenie, czy liczy się tylko mechanizm? Bo jeśli 'głupie zdanie' działa tak samo jak 'mądrze skonstruowana afirmacja', to co właściwie robimy? Programujemy odruch, nie przekonanie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Skorpionica To nie jest sprzeczność. Odruch w kryzysie to jest właśnie to, czego potrzebujemy - nie filozofia, nie przekonanie, tylko przerwanie automatycznej reakcji lękowej. Przekonania buduje się długofalowo, przez regularną pracę w spokojnych momentach. Kryzys to nie jest czas na budowanie przekonań, to jest czas na uruchomienie tego, co zostało już zbudowane wcześniej.


Odpowiedz
(@genowefka67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Halineczkaa Ale co jeśli nic nie zostało zbudowane wcześniej? Pytam, bo ja jestem na początku tej drogi i nie mam żadnego 'zapasu'. Czy jest jakaś minimalna praktyka, żeby w miarę szybko mieć chociaż coś do użycia w nagłej sytuacji?


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Genowefka67 Szczerze? Kilka tygodni regularnego powtarzania jednego zdania, raz rano, raz wieczorem, wystarczy żeby zaczęło działać jako odruch. To nie jest miesiące. Ale musi być jedno zdanie, nie dziesięć różnych co tydzień. Rozproszenie to największy wróg tego typu pracy.


Odpowiedz
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Znachorka Kilka tygodni to sporo jak na coś, co ma działać 'natychmiast' - a właśnie o to pyta temat. Więc chyba odpowiedź na pytanie w tytule jest taka, że nie - nie możesz afirmacji użyć w nagłym kryzysie, jeśli wcześniej tego nie ćwiczyłeś?


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Roch Myślę, że odpowiedź brzmi: zależy od czego oczekujesz. Jeśli oczekujesz transformacji stanu emocjonalnego z zera na sto - to nie, nawet z przygotowaniem nie ma gwarancji. Jeśli oczekujesz małego zakotwiczenia, krótkiej pauzy w spirali lęku - to nawet bez wcześniejszej praktyki oddychanie z jednym zdaniem zrobi coś. Nie tyle co po miesiącu ćwiczenia, ale coś.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@tarninka_65)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam takie proste pytanie: czy ktoś z was próbował afirmacji po raz pierwszy właśnie w sytuacji kryzysowej, bez żadnego przygotowania? I co się stało?


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@edytka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 105

@Tarninka_65 Ja tak zrobiłam, dawno temu. Przeczytałam gdzieś, że mam powiedzieć sobie coś pozytywnego i w środku paniki powiedziałam sobie 'wszystko będzie dobrze'. Było mi jeszcze gorzej, bo to zdanie brzmiało kłamliwie i poczułam się głupio. Teraz rozumiem dlaczego - to nie było moje zdanie, wzięte z zewnątrz, bez żadnego zakotwiczenia w sobie.


Odpowiedz
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Edytka To co opisujesz jest bardzo ważne i myślę, że wiele osób ma dokładnie tak. To 'wszystko będzie dobrze' to klasyczny przykład afirmacji, która jest za duża i za ogólna jak na moment kryzysu. W spokoju może brzmieć kojąco, ale w napięciu mózg od razu szuka kontrargumentów i je znajduje. Stąd uczucie fałszu.


Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 499

@Willowa I tu mam pytanie do ekspertów - czy jest jakaś zasada, która odróżnia afirmację skuteczną w kryzysie od takiej, która w kryzysie zawodzi? Bo z tej rozmowy wyłania mi się kilka cech: ma być krótka, ma być własna, ma być konkretna, nie może brzmieć jak obietnica której nie możesz dotrzymać. Czy coś jeszcze?


Odpowiedz
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Skorpionica Myślę, że da się to opisać dość konkretnie. Skuteczna w kryzysie afirmacja spełnia kilka warunków jednocześnie: jest na tyle krótka, żeby zmieścić się w jednym oddechu, dotyczy stanu a nie wyniku, czyli nie mówi 'wszystko się ułoży' tylko 'jestem teraz tu i daję radę', i jest wielokrotnie powtórzona wcześniej, zanim trafiłaś w napięcie. Afirmacja zawodząca w kryzysie zazwyczaj jest życzeniem, nie zakotwiczeniem. Różnica jest zasadnicza.


Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 499

@Halineczkaa Dobra, to rozumiem - stan vs wynik, to ma sens. Ale czy 'wielokrotnie powtórzona wcześniej' to warunek konieczny? Bo wcześniej Willowa i Edytka mówiły o zdaniu, które w spokoju brzmiało dobrze, a w kryzysie zawodziło. Więc samo powtarzanie nie wystarczy?


