czyli forma podania ma ogromne znaczenie? Że to samo zdanie powiedziane jako 'afirmacja' i jako zwykła rozmowa działa inaczej?
To co mówi Ulcia90 zgadza się z tym, co sama obserwuję. W pracy z bioenergią też bardzo pilnuję żeby nie używać żargonu przy osobach, które są na to zamknięte. Treść zostaje ta sama, forma jest neutralna. Opór jest mniejszy, wejście głębsze.
Dobrze że Shangie to powiedziała, bo właśnie to było moim pierwotnym niepokojem. Chciałam wiedzieć czy mówienie pozytywnych rzeczy do bliskich to jeszcze naturalne wspieranie, czy już coś w rodzaju wpływania na nich bez ich zgody. I chyba po tej rozmowie mam odpowiedź, że to zależy od tego co mam w środku, nie od samych słów.
A co jeśli ktoś, do kogo to mówimy, po jakimś czasie zapyta skąd ta zmiana w nas? Że jesteśmy dla niego inaczej nastawieni? Czy powiedzieć mu o afirmacjach?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i jedno mi zostaje — że chyba ważniejsze niż technika jest to, z jakiego miejsca w sobie mówimy. Mam rację czy czegoś nie rozumiem?
Myślę że mieszanie intencji to jest norma, nie wyjątek. Rzadko kiedy cokolwiek robimy z jednego, czystego powodu. Ważne żeby ta pierwsza warstwa była naprawdę o tej drugiej osobie, a reszta to tylko ludzki kontekst. Gdybyśmy czekali na idealną czystość intencji, nie powiedzielibyśmy nikomu nic dobrego nigdy.
