Cześć wszystkim. mam takie pytanie, bo ostatnio siedzę nad tym i trochę mi w głowie miesza. Robię afirmacje od jakichś trzech miesięcy, codziennie rano przed pracą, takie klasyczne - powtarzam na głos przy lustrze. Na początku czułem że coś się zmienia, jakoś inaczej wchodziłem do biura, pewniej. Ale teraz... no nie wiem, powtarzam i powtarzam i mam wrażenie że to już tak automatycznie leci, bez żadnego uczucia. Jakby mózg to wyłączył. I zaczęło mnie zastanawiać - czy po jakimś czasie afirmacje nie zamieniają się po prostu w autosugestię? Że już nie wierzysz, tylko powtarzasz jak papuga? czy to normalne że efekt słabnie? Czy może robię coś źle?
No właśnie to jest ciekawe pytanie, bo sama się nad tym zastanawiałam. Ale najpierw - jak ty rozumiesz tą różnicę między afirmacją a autosugestią? Bo dla mnie to trochę te same rzeczy, tylko inaczej nazwane. Autosugestia to jest właśnie to co robisz, świadome wpływanie na własny umysł. Gdzie ty tu widzisz granicę?
Nie do końca to tak działa. Autosugestia to szersze pojęcie, afirmacje są jedną z jej form, ale nie odwrotnie. To tak jak by powiedzieć że każdy kwadrat to prostokąt, ale nie każdy prostokąt to kwadrat. Jeśli czujesz że powtarzasz mechanicznie, to nie znaczy że afirmacje zamieniły się w autosugestię, to znaczy że twoja praktyka straciła intencję xD A intencja jest kluczem, bez niej faktycznie powtarzasz słowa jak mantrę bez skupienia.
Mam podobne doświadczenia i mogę powiedzieć, że Z tego co piszesz wychodzi klasyczny problem każdej regullarnej praktyki, nie tylko afirmacji. Jak medytowałem codziennie przez pół roku, to mialem dokładnie tak samo. Rutyna zabija świeżość. oj tam, rozwiązanie które u mnie zadziałało - zmieniałem treść afirmacji co jakiś czas, albo zmieniałem porę. Rano przed pracą to słaby moment bo głowa już gdzieś biegnie. ja przesiadłem się na wieczór, po pracy, kiedy można na chwilę zatrzymać ten cały biurowy hałas.
Dobra ale poczekajcie. Ja może podejdę do tego sceptycznie, bo zawsze mnie coś gryzie przy tym temacie. Skoro umysł robi to automatycznie, to znaczy że informacja weszła w nawyk, no nie? A nawyk to przecież jest coś co działa bez świadomego wysiłku. Moze właśnie o to chodzi? Może ten automatyzm to nie jest problem, tylko cel?
Wejdę tu z innej strony. Coué, który w ltaach dwudziestych poprzedniego wieku spopularyzował autosugestię, mówił wprost że skuteczna sugestia wymaga stanu rozluźnienia, czegoś bliskiego lekkiej senności 🙂 I to jest właśnie dlatego, że wtedy krytyczny umysł trochę odpuszcza. Rano przed pracą, w pośpiechu, ten warunek nie jest spełniony. Twój umysł jest w trybie zadaniowym i natychmiast ocenia każde zdanie czy to prawda. I odpowiada - nie, to nieprawda, bo za pięć minut mam spotkanie i szef mnie zjada. Stąd ten opór. To nie jest kwestia długości praktyki, tylko złego okna czasowego.
Ojejciu, tuż przed zaśnięciem, kiedy już leżysz w łóżku i zamykasz oczy. To naturalny stan przejściowy między czuwaniem a snem, umysł sam zwalnia. Nie potrzebujesz specjalnych warunków. Trzy, cztery zdania cicho w myślach albo szeptem, bez nacisku, spokojnie. Coué swoim pacjentom zalecał dokładnie to, dwadzieścia razy jedno zdanie przy zasypianiu. żadnych luster, żadnych porannych ceremonii.
To co Siemargl pisze o Coué jest spoko, ale mam pytanie do Martusi - skoro emocje są tak ważne, to jak je wywołać na zawołanie? Bo to brzmi jak coś bardzo trudnego. Ja jak próbuję afirmacji to albo jest automatyzm o którym pisze Wincenty, albo próbuję wymusić emocje i to wychodzi sztucznie. Jakaś złota środkowa droga istnieje?
Ja od dłuższego czasu prowadzę notatki z moich praktyk i mam taką obserwację, że efekt mechanizowania się pojawia sie mniej więcej po sześciu, ośmiu tygodniach jeśli afirmacje są te same. Próbowałam różnych rzeczy. Nagranie własnego głosu i słuchanie przez słuchawki zamiast mówienia na głos działa dłużej zanim efekt się wytępi. Coś w tym chyba jest, że słyszysz siebie z zewnątrz i mózg inaczej to przetwarza. Ale nie wiem czy to ma jakieś głębsze wyjaśnienie, po prostu obserwuję co u mnie działa.
Dobra, ale mnie tu coś niepokoi w tej całej rozmowie. Wy mówicie o zmienianiu treści, zmienianiu pory, nagrawaniu - i to wszystko jest ok, rozumiem. Ale jeśli muszę co chwilę coś zmieniać żeby to działało, to znaczy że umysł AKTYWNIE opiera się temu co próbuję mu wmówić. I może dlatego właśnie że to nieprawda? Że jeśli naprawdę bym w coś wierzyła, to nie musiałabym powtarzać tego pięćset razy?
To jest stare i uczciwe pytanie. I jest w nim ziarno prawdy. Afirmacje nie są dla ludzi, którzy już mają dane przekonanie, są dla tych, którzy chcą je zbudować od zera albo zastąpić przekonanie negatywne. Opór umysłu to nie dowód na fałszywość afirmacji, tylko dowód na to że stare przekonanie jest zakorzenione głębiej. Im silniejszy opór, tym dłużej trwa zmiana. Ale zmiana jest możliwa, to zoostało dość dobrze zbadane w kontekście terapii poznawczych, nie tylko ezoteryki.
Mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek - czy wy mówicie ze autosugestia jest zła? bo z tego co rozumiem to afirmacje SA autosugestia i to jest okej? czy jest jakis rodzaj autosugestii ktory jest szkodliwy i w to sie zamieniac nie powinny?
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie wrażenie że wszyscy skupiacie się na technice a pomijają jeden element. Treść afirmacji ma chyba znaczenie nie mniejsze niż pora czy metoda. Ja kiedyś robiłam afirmacje bardzo ogólne, "jestem zdrowa i szczęśliwa" i po tygodniu mi się nudziły. jak zaczęłam robić je bardziej konkretne, związane z czymś realnym co chciałam zmienić, to było zupełnie inaczej. Może Wincenty spróbowałby zmienić treść na coś bardzo konkretnego z pracy? Zamiast "jestem pewny siebie" coś jak "spokojnie i jasno przedstawiam swoje pomysły na spotkaniach". Coś takiego?
I właśnie to mnie zastanawia - czy jak zmieniam treść co kilka tygodni, to nie tracę ciągłości? 🙂 Bo rozumiem że nowość "obudza" umysł, ale jeśli buduję przekonanie "jestem spokojna w pracy" i nagle zmieniam na "daję sobie radę z trudnymi ludźmi", to czy to nie jest jak zaczynanie od zera za każdym razem? Mam wrażenie że kręcę się w kółko zamiast iść do przodu.