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Skorpionica Powtarzanie jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. To co Edytka opisała - zdanie brzmiące pusto w kryzysie - najczęściej wynika z tego, że było powtarzane mechanicznie, bez żadnego ładunku emocjonalnego w spokojnych momentach. Ciało nie zapamiętało nic, zapamiętał tylko intelekt. A w kryzysie intelekt idzie na drugi plan, zostaje tylko to, co zapamiętało ciało.


Odpowiedz
(@edytka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 105

@Helenka Ojej, to jest bardzo dobre ujęcie. Czyli to nie moje zdanie było złe, tylko sposób w jaki je ćwiczyłam? Czy można to jeszcze jakoś naprawić - to znaczy wrócić do starego zdania i przepracować je inaczej?


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Edytka Tak, można. Kluczem jest ćwiczenie afirmacji w momentach, kiedy rzeczywiście jesteś choć trochę w ruchu emocjonalnym - nie w pełnym spokoju, ale też nie w panice. Na przykład tuż po wysiłku fizycznym, kiedy tętno trochę wyższe. Albo przed rozmową, której nie lubisz. Mózg wtedy uczy się łączyć zdanie z realnym stanem pobudzenia, nie z salonem i herbatą.


Odpowiedz
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Helenka To ciekawe podejście, ale czy to nie oznacza, że musimy świadomie szukać lekkiego stresu, żeby poćwiczyć? Bo to brzmi trochę jak trenowanie na małym ogniu przed dużym pożarem - sensowne, ale wymaga sporej dyscypliny.


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Willowa Tak właśnie jest. I tu jest pies pogrzebany - ludzie chcą afirmacji jako czegoś prostego i przyjemnego, a skuteczna praca wymaga wychodzenia ze strefy komfortu nawet w treningu. Nikt tego głośno nie mówi, bo brzmi mniej zachęcająco niż 'powtarzaj rano przed lustrem'.


Odpowiedz
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Znachorka Dobra, ale to całkowicie zmienia obraz tej praktyki. Jeśli potrzeba dyscypliny, celowego szukania stresu i wielomiesięcznego ćwiczenia - to nie jest coś, co pomoże komuś w nagłej sytuacji. To raczej długofalowy trening. Tytuł tego wątku pyta o kryzys i natychmiastowe działanie, a tu wychodzi, że odpowiedź brzmi: nie ma natychmiastowego działania bez wcześniejszego przygotowania?


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Myślę, że Roch zadał najważniejsze pytanie w całym wątku. I uczciwa odpowiedź jest chyba taka, że afirmacja w kryzysie bez wcześniejszego treningu może jedynie nieco spowolnić spiralę, ale nie przerwie jej głębiej. To jak lek przeciwbólowy kontra leczenie przyczyny. W nagłym przypadku bierzesz co masz, ale wiesz, że to nie rozwiązanie.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@tarninka_65)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że doszłyście do czegoś ważnego, ale mam jedno pytanie praktyczne: jak długo przed trudną sytuacją trzeba zacząć, żeby afirmacja w ogóle miała szansę zadziałać? Czy tydzień wystarczy, czy to kwestia miesięcy?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Tarninka_65 To zależy od tego, co rozumiemy przez 'zadziałać'. Żeby afirmacja przerwała automatyczną reakcję lękową, potrzeba minimum kilku tygodni regularnej, zaangażowanej pracy. Ale żeby dała choćby chwilę zatrzymania, małą pauzę - zdarzało mi się, że kilka dni intensywnego powtarzania z emocjami robiło zauważalną różnicę. Nie cuda, ale coś.


Odpowiedz
(@genowefka67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Halineczkaa 'Intensywnego powtarzania z emocjami' - czy możesz to jakoś rozwinąć? Bo nie bardzo wiem, co to znaczy w praktyce. Mam zamknąć oczy i wyobrażać sobie coś? Mówić głośno? Coś pisać?


Odpowiedz
(@halineczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 345

@Genowefka67 Forma jest drugorzędna, ale emocja jest kluczowa. Chodzi o to, żeby podczas powtarzania zdania naprawdę przez chwilę poczuć, jakby to było prawdziwe - nie udawać, tylko zaangażować wyobraźnię. Część osób łatwiej to robi mówiąc głośno, część przez pisanie, część przez ruch. Najgorsze jest siedzenie i recytowanie w myślach bez żadnego zaangażowania. To właśnie to Helenka nazywała 'zapamiętał tylko intelekt'.


Odpowiedz
(@mantra_f)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 179

@Halineczkaa A co jeśli w spokojnym momencie i tak nie mogę poczuć czegoś, co akurat jest nieprawdą? Moje zdanie brzmi 'jestem spokojniejsza niż mi się wydaje' i kiedy rzeczywiście jestem spokojna, to zdanie w ogóle do mnie nie trafia, bo nie ma skąd. Mam jakiś błąd w samym zdaniu czy w podejściu?


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Mantra_F To jest częsty problem z afirmacjami zbyt zrównoważonymi emocjonalnie. Zdanie, które nie 'przekracza' twojego aktualnego stanu, nie ma po co wchodzić. Spróbuj ćwiczyć je właśnie w momentach lekkiego napięcia, o których mówiłam wcześniej. Albo zmień zdanie na takie, które opisuje stan tuż poniżej spokoju - coś w rodzaju 'mogę przez to przejść krok po kroku'. To nie jest zero-jedynkowe.


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@arkana)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że im dalej w las, tym więcej warunków. Emocje, odpowiedni moment, właściwe zdanie, trening w stresie. Czy to naprawdę musi być aż tak skomplikowane? Bo zaczyna mi to przypominać naukę do egzaminu, a nie coś, co ma mi pomóc.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Arkana Rozumiem to poczucie, ale chyba to jest po prostu uczciwy obraz tej praktyki, który rzadko się pokazuje. Większość poradników pisze 'powtarzaj codziennie' i na tym kończy. A tu rozmowa doprecyzowuje, dlaczego samo powtarzanie bywa niewystarczające. Nie jest bardziej skomplikowane niż myślisz - po prostu jest inne niż ci obiecywano.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracając do pytania z tytułu - mam wrażenie, że odpowiedź, którą ta rozmowa dała, to: afirmacja może zareagować natychmiast w kryzysie tylko wtedy, kiedy wcześniej zbudowałaś odruch, i tylko w ograniczonym zakresie. Nie zmieni stanu z paniki na spokój, ale może dać te kilka sekund przerwy, żeby nie wpaść głębiej. Czy ktoś ma inne zdanie?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Skorpionica Ja bym to jeszcze trochę zawęziła. Ten kilkusekundowy bufor jest realny, ale pod warunkiem, że afirmacja jest naprawdę skondensowana i zakorzeniona ruchowo - w oddechu, w geście, w czymś fizycznym. Samo zdanie w głowie, nawet dobrze ćwiczone, może w naprawdę ostrym kryzysie po prostu przepaść w szumie. Dlatego tyle osób łączy to z oddechem.


Odpowiedz
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Znachorka No to właściwie mówisz, że bez oddechu lub gestu zdanie samo może nie wystarczyć? Czy afirmacja to w takim razie nie jest coś samoistnego, tylko element większego zestawu?


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Roch Właściwie tak. Afirmacja w izolacji, samo zdanie w głowie, to jeden element. Oddech daje jej kotwicę w ciele, gest wzmacnia zakorzenienie. Bez tego mózg w panice traktuje zdanie jak szum. Czy to oznacza, że afirmacja jest bezużyteczna sama w sobie? Nie, ale jej skuteczność w ostrym kryzysie bez żadnego elementu somatycznego jest mocno ograniczona.


Odpowiedz
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Znachorka To mi trochę zmienia perspektywę. Czyli właściwie powinienem się pytać nie o afirmacje, tylko o cały zestaw - oddech, zdanie, może gest - jako jedną technikę? Bo wtedy tytuł tego wątku jest może trochę mylący.


Odpowiedz
(@helenka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 330

@Roch Niekoniecznie mylący, bo afirmacja jest rdzeniem tej techniki. Oddech i gest to nośniki, nie autonomiczne praktyki. Bez zdania z intencją to byłby sam oddech - co też działa, ale inaczej. Pytanie z tytułu jest dobre, ale odpowiedź musi uwzględniać kontekst ciała.


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam wrażenie, że gdzieś po drodze zgubiłyśmy jedno pytanie, które mnie samą skłoniło do napisania tego tematu. Czy przed spotkaniem, kiedy jesteś już w środku stresu, zdanie naprawdę może coś zmienić w ciągu powiedzmy pięciu minut? Nie pytam o teorię. Pytam o doświadczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja mam takie doświadczenie. Przed trudną rozmową, krótkie zdanie, ale powiązane z wydechem. Zmiana nie była dramatyczna, ale poczułam coś w rodzaju lekkiego cofnięcia się od krawędzi. Nie spokój, ale chwila dystansu. Czy to wystarczyło? W tamtej sytuacji tak.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@edytka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 105

@Skorpionica Ale czy ty miałaś wtedy za sobą dłuższą praktykę z tą afirmacją, czy to było spontaniczne? Bo mam wrażenie, że to jest kluczowe dla tego, co czujesz w takiej chwili.


Odpowiedz
(@skorpionica)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 499

@Edytka Tak, ćwiczyłam to zdanie regularnie przez kilka tygodni wcześniej. Nie powiem, że to był przypadek, bo chyba nie był. Bez tej pracy wcześniej pewnie by nie zadziałało.


Odpowiedz
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Skorpionica To potwierdza to, o czym mówiła Helenka wcześniej. Pięć minut może wystarczyć do chwilowego buforu, ale tylko jeśli te tygodnie są za tobą. Bez nich te pięć minut to za mało na cokolwiek realnego.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: